Spis treści:
Wśród wielu nowości, które Trek zaprezentował w ostatnim czasie znalazł się m.in. Top Fuel 4 generacji, czyli nowa odsłona tego ścieżkowego full’a na rok modelowy 2025. Jak zwykle bywa w przypadku rynku rowerowego, modele te od razu dostępne są w sprzedaży, a tymczasem my jesteśmy już po solidnych testach tego roweru i mamy dla Was obfity raport z naszymi wrażeniami, które udało nam się zebrać podczas testowych przelotów po lokalnych ścieżkach i górskich trailach.
Zanim przejdziemy do konkretów, czyli omówienia naszej testowej wersji oraz tego, co najważniejsze, czyli zachowania w terenie, warto najpierw rzucić okiem na to, w jakim kierunku podąża obecnie linia modeli Top Fuel. Pamiętajmy bowiem, że model ten jeszcze niecałe dziesięć lat temu był lekkim fullem dedykowanym do ścigania w XC. Następnie jego charakter stawał się coraz bardziej ścieżkowy i Trek ukierunkował go bardziej na ciężkie maratony i etapówki MTB, by ostatecznie jego poprzednia – trzecia – generacja stała się rowerem stojącym gdzieś między down-country a trailem. Mieliśmy zresztą okazję wnikliwie sprawdzić ten rower i był to naprawdę udany sprzęt. Zdecydowanie trailowy ze względu na pracę zawieszenia, geometrię, czy zachowanie na szlaku, ale ze skokiem 120 / 120 mm, czyli typowym dla segmentu down-country. Stąd wówczas nazwaliśmy Top Fuela ,,trailówką z krótkim skokiem”. Nie będziemy ukrywać, że bardzo dobrze wspominamy jazdy na tym rowerze. Niejednokrotnie zdziwiło nas to, ile na trasach enduro potrafi full z amortyzacją uginającą się o wartości obecnie spotykane na trasach XC… Mamy zresztą obszerny test na portalu oraz film na naszym kanale, do których możecie zerknąć, jeśli interesuje Was, jak wyglądał i jeździł Top Fuel generacji trzeciej – Test: Szybki ścieżkowiec Trek Top Fuel 8. Zapraszamy Was do tych publikacji, a tymczasem my przechodzimy do nowej odsłony tego modelu!
Ona zresztą wyraźnie podąża za kierunkiem obranym przez generację trzecią. Zaryzykujemy nawet stwierdzenie, że jeździ bardzo podobnie, choć w wielu aspektach została rozwinięta i ulepszona, a dodatkowo schudła na wadze. Wśród głównych zmian należy wymienić odrobinę zwiększony skok oraz bogate możliwości personalizacji ustawień roweru, których w poprzedniej iteracji nie było. Co do zasady jednak, są to nadal podobne rowery. Świetne w terenie, zaskakująco dzielne na dużych przeszkodach i dające wrażenie większego skoku, niż faktycznie posiadany. Nam udało się już solidnie sprawdzić naszą testową ,,dziewiątkę” i mamy dla Was obszerne podsumowanie ze ścieżek. Na początek przybliżymy Wam ramę i ciekawe rozwiązania w jej obrębie, następnie krótko omówimy wyposażenie i wrażenia z tej kompozycji, a na końcu opowiemy o tym, jak działa zawieszenie, jak prowadzi się ten rower i gdzie spisuje się najlepiej. Lecimy!
Rama z trailowym charakterem i krótkim skokiem
Rama czwartej generacji Top Fuela na pierwszy rzut oka ma niemal identyczną geometrię, w porównaniu do tej, jaką Trek zafundował poprzednikowi. To dobrze, ponieważ tamten rower jeździł wyśmienicie! Warto jednak powiedzieć, że do nowej konstrukcji wprowadzono kilka istotnych zmian i bez wątpienia są to korekty, które dają w terenie poczucie, że możesz jeszcze więcej… i mówimy to oczywiście na podstawie własnych doświadczeń, a nie domniemań, jakie snuliśmy pisząc dla Was na początku lipca artykuł z prezentacją tej nowości. Na marginesie, jeśli interesują Was informacje produktowe o nowym Top Fuelu, to sprawdźcie ten artykuł – Nowy Trek Top Fuel: pomiędzy down-country, a trailówką! (2025). Znajdziecie w nim wszystko, co producent mówi na jego temat!
Wróćmy jednak do meritum. Najbardziej istotne zmiany, jakie czuć w terenie to zwiększony skok z przodu o jeden centymetr, co składa się obecnie na 130 mm ugięcia widelca. To mała różnica, ale wyczuwalna na dużych prędkościach, bo nowy Top Fuel odczuwalnie mniej ,,tłucze” po rękach, niż poprzedni. Składa się na to również fakt, że podniesienie skoku o centymetr wypłaszczyło kąt główki o pół stopnia względem poprzednika (obecnie jest tu 65,5 stopnia). Kolejna – nie mniej ważna – nowość to zmienna długość tylnego trójkąta w zależności od rozmiaru, co skutkuje bardziej proporcjonalnym rozkładem masy. Na pewno czuć, że na rowerze siedzi się mocno w centrum (czyli tak naprawdę z przodu roweru), co w testowanym rozmiarze XL jest właśnie zasługą długiego chainstay’a.
Nowe modele Top Fuela wzorem poprzednika dostępne są na ramach aluminiowych i karbonowych. Nasza testowa wersja, czyli Top Fuel 9 to topowy wariant oparty na aluminiowej ramie. Zarówno przedni trójkąt, jak i wahacz mają spore, kwadratowe przekroje, które podczas jazdy są odczuwalnie sztywne. Taka masywna konstrukcja zapewnia, że nie musimy się bać o twarde lądowania i brutalne traktowanie, bo rower zapowiada wizualnie, że spokojnie to ,,dźwignie”. Podczas jazdy czuć, że sztywności mu nie brakuje, co przekłada się na dobre prowadzenie, choć nie jest też jej w nadmiarze. To po prostu dobra rama i to zwyczajnie czuć. W oczy rzuca się bardzo niski przekrok, a Trek korzystając z tego jak dużo jest tutaj miejsca zastosował sztycę ze skokiem 170 mm, co w zupełności wystarcza na duże rzeczy, ale dla bikeparkowych ,,lotników” istnieje opcja wrzucić tu nawet więcej…
Wizualnie rama prezentuje się świetnie, jest ładnie wykończona, ma dobrze przemyślane prowadzenie przewodów, a w newralgicznych miejscach (dolna rura w okolicy suportu i rurka pod łańcuchem) zastosowano osłony. Cieszy też obecność schowka na dętkę lub inne drobiazgi, który znajduje się pod koszykiem bidonu, choć to było już w trzeciej generacji. Podobnie przydatne jest miejsce pod górną rurą, gdzie znajdziemy otwory służące np. do zamocowania multitoola. Generalnie fajnie, że da się uzbroić rower w potrzebny ekwipunek, do koszyka wrzucić bidon i latać po trailach bez plecaka, czy nerki na ciele, bo przecież tak jest wygodniej!
Nowy Trek Top Fuel – personalizujesz, jeśli potrzebujesz!
Od strony konstrukcyjnej warto wspomnieć, że nowe Top Fuele mają szerokie możliwości personalizacji. Po pierwsze można zmieniać skok – zarówno widelca, jak i z tyłu. Jeśli ktoś chce zbudować jeszcze bardziej trailowy rower to można zastosować amortyzator przedni o skoku 140 mm, a z tyłu przejść na 130 mm. Można też pójść w drugą stronę i z przodu zejść do 120 mm. Do wyboru do koloru… Podobnie jak istnieje możliwość zrobienia z Top Fuela mulleta. Opcji jest więc dużo, a to wcale nie koniec.
Nowością jest 4-pozycyjny flip-chip Mino Link, który pozwala delikatnie zmieniać geometrię i charakterystykę pracy zawieszenia. O tym pisaliśmy szerzej w artykule przy okazji premiery, do którego odnieśliśmy Was nieco wyżej. Na pewno możemy powiedzieć od siebie, że wyjściowe ustawienie, które naśladuje system działania zawieszenia poprzednika ma sporą progresję, która starcza podczas lądowań dropów, czy hop będących w zasięgu średniego ridera. Nie widzimy więc potrzeby utwardzać go bardziej w końcowej fazie ugięcia, a takie ustawienie dzięki nowemu flip-chipowi jest możliwe. To jednak pokazuje, że spektrum zastosowania tego modelu jest ogromne i jeśli ktoś lubi latać wielkie gapy i hopy, na które większość ludzi nawet nie spogląda to ten rower też może być na to gotowy! W praktyce wyobrażamy sobie, że jest grupa riderów, która może tego chcieć, bowiem kombinacja roweru o ,,mocnym charakterze” z krótkim skokiem dającym fajne czucie trasy jest czymś bardzo ciekawym – zaryzykujemy stwierdzenie, że jest jedną z największych zalet tego modelu. Tyle jeśli chodzi o główne zmiany i nowości! W trakcie jazdy czuć, że to po prostu rozwinięcie bardzo udanego poprzednika, który teraz może pójść w dół nieco ostrzej i wybacza odrobinę większe błędy, ale generalnie czuć podobne DNA, co w trzeciej generacji.
System zawieszenia ABP i wrażenie większego skoku…
Trek Top Fuel korzysta z flagowego, czterozawiasowego systemu zawieszenia ABP, które amerykański producent stosuje w wielu modelach od lat. Top Fuel bardzo na tym zyskuje, bowiem mając teoretycznie tylko 12 centymetrów ugięcia ten rower potrafi bardzo wiele. Po pierwsze ABP jest bardzo aktywne i czułe nawet na małe nierówności. To jednak nie jest najważniejsze, bowiem z naszego punktu widzenia najciekawsza jest praca w zasadniczej fazie skoku. Kiedy lecimy już ostro w dół, trafia się dużo korzeni, kamieni, czy innych przeszkód, czuć, że zawieszenie jest cały czas bardzo aktywne, czułe i pracuje szybko w dużym zakresie skoku. To daje poczucie dużego wsparcia na szlaku i w zasadzie ta praca przywodzi na myśl jakobyśmy mieli tutaj więcej, niż 120 mm. Przy tym wszystkim nadal w końcowej fazie jest jeszcze duża progresja, a lądowania kilkumetrowych przelotów wychodzą na tym rowerze pewnie i łatwo. Zwyczajnie czuć, że charakter Top Fuela jest typowy dla agresywnej trailówki, a jedynie krótki skok to coś, co można uznawać za pomost ze światem down-country i jakieś resztkowe nawiązanie do rodowodu powiązanego z XC. Choć faktem jest, że podczas jazdy pod górę, gdy korzystamy z regulacji tłumienia da się poczuć, że ten zawias naprawdę efektywnie podjeżdża!
Przemyślane wyposażenie – to lubimy!
Na samym początku napisaliśmy, że Top Fuel w wersji 9 to rower, który nie świeci bez sensu luksusowymi częściami, a ma w zamian wszystko co potrzeba, aby dobrze sprawować się na szlakach. Taka idealna wersja pod kątem stosunku cena / jakość. Wprawdzie kosztująca nadal 21 499 zł, ale w porównaniu do generacji trzeciej nowe modele wydają się być nieco tańsze, gdy spojrzymy na specyfikację, a jeszcze taniej wypadają jeśli weźmiemy pod uwagę, że przez trzy lata nasze zarobki generalnie wzrosły. My jednak nie chcemy wchodzić w szczegóły siły nabywczej pieniądza itp. tematy, a bardziej punktujemy, że nowy model wydaje się być bardziej atrakcyjnie wyceniony, niż jego poprzednik.
O aluminiowej ramie powiedzieliśmy już dużo – nam się bardzo podoba i uważamy, że jeśli ktoś jest w stanie przełknąć masę roweru około 15 kg to w karbonową w zasadzie ma potrzeby iść. W naszym odczuciu to, jak podjeżdża ten rower jest ze wszech miar zadowalające, a i tak waga nie jest tu najważniejsza, bo to po prostu sprzęt do skutecznej jazdy w terenie, a nie bicia rekordów pod górkę.
Za ramą idzie wyposażenie, które w pełni wystarcza na mocne katowanie w terenie. Zawieszenie oparte o amortyzator Fox Rhythm 34 i damper Fox float Performance działa bardzo dobrze – jest czułe, aktywne i szybkie w terenie. Brak blokad z manetki na kierownicy zabiera rowerowi trochę dynamiki na trawersach, gdzie naprzemiennie występują interwałowe podjazdy i krótkie zjazdy, ale mając na uwadze trailowy charakter tej maszyny to jest to po prostu rynkowy trend. Możemy skręcić tłumienie (za pomocą pokręteł przy amortyzatorach) na dłuższe podjazdy i to też jest ok. Od siebie dodamy, że to niesamowite, jak dobrze i aktywnie działają te tańsze modele Fox, naprawdę nie trzeba wydawać fortuny na skuteczny rower!
Super mocnym punktem wyposażenia jest kompletna grupa napędowa SRAM GX Eagle Transmission. Jej pewność, jakość i kultura pracy pod obciążeniem oraz dobra stabilizacja łańcucha to zdecydowanie coś, co podoba nam się w rowerze na trudne trasy. Podobnie jak fakt, że przerzutka jest odporna na kraksy i omija ją problem skrzywienia haka. Przełożenia są mocno podjazdowe – mamy tutaj tarczę 30T z kasetą 10-52. Do tego napędu Trek zastosował pasujące hamulce SRAM Level Bronze z cztero-tłoczkowymi zaciskami – mocy jest tu zapas, a ciężko je też przegrzać. Jak najbardziej trafny wybór.
To jednak nie koniec dobrych decyzji ze strony Treka. Dropper z dużym skokiem i – uwaga – karbonowa kierownica z mocowaniem 35 mm to kolejne mądrze dobrane elementy wyposażenia. Nowe opony Gunnison Pro w rozmiarze 2,4 okazują się być uniwersalną i przewidywalną gumą, a koła… są po prostu dość zwyczajne, choć mają odpowiednio szerokie obręcze. Jednak one to pewnie pierwszy element, który byśmy w tym rowerze wymienili. Jedyne, co nam się nie podoba to dwie rzeczy mające wpływ na ergonomię, ale jednocześnie łatwe i tanie do podmiany. Pierwszą są bardzo cienkie, skręcane z jednej strony, gumowe chwyty Bontragera. Dają mało pewne podparcie, niewiele tłumią, a dodatkowo minimalnie ruszają się na śliskiej powierzchni karbonowej kierownicy. Nie kręcą się, bo obejma skręcana kluczem trzyma, ale w środku guma lekko pracuje po kilka mm w każdą stronę i to ogranicza pewność chwytu. My zmieniliśmy je po pierwszych jazdach w prawdziwych górach… Drugą rzeczą jest ograniczony zakres regulacji położenia manetki od droppera, która jest zamontowana na matchmakerze z klamką. To problem powszechnie znany z obejm SRAMa i tutaj też obecny.
Prawdziwie ścieżkowy charakter
Zachowanie Top Fuela zdecydowanie pozwala rozwinąć skrzydła na zjazdach w trudnym terenie. Geometria tego roweru zapewnia dużą stabilność i poczucie, że przejedziesz wszystko. Jest to dodatkowo wzmocnione zawieszeniem, które jest aktywne i daje duże wsparcie. Mimo tej stabilności rower pozwala też na dynamiczne manewry i szybkie przechodzenie ze skrętu w skręt. Wymaga to aktywnej pracy ciałem, ale przychodzi bardzo łatwo, bo środek ciężkości jest przesunięty do przodu i pozwala nam robić to z łatwością. Balansowanie przychodzi tu bardzo naturalnie i daje to bardzo ciekawe odczucia na szlaku. W zasadzie im cięższa trasa, bardziej najeżona korzeniami i kamieniami, albo gdy robi się naprawdę stromo, tym lepiej. Mimo małego skoku tu zdecydowanie odczuwalny jest mocny, trailowy charakter. Top Fuel lubi ostrą jazdę, szybkie rąbanki po przeszkodach, przeloty tego, co pojawia się na trasie i przy tym jest stabilny i bardzo płynny w zachowaniu.
Mały skok – choć wcale nie czuć żeby go tutaj brakowało – wystarcza na większość tras, a jednocześnie daje Trekowi coś, za co bardzo go lubimy, czyli świetne czucie trasy. I właśnie to połączenie – czucie trasy rodem z roweru down-country, z pracą zawieszenia i stylem prowadzenia bardziej typowym dla trailówki – jest cechą wyróżniającą Top Fuela i jego największą zaletą! Poza tym jest to nadal całkiem lekki i szybki rower. Przyblokowane zawieszenie pozwala dynamicznie i sprawnie podjeżdżać oraz pokonywać płaskie dojazdówki.
Podsumowanie
Nowy Trek Top Fuel to świetny rower do szlakowej zabawy, który poradzi sobie w wielu miejscach, ale najlepiej mu w trudnym w terenie. Gotowy do ostrego katowania ścieżek, ale jednocześnie bardzo uniwersalny – równie dobry na wycieczkę, czy nawet kręcenie okrążeń w stylu XC. Jego wszechstronny charakter sprawia, że mamy do czynienia z góralem, który może dać Ci masę zabawy na trailach, może być po prostu rowerem na wycieczkę po prawdziwych górach, ale jednocześnie jest na tyle ,,mały” i zwinny, że nadal możesz wziąć go na lokalne okrążenia XC i zrobić sobie trening na technicznej rundzie. Wprawdzie krótka i mało pochylona pozycja sprawia, że nie podjeżdża jak wyścigówka do cross-country, ale nadal Top Fuelem można pojeździć na ciasnej, interwałowej trasie, na której trailówka 150 / 150 mm już sobie nie poradzi… Po prostu nowoczesny full MTB, który świetnie jeździ i daje masę możliwości, a w testowanej wersji ,,9” jest propozycją mającą wszystko, co potrzeba, aby sprzęt nie rozczarował – w zasadzie bez słabych punktów.
Strona producenta: www.trekbikes.com















