Spis treści:
Canyon bez dwóch zdań zdążył podbić zarówno serca szosowców, jak i miłośników MTB w każdej odmianie. Dość wspomnieć tak udaną konstrukcję jak aerodynamiczna szosa Aeroad, która pomimo tego, że swoją premierę miała dobrych kilka lat temu, nadal powoduje szybsze bicie serca u większości kolarzy i wygląda po prostu nieprzyzwoicie dobrze i nowocześnie. Canyon tak już ma - producent z Koblencji nie boi się innowacji i często idzie swoją ścieżką (pierwszy przykład z brzegu to wprowadzenie koła 27,5" do małych rozmiarów damskich szosówek). Jednocześnie niemiecki brand na stałe wpisał się w krajobraz największych wyścigów na świecie, bo na niemieckich bolidach ścigają się przecież kolarze Movistaru, jak i Katushy.
Polem, gdzie Canyon miał jeszcze sporo do nadrobienia był... przełaj. Z tym większym zainteresowaniem chłonęliśmy plotki, jakoby niemiecka marka szykowała coś nowego w dziedzinie cyclocrossu. I w końcu premiera: Canyon pokazuje pierwszą w historii marki karbonową przełajówkę (bo wcześniej był tylko przełaj z aluminium, np. testowany przez nas Inflite AL 9.0). Już pierwsze oficjalne wieści przyprawiają o gęsią skórkę - czyżby nadchodziło coś faktycznie nowego?
Chociaż szosowcy i przełajowcy niechętnie się do tego przyznają, to ostatnie lata upływają pod znakiem przepływu technologii i rozwiązań z MTB w stronę rowerów z 28-calowym kołem i cieńszą oponą. Jakżeby można o tym mówić głośno! Królowa wszechrzeczy szosa? Konserwatywny do bólu przełaj? Mają uczyć się czegoś od niepoważnie wyluzowanego (patrz luźne gacie), stosunkowo młodego kolarstwa górskiego? No to po cichu, żeby nie zawstydzać. Tarczówki i sztywne ośki - już na szosie są. Tubeless - coraz więcej. O zgrozo - mikro systemy amortyzacji na klasyki! Jeśliby doliczyć do tego pomniejsze wydarzenia, jak chociażby przeniesienie systemu shimanowskiego Shadow+ do grup szosowych czy przecież powszechne już w przełaju napędy 1x, to lista robi się całkiem pokaźna. To się nazywa nowoczesność, szosę i przełaj dopadł kryzys wieku średniego, ale po cichu uczą się od młodszego braciszka.
Canyon, któremu nowe niestraszne, daje powyższemu doskonały przykład w swojej pierwszej karbonowej przełajówce do ścigania na najwyższym poziomie. Z nieskrywaną przyjemnością mieliśmy okazję chyba jako pierwsi w Polsce przetestować topową odsłonę Inflite CF SLX 9.0 Pro Race.
Geometria (górskie inspiracje)
Canyon w momencie premiery Inflite'a CF SLX obwieścił, że rower ten zyskał sporo zmian geometrycznych. Mamy tutaj analogię względem tego, co dzieje się w MTB - nawet w jego bardziej ekstremalnych odmianach. Patrząc na cyfry związane z nową przełajówką, w oczy rzuca się realnie wydłużona rura górna roweru, co automatycznie zwiększa bazę kół - porównaliśmy testowany model z flagowymi okrętami najpopularniejszych producentów przełajówek i w rozmiarze M Canyon jest dłuższy o niecałe 20 mm jeśli chodzi o efektywną długość rury górnej! To zwiększyło bazę kół, chociaż nie aż tak radykalnie - Canyon zostawił w spokoju długość chainstayu, który mierząc 425 mm w przypadku koła 28" jest wartością jak na przełajówki niewielką (bardziej skracać nie można, bo przecież opona jest szersza i musi zostać miejsce na błoto). Canyon Inflite CF SLX jest zatem dłuższy z przodu i posiada większą bazę kół, co zadbać ma o jego większą stabilność i lepsze prowadzenie np. na szybkich zjazdach.
Niemcy nie mogliby jednak poprzestać jedynie na tym, bo przecież cyclocross wymaga również piekielnej dynamiki - z tego powodu karbonowy Inflite posiada skrócony mostek i minimalnie bardziej stromy kąt głowy ramy. Krótki mostek, szeroka kierownica - brzmi znajomo. No ba... MTB pełną gębą. 90 mm długości mostka (w rozmiarze M), 420 mm szerokości kierownicy - to wszystko ma zadbać o to, aby Inflite nie był ospały, szybko reagował na ruchy kierownicą i w ten sposób radził sobie z krętymi trasami CX.
W tym miejscu warto nadmienić, dlaczego Canyon zdecydował się na zastosowanie widocznego gołym okiem garba, w okolicach węzła podsiodłowego - wytłumaczenie jest banalnie proste: tak wyprofilowana rura zwiększa przestrzeń wewnątrz przedniego trójkąta i ze względów anatomicznych jest wygodniejsza do wrzucenia roweru na plecy podczas podbiegu. Ma to sens, szczególnie, kiedy do głosu dochodzi argument traktujący o wytrzymałości ramy - wielu producentów w miejscu, gdzie rama spoczywa na ramionach kolarza, stosuje wypłaszczenie rury górnej - konstruktorzy Inflite'a chcieli tego uniknąć, bo wg nich mogłoby to skutkować obniżeniem wytrzymałości ramy. Canyon zwiększył także odległość pomiędzy przednim kołem a rurą dolną.
Przy okazji też ciekawostka - najmniejsze rozmiary nowej przełajówki stoją na średnim kole, co pozwala zachować odpowiednie proporcje i jednocześnie charakter prowadzenia. Rozmiarów XXXS i XXS nie było nam jednak dane sprawdzić, a naprawdę ciekawe jest to, jak 27,5-calowe koło z oponą 33 mm radzić sobie będzie na najbardziej technicznych trasach.
Rama i widelec
Designersko Canyon w nowym Inflite tylko utwierdza nas w przekonaniu, że jest to światowa ekstraklasa. Jednocześnie niemiecki producent wypracował już sobie na tyle charakterystyczny styl, że praktycznie od razu wiadomo, z kim mamy do czynienia. Rower dostępny jest w dwóch kolorach: czarnym i żółtym (lekko metalicznym macie, czego zdjęcia nie oddają).
Konstrukcyjnie Inflite CF SLX to całkowity "new school". Mamy sztywne ośki 12 mm z przodu i z tyłu. Mamy ukryty zacisk sztycy w węźle podsiodłowym, który z racji swojej budowy ma umożliwić sztycy i całemu obszerowi w jej okolicach lepsze pochłanianie drgań (wybaczcie, nasza testówka gdzieś zgubiła gumową zaślepkę śruby). Dwa miejsca do mocowania bidonów, co w przełaju wcale oczywistym nie jest. Naprawdę masa miejsca w widełkach przednich i tylnych - taki prześwit powinien bardzo dobrze radzić sobie z błotem (testy przeprowadzone latem - bez błotnej ekstremy). Oczywiście mamy też tu super wykonane wewnętrzne prowadzenie pancerzy ze specjalnymi insertami w ramie. Do tego pokaźnych rozmiarów węzeł suportu z wkładem PressFit. Warto wiedzieć, że Inflite CF SLX jest kompatybilny z przednimi przerzutkami, chociaż akurat w naszym wariancie 1x spotykamy prowadnicę łańcucha.
Kilka słów o materiałach - Inflite CF SLX to rzecz jasna cała masa włókna węglowego. Canyon jednak zaznacza, że przy tworzeniu tego modelu dążono do kompromisu na linii lekkość, sztywność, ale i... wytrzymałość. Z tego powodu budowa tej ramy jest dość skomplikowana, bo nie tylko zastosowano tu 3 rodzaje włókien, ale i układano je w odpowiednich miejscach. To ważny temat, bo przełajówki pracują przecież w o wiele bardziej wymagających warunkach niż szosa. I całe szczęście niemiecki producent wykazuje się tu zdrowym rozsądkiem - sami ludzie Canyona wspominają, że może i szłoby wyprodukować ramę sztywniejszą i lżejszą (stosując tylko włókna high-modulus), ale prawdopodobnie pękłaby ona w mgnieniu oka. A tego zdecydowanie nie chcemy.
9.0 Pro Race: wyposażenie
To topowa specyfikacja proponowana przez Canyona, więc jest ciekawie. Waga tak zestrojonego modelu to katalogowo 7,7 kg w rozmiarze M (dokładnie taki testowaliśmy), natomiast redakcyjna waga wskazała 7,5 kg (mała zasługa tego, że nasza testówka była już bez dętek i z mlekiem)!
Napęd i hamulce hydrauliczne dostarczył amerykański SRAM - grupa Force CX1 jest nam już znana doskonale i już wiele razy o niej pisaliśmy - dociekliwych odsyłamy do osobnego tekstu: SRAM Force CX1. Warto wiedzieć, że SRAM w powyższej grupie oferuje creme de la creme tego, za co cenimy Amerykanów: piekielnie mocne wbijanie biegów, a co się z tym wiąże prezycja działania nawet w bardzo wymagających warunkach. SRAM trzyma łańcuch pewnie, co tyczy się zarówno zębów blatu narrow-wide, jak i sprężyny zapobiegającej skakaniu łańcucha i obijaniu chainstayu (na wszelki wypadek i tak mamy gumową osłonę). Manetki mocno różnią się od tego, co znamy z Shimano - i albo je polubicie, albo wręcz przeciwnie. Są duże, dają pewny punkt podparcia. Jednocześnie trzeba przyzwyczaić się do systemu zmiany biegów double tap (mamy tylko jedną łopatkę do zmiany biegów!) - lżejsze wychylenie łopatki zrzuca bieg na twardszy (ząbek niżej), głębsze wychylenie wrzuca łańcuch do góry - to dość intuicyjne. Na szczęście manetki Force CX1 posiadają bardzo uwydatnione indeksowanie, więc obsługa po pewnym czasie staje się prosta.
Napęd to jednak (o dziwo!) nie najciekawszy element specyfikacji. Zdecydowanie nasze serce skradły karbonowe koła na stożku Reynolds Assault LE Disc Carbon, które są dla Inflite'a CF SLX tym, czym obcas dla kobiety, albo dobrze skrojony garnitur dla mężczyzny - do seksapilu dodają one po prostu miliard punktów. O właściwościach jezdnych nie wspominając - to po prostu wyścigowe koła, dobrze przyspieszają i optymalnie układają oponę - w naszym przypadku odpowiednią do oficjalnych wyścigów UCI (33mm) Schwalbe X-ONE, zalaną mlekiem.
Kokpit to też małe dzieło sztuki, do którego jednak Canyon już nas przyzwyczaił - Canyon H31 Ergocockpit CF to jak wspominaliśmy krótszy wspornik i odpowiednio większa szerokość. Kropką nad i w specyfikacji jest karbonowa sztyca dostarczona również przez Canyona.
Na przełajowej rundzie
Nie będziemy owijać w bawełnę i od razu przejdziemy do rzeczy - zmiany wprowadzone przez Canyona w geometrii są realnie odczuwlane, ale nie stanowią, jak mogłoby się wydawać, rewolucji i przedefiniowania przełaju o 180 stopni. I naszym zdaniem to dobrze, bo w tym wypadku ewolucja jest daleko bardziej... racjonalna.
O dziwo najmocniej odczuliśmy to, jak sprawnie nowy Inflite reaguje na ruchy kierownicą i ile dynamiki ten rower posiada. Dzięki temu w żaden sposób nie odczuwamy na krętych odcinkach, jakich przecież w przełaju nie brakuje, jakiejkolwiek ospałości czy zbyt dużej stabilności jazdy. Powiemy więcej - rower wręcz prowokuje do dynamicznej jazdy, chce skakać i robić whipy. Jak to okiełznać...
Dłuższy przód, większa baza kół - wydaje się, że Canyon faktycznie wytyczył nowy trend jeśli chodzi o poprawę właściwości jezdnych przełajówek. Najmocniej stabilność odczujemy na szybszych trasach. W każdym razie geometria Inflite'a jest mocno wyczynowa - po sesji zdjęciowej pozwoliliśmy sobie na obniżene kierownicy, co bez dociętej sterówki nie wygląda dobrze, ale za to wprowadziło w krew testowanego roweru jeszcze więcej wyścigowego DNA. Niska głowa sterowa, krótki trójkąt tylny - tutaj nie ma miejsca na eksperymenty i Canyon o tym dobrze wiedział. Dzięki powyższemu możemy mocno dociążać przód podczas technicznych zjazdów i w zakrętach, gdzie błotna rynna prowadzi nas niczym po szynach. Kto tam hamuje, ten przegrywa, dlatego trakcja i kontrola musi być na najwyższym poziomie - nowy Canyon ma tego wszelkie znamiona.
Z Inflitem faktycznie dobrze biega się na plecach, bo głównie chodzi o to, że rama Inflite'a CF SLX to bardzo dużo przestrzeni wewnątrz trójkąta, aby rower wygodnie na plecy wrzucić i ułożyć. Na plus podkreślamy też więcej miejsca pod dolną rurą.
Sprawa komfortu - niemiecka marka komunikowała, że podobnie jak i w modelu Endurace, tak i tutaj o ten element ma zadbać m.in. węzeł podsiodłowy ze zintegrowanym zaciskiem sztycy. Szczerze mówiąc nie odczuliśmy, by Inflite był bardziej komfortowy niż długodystansowa szosówka Canyona - a przecież stał na 33 mm oponach, w których na dodatek ustawiliśmy stosunkowo niskie ciśnienie. Na szosie oczywiście opony te dają sporo komfortu, ale powiedzmy sobie szczerze - cyclocross i komfort ma ze sobą tyle wspólnego, co koncert smyczkowy z gigiem Dead Kennedys. Przełaj to mówiąc jednym słowem: łomot. O ile jeszcze jesteśmy w stanie dostrzec starania o poprawę tego parametru z tyłu, to już nasze ręce muszą sporo pracować na nierównościach - bardzo sztywny widelec z potężną koroną przenosi na nasze ręce i nadgarstki nierówności w postaci korzeni ze sporą dokładnością, dlatego lepiej popracujcie nad techniką. To przecież esencja cyclocrossu!
Inflite CF SLX jest bardzo sztywną konstrukcją - zarówno jeśli chodzi o przeniesienie mocy zawodnika na prędkość, jak i precyzję prowadzenia - tutaj szeroki widelec, sztywne ośki, dobre koła robią dla nas sporą robotę.
Podsumowanie
Canyon w momencie premiery Inflite'a CF SLX doczekał się w swoim portfolio roweru przełajowego, który sprosta najbardziej wymagającym trasom na świecie. Rower został nakreślony w bardzo przemyślany sposób, dzięki czemu też jego właściwości jezdne są więcej niż dobre - zawody Pucharu Świata i wyścigi typu Super Prestige już na niego czekają. A jeśli sprawdzą się plotki, jakoby w nadchodzącym roku 2018 Canyona miał dosiąść jeden z najlepszych zawodników z pokolenia "młodych wilków" (póki co nie spekulujemy, tylko obiło nam się o uszy...), to Inflite na pewno nieraz zagości na pierwszym stopniu podium. Model wyróżnia się innowacyjnym podejściem do tematu, dzięki któremu udało się uzyskać konstrukcję bardzo stabilną i jednocześnie dynamiczną, żywo reagującą na każde polecenie kolarza. Do tego wzorowa sztywność i sporo nowoczesnych konstrukcyjnych detali, okraszonych topowym wyposażeniem - bajka. A cena jak zwykle w przypadku Canyona - adekwatna do poziomu całości. Oj ta sprzedaż bezpośrednia...
Specyfikacja
- Rama Canyon Inflite CF SLX
- Widelec Canyon One One Four Inflite CF Disc
- Stery Canyon
- Tylna przerzutka SRAM Force CX1, 11s
- Prowadnica łańcucha Canyon
- Manetki SRAM Force CX1, 11s
- Hamulce SRAM Force CX1
- Kaseta SRAM PG-1170, 11S
- Koła Reynolds Assault LE Disc Carbon
- Opony Schwalbe X-ONE, 33 mm
- Korba Quarq Prime Carbon 11s
- Korobka korby 40
- Łańcuch SRAM PC-1110
- Suport SRAM GXP PressFit
- Kierownica Canyon H31 Ergocockpit CF
- Owijka Canyon Ergospeed Gel
- Siodło Selle Italia SLR Lite
- Sztyca Canyon S13 VCLS CF (15 - 35 mm setback)
- Zacisk siodła: zintegrowany
- Waga 7,7 kg
- Cena 18 199 zł
Producent i dystrybucja: www.canyon.com
Fot. Tomasz Makula












