Spis treści:
Wiele osób szuka roweru uniwersalnego, choć tak naprawdę – powiedzmy to szczerze już na wstępie – coś takiego nie istnieje… Na rynku jest jednak kilka typów rowerów, których wszechstronność jest całkiem spora, na tyle duża, że można je traktować jako jeden sprzęt służący do szerokiego spektrum zastosowań. Tu przywołali byśmy cztery rodzaje jednośladów: tytułowe gravele i hardtaile do XC, ale też rowery cross’owe oraz MTB ze sztywnym widelcem. Zdajemy sobie jednak sprawę, że ciężko kupić ,,fajnego crossa”, bo segment ten zdominowany jest przez rowery budżetowe, a z kolei MTB ze sztywnym widelcem, gdy chcemy kupić rower ,,z półki”, bez modyfikacji, to też rynkowa rzadkość. Dlatego postanowiliśmy skupić się na gravelach i sztywniakach XC, gdyż tu wybór jest ogromny i tak naprawdę w każdym progu cenowym znajdziemy ciekawe rowery.
Szukam roweru uniwersalnego – co wybrać?
Często słyszy się opinie, że gravel to bardzo uniwersalny typ roweru, swego rodzaju połączenie szosy z MTB, które w praktyce pozwala nam wjechać wszędzie – począwszy od asfaltowych dróg, przez szutrowe i leśne dukty, aż na bardziej terenowych ścieżkach skończywszy. Jednym słowem – wszechstronny rower na każdą okazję. I oczywiście jest w tym sporo prawdy, bowiem faktycznie dobrej klasy gravel zaskakuje dynamiką i szybkością na szosie, króluje na szutrach i pozwala – przy dobrej technice jazdy – pokonać umiarkowanie trudne górskie szlaki. Tu jednak zaczynają się schody, bo o ile owszem, da się, to tak naprawdę tłuczenie się na wąskiej oponie po górach jest średnio przyjemne… Czar gravela najczęściej pryska tam, gdzie całe ciało zaczyna nas boleć podczas terenowych zjazdów, a 3-4 godzinna wycieczka w terenie kończy się ,,wytłuczeniem” całego ciała od ciągłych wstrząsów, których rower – o ograniczonych możliwościach amortyzujących – nie jest w stanie pochłonąć…
Moda na gravele trwa mniej więcej od 10 lat i cały czas kwitnie, a ewolucja tych rowerów postępuje w coraz bardziej terenowym kierunku. Na początku gravel był ,,szosą z możliwością” wjechania w teren. Dziś większość graveli to zdecydowanie bardziej terenowe propozycje. Niezależnie czy mówimy o modelach do ścigania, czy przygodowych gravelach, to i tak standardowa szerokość opony wynosi teraz już około 45 mm, a nawet 50 mm i więcej w przypadku rowerów mocniej nastawionych na trudniejsze trasy. Poza tym coraz częściej spotykamy gravele z amortyzatorami. Tu pojawia się jednak problem, bo tego typu ,,szutrówki” stają się coraz cięższe, coraz mniej aero i coraz bardziej zbliżają się do rowerów MTB, czyli tracą w tym momencie swój szybki charakter.
Skoro dziś gravele są tak bliskie MTB to dlaczego nie pójść krok naprzód i nie zastąpić ich po prostu sprawdzonym ,,starym, dobrym” hardtail’em MTB. W końcu to też szybki rower, a co więcej w wielu przypadkach cena zakupu hardtaila w porównaniu do gravela o zbliżonym poziomie komponentów może być niższa (co też pokazuje przykład naszej Sensy). Postanowiliśmy sprawdzić, czy to ma sens i który rower będzie bardziej wszechstronny. Gdzie i o ile szybszy będzie gravel, a gdzie i kiedy MTB?
Nasz test – co i jak?
Tytułowy dylemat to częsty przedmiot dyskusji i sporów prowadzonych przez pasjonatów kolarstwa. Jedni zarzekają się o wyższości gravela, a inni zaś przywołują klasyczny rower MTB jako ten bardziej uniwersalny, bo choć wolniejszy, to pozwalający wjechać w znacznie więcej miejsc, niż może uczynić to gravel. To jasne, choć warto podkreślić to na początku, aby dobrze rozumieć, co sprawdzaliśmy i jakie aspekty porównywaliśmy. Nie ma bowiem wątpliwości, że na trasie, gdzie znakomita większość to szosy i szutry dobrej klasy znacznie szybszy i bardziej praktyczny będzie gravel. Podobnie, jak nie ma wątpliwości, że w górskim terenie, gdzie pojawiają się przepusty wodne, duże korzenie, kamienie i głazy gravel nie ma już żadnych szans. Nawet jeśli nie przez mniej przyjazne prowadzenie, to choćby z powodu defektów, które są więcej niż pewne, gdy puścimy się większą prędkością na zjazdach…
Mimo to nadal jest masa tras, gdzie oba te rowery mogą być skuteczne i taki scenariusz postanowiliśmy odwzorować w naszym teście. Na jego potrzeby zorganizowaliśmy dwa rowery będące książkowymi przedstawicielami swoich segmentów. Jako gravel posłużył nam karbonowy Giant Revolt z najnowszej kolekcji, rower z napędem Shimano GRX 2x12 i oponami CADEX o uniwersalnym bieżniku oraz szerokości 40 mm (maksymalnie zmieścimy tu 53 mm, co naturalnie zwiększy możliwości terenowe i komfort, natomiast tu skupiamy się na najbardziej typowej dla graveli konfiguracji). Tu koła były karbonowe, co warto odnotować w kontekście dynamiki przyspieszania, podobnie jak fakt, że mieliśmy tu system tubeless, co dodatkowo pozwala ograniczyć opory toczenia i poprawić zachowanie roweru w terenie. Z kolei jako typowy rower MTB XC posłużył nam hardtail Sensa Fiori Evo, model oparty o karbonową ramę, koła 29” i amortyzator ze 100 mm skoku. Do tego nowoczesna grupa i hamulce Shimano Deore XT 1x12. Na niekorzyść Sensy w kontekście dynamiki były aluminiowe koła, dętki w oponach i fakt, że ogumienie Vittoria Barzo – choć świetne – jest modelem już dość agresywnym, który daje przewagę na trudniejszych nawierzchniach. Niemniej ogólny poziom obu rowerów był dość zbliżony, a to nam chodziło na etapie szykowania się do tego porównania.
Co ważne, oba te rowery są dość podręcznikowe jeśli chodzi o swoje kategorie. Sensa to typowy hardtail o sportowej geometrii, a Revolt jest gravelem o bardzo uniwersalnym charakterze. Zdajemy sobie bowiem sprawę, że gdyby w porównaniu wziął udział inny model – np. z oponami 35 mm to w terenie byłoby mu znacznie ciężej, a z kolei gdyby pójść w drugą stronę i wziąć do naszego testu gravela na oponach 2,1 cala to umarłaby jego dynamika. Natomiast w naszym porównaniu wydaje się być tak, jak należy, aby rowery były jak najbardziej typowe dla swojego gatunku.
Test, który przygotowaliśmy był bardzo prosty. Składał się z dwóch prób do pokonania – pierwszej szutrowo-asfaltowej i drugiej typowo terenowej – gdzie staraliśmy się jechać na około 90% swoich możliwości fizycznych. Tak, aby móc kontrolować odpowiednią płynność jazdy w zakrętach oraz komentować na bieżąco, co się dzieje na trasie, co możecie zobaczyć w naszym filmie, który znajduje się na górze tego artykułu. Mikołaj pokonywał obie trasy na MTB, a Piotrek na gravelu. Choć obu testerów różni wzrost i masa ciała, to jednak w tym terenie mają podobne możliwości – zarówno od strony techniki jazdy, jak i samej wydolności. Poza tym nasi redaktorzy pokonują wspólnie tysiące kilometrów rocznie i w tym materiale zadbali, aby tempo jazdy było możliwie równe, a zebrane wnioski maksymalnie prawdziwe i obiektywne. Choć zdajemy sobie sprawę, że zawsze jest tu miejsce na błędy pomiarowe, ale przecież rower to nie laboratorium…
Pierwsza próba składała się z dość długiego odcinka szutru wysokiej klasy, który przechodził w łagodny bruk. Następnie czekał nas asfaltowy podjazd, a po nim szybki szutrowy zjazd. Niezbyt dziurawy, ale też nie premium. Znowu sekcja asfaltu, potem ziemny dukt i na finał stromy podjazd po asfalcie. Sporo przewyższeń, ale z możliwością zakręcenia na płaskim 40 km/h, sprawdzenia jak rowery się wspinają oraz jak zjeżdżają w łatwym terenie. Tu oczywiście faworytem był gravel.
Druga próba to typowy teren faworyzujący rower górski. Leśny singielek o interwałowym charakterze. Pełen ciasnych zakrętów i nawrotów, które występują raz na podjazdach, a raz na zjazdach. Początek dość równy, a koniec wyraźnie bardziej wyboisty. Warunki tego dnia były bardzo suche. Co jednak warte podkreślenia – bez kamieni i głazów, jak również z korzeniami wyłącznie małych rozmiarów. To warte dodania, gdyż powyższe wymagałyby wyraźnego zwalniania na gravelu. Tu było więc bezpiecznie pod kątem ,,nie łapania defektów”, ale nadal na tyle technicznie, że gravel wydawał się nie mieć szans.
Próba asfaltowo-szutrowa
Rozpoczęliśmy od szybkiej próby szutrowo-asfaltowej. W jej przypadku już na samym starcie bardzo czuć przewagę gravela. Znacznie lżejszy rower ( 9,38 kg vs 11,58 kg) koła z węższymi i szybszymi oponami oraz chwyt kierownicy typu baranek to mieszanka o wiele bardziej dynamiczna w aspekcie rozpędzania się. Mikołaj na MTB musiał mocno się napracować, aby usiąść Piotrkowi na koło, a dalszą część szutrowego odcinka pokonywał ,,na kole” i nadal nie było to łatwe. Przy prędkościach znacznie powyżej 30 km/h opór aerodynamiczny i brak możliwości złożenia sylwetki na szerokiej, prostej kierownicy oznaczał konieczność włożenia dużej mocy w pedałowanie, aby nadążyć za gravelem. Oczywiście tu wszystko zależy od skali, bo jeśli ktoś porusza sią na co dzień średnio 20-25 km/h to gorsza aerodynamika MTB nie będzie szczególnie doskwierającą wadą, ale przy jeździe pod 40 km/h góral wyraźnie traci do gravela.
Na tyle wyraźnie, że sztywny asfaltowy podjazd Mikołaj zaczął już na dużym zmęczeniu i Piotrek odjechał mu tam bez większego trudu na kilka sekund. Jednak tak szybko jak ta przewaga powstała, tak samo szybko została zniwelowana, bowiem na dość łatwym zjeździe szerokie opony MTB i stabilniejsza geometria górala pozwoliła bardzo sprawnie odrobić całą stratę, a nawet odjechać kilkanaście metrów. Tu oczywiście wychodzi pewna syntetyczność tego testu, bo pojawiają się pytania ,,co by było gdyby”. Przykładowo, gdyby pojawiły się duże koleiny wymyte przez spływającą wodę, to z automatu gravel dostaje więcej straty, ale z kolei gdyby droga była akurat zupełnie świeża to gravel nie straciłby aż tyle. Na tym polega pewien problem gravela, gdyż jego uniwersalność może skończyć się np. po burzy z ulewnym deszczem. O tym warto pamiętać! Ale wróćmy do testu…
Następnie, już na asfaltowej szosie Piotrek błyskawicznie dogonił Mikołaja, by ponownie rozkręcić mocne tempo. Asfalt to miejsce, gdzie MTB tracił najwięcej, tam trzeba się mocno napracować, ponieważ z górskiego sprzętu nie ma się żadnych korzyści, a aerodynamika jest ograniczona. Jednak już po wjechaniu na ziemny dukt można poczuć, że gruba opona płynie po terenie i mimo, że rower jest teoretycznie wolniejszy to jazda w równym tempie jest znośna. Tak testerzy dojechali do podnóża ostatniego podjazdu, gdzie niespodzianki nie było… Piotrek ponownie odjechał na około 10 sekund Mikołajowi, co nie dziwi zważywszy, że była to stroma, asfaltowa hopa na dynamiczne 1,5 minuty wysiłku.
Pierwsze wnioski? Na idealnych nawierzchniach MTB nie ma żadnych szans z gravelem, podobnie jak przy mocnym szarpaniu tempa. Im więcej pojawia się dziur na drodze, czy krótkich mniej równych zjazdów, tym bardziej MTB zaczyna korzystać ze swoich zalet. Jednak przy dużych prędkościach jego słaba aerodynamika i tak zawsze jest dużym problemem. Co innego, gdybyśmy pojechali na 5 godzin w równym tempie, ale szarpiąc mocno przez cały dystans, gravel miał wyraźną przewagę swojej szybkości i dynamiki. 1:0 dla gravela!
Próba singletrack
Druga próba miała ustalić, który rower ostatecznie okaże się bardziej uniwersalny, czyli czy MTB odrobi swoją stratę z szosowo-szutrowego odcinka? A może zrobi to z nawiązką? Zaczęło się od dość mocno interwałowej i bardzo krętej sekcji, gdzie Mikołajowi na MTB nie udało się zbudować przewagi, nawet jeśli powstawały minimalne luki to Piotrek dysponował tak dynamicznym przyspieszeniem, że straty niwelował błyskawicznie. Tak naprawdę realna przewaga MTB zaczęła się od szybkiego zjazdu w sypkiej ściółce, gdzie góral bez zająknięcia płynął prawie 40 km/h, a gravel wymagał już wyraźnie większej koncentracji na obieranej ścieżce i skupienia podczas prowadzenia roweru. Tam otworzyła się już spora luka, którą jednak Piotrek zniwelował bez trudu na kolejnym sztywnym podjeździe... Druga połowa pętli miała więcej technicznych trawersujących sekcji, jeden agresywny zjazd i końcową prostą po wyboistej łące. Tam MTB pokazało swoją przewagę, bo równą jazdą Mikołaj konsekwentnie budował przewagę. Finalnie obie próby miały podobny całkowity czas jazdy i na obu różnice między Mikołajem a Piotrkiem były identyczne. Werdykt? 1:1!
Bardzo ciekawe było jednak to, jak płynnie i szybko Piotrek pokonywał trasę na gravelu. Ewidentnie widać, że w rękach doświadczonego ridera ten rower może dużo. Podkreślamy, że trasa pozbawiona była kamieni, więc dało się ,,pójść ostro” na oponach 40 mm, ale nadal obaj testerzy byli w szoku, ponieważ przed testem byli pewni większych różnić. Tu naturalnie pojawiają się kolejne aspekty. Choćby to, o ile wydajność ridera na gravelu spadnie, gdy ten będzie zmęczony, bo jednak jazda na rowerze bez amortyzacji i kierownicy typu baranek jest w wymagającym terenie bardziej męcząca, niż na MTB. Widzieliśmy to już nawet po naszym teście, robiąc dodatkowe zdjęcia i ujęcia filmowe. Najtrudniejszy odcinek naszego singla pojechaliśmy czterokrotnie i rower MTB zawsze pokonał go bez trudu, a gravel już tylko 50% prób. Tu właśnie jest kolejny kruczek, który trzeba rozumieć. Gravel może być szybki, ale wymaga nienagannej techniki, skupienia i perfekcyjnej linii przejazdu tam, gdzie na MTB ma się jeszcze masę zapasu. Skala trudności dla szutrowego roweru jest już duża tam, gdzie na MTB jeszcze nawet się nie zastanawiasz nad linią przejazdu. To może być cenny wniosek dla osób początkujących i średnio-zaawansowanych, dla których gravel może okazać się ,,zbyt trudny” w teren. Jest jeszcze jedna kwestia, którą podniósł sam Piotrek po tym przejeździe. Skwitował krótko, że może i owszem był szybki, nawet szybszy, niż się tego spodziewał, ale co z tego skoro przejazd był na zasadzie ,,jakoś przeżyć". Bez frajdy charakterystycznej dla jazdy na rowerach MTB z prostą kierownicą, gdzie kontrola nad rowerem jest na tyle duża, że szlaki pokonuje się z frajdą, a nie ,,aby zjechać"...
Podsumowanie
Nasz test dał nam kilka ciekawych wniosków. Po pierwsze pokazał nam, że na obu rowerach można pojechać skutecznie w bardzo różnym środowisku, co pozwala wyciągnąć pierwszy wniosek, że oba są uniwersalne, a ponadto wiele można doszlifować już samym doborem opon pod konkretną trasę i warunki. Drugi wniosek to potwierdzenie, że fizyki nie da się oszukać i szybka jazda na dobrej jakości nawierzchni to domena gravela. Podobnie w drugą stronę – gravel potrafi naprawdę dużo i w dobrych rękach potrafi zaskoczyć w terenie, ale nie ma zmiłuj – w trudnym terenie rower szutrowy traci, szczególnie kiedy nawierzchnia ma większe dziury, przeszkody terenowe lub zjazdy odbywają się na wysokiej prędkości. Trzeci wniosek odnosi się do ogromnej indywidualności tego zagadnienia. Tak naprawdę każdy musi patrzeć przez pryzmat swoich umiejętności, budowy ciała, najczęściej odwiedzanych tras oraz kondycji. Już wiemy, że ciężki rider więcej skorzysta z roweru MTB, bo w trudnym terenie gravel i jego wąskie opony będą go mocno ograniczać. Z kolei osoba lekka może więcej na szutrówce, nim zaczną jej doskwierać jej wady. Podobnie w aspekcie techniki jazdy – riderzy o ograniczonych umiejętnościach powinny upatrywać roweru MTB jako tego bardziej wszechstronnego, a zaawansowani mogą ,,ogarnąć” gravelem sporo więcej rodzajów tras. Wreszcie dochodzi kwestia prędkości jazdy – jeśli jeździ się ze średnimi na poziomie 20-24 km/h to korzyści z gravela będą relatywnie niewielkie, natomiast gdy często nasze średnie prędkości są bliższe 27-30 km/h to już zdecydowanie gravel da nam przewagę. Pamiętajmy jednak, że nie ma dróg na skróty… na szosowym tripie rower MTB będzie nas męczył, a w prawdziwie ciężkie, górskie szlaki gravelem nawet nie wjedziemy.
Za pomoc w realizacji materiału dziękujemy: szybkierowery.pl oraz giant-bicycles.com








