Test: Komputer rowerowy Giant Neos GPS

Coraz więcej spośród nas ceni sobie możliwość świadomego treningu. Potrzebujemy więc bardziej dokładnych urządzeń pomiarowych, dostarczających nam kluczowych danych. Przetestowaliśmy nowy licznik z modułem GPS od Gianta - model Neos.

Na rynku nie brakuje zaawansowanych komputerów rowerowych wykorzystujących GPS do określania naszej pozycji, a także pomiaru danych treningowych. Są one coraz doskonalsze, a do rynkowej rywalizacji co rusz dołączają nowe firmy. Większość tego typu konstrukcji ma jednak jedną wspólną wadę - z punktu widzenia kolarza amatora są po prostu za drogie. 

W związku z powyższym z nieskrywaną radością obserwujemy pojawianie się możliwości odbioru sygnału GPS w coraz tańszych urządzeniach, które łączą podstawowe funkcje treningowe właśnie z możliwością określania naszej pozycji. GPS w liczniku to szereg zalet - jedną z największych jest praktycznie bezproblemowy i maksymalnie szybki montaż. Instalujemy tylko licznik na kierownicy lub mostku i voila - urządzenie jest gotowe do pracy.

Do rywalizacji na tym licznikowym polu postanowił dołączyć także Giant, który technologicznie oparł się na współpracy z marką Bryton. Widać to po nowych urządzeniach Neos i Neos Track, które zarówno wizualnie, jak i interfejsowo nawiązują właśnie do urządzeń Brytona.

 

 

 

 

Prosty licznik do codziennego treningu

Model Neos GPS to tańszy z rodziny urządzeń pomiarowych Giant wyposażonych w protokół GPS. W stosunku do droższego modelu Track mamy tu mniejszy wyświetlacz, mniej funkcji, a także brak uchwytu do instalacji przed kierownicą w zestawie  (należy go dokupić osobno). Krótszy jest też czas pracy na baterii, który pomimo tego dalej wynosi przyzwoite 16 godzin.

Wymiary Neos to 49 x 74 x 21 mm, waży 52 gramy, a jego ekran ma 2 cale. Oprócz odbiornika GPS Neos posiada także protokół Bluetooth do komunikacji z telefonem oraz zewnętrznymi odbiornikami (może to być czujnik prędkości, kadencji i pracy serca, natomiast nie ma opcji pomiaru mocy). W tańszym modelu zabrakło też opcji komunikacji poprzez WLAN oraz ANT+ (więc nie połączycie z Neosem starszych czujników, nie współpracujących z Bluetooth).

 

 

 

 

Podstawowym zadaniem licznika Giant jest umożliwienie kontroli parametrów treningu takich jak prędkość, dystans, temperatura, przewyższenia, praca serca i kadencja. Za pomocą dedykowanej aplikacji Neostrack możemy je analizować w naszym smartfonie i wysyłać np. na Stravę. Nie ma tutaj niestety opcji nawigacji.

W zestawie z licznikiem dostajemy uniwersalny uchwyt na mostek lub kierownicę z różnej długości gumkami montażowymi.

Jak to działa w praktyce?

Neos ma być budżetowym sposobem na spełnienie podstawowych wymagań rejestracji danych treningowych amatora - dlatego też na początku testów, po przesiadce z dużo droższych urządzeń, mieliśmy wrażenie, jakbyśmy mieli do czynienia z zaawansowanym komputerem rowerowym, tylko że sprzed około 5 sezonów. Dla użytkownika Wahoo, czy nowych Garminów może być to spory problem, jednak nie da się ukryć, że to zupełnie inna półka cenowa. Neos ma być prosty i niedrogi, dając możliwość łatwego eksportu swoich treningowych wyczynów np. na Stravę. Warto też podkreślić, że w tym nieco "retro" duchu licznika Giant czuć mocno wpływ marki Bryton, której produkty również zachowują pewien specyficzny styl, zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i poziom funkcjonalności niektórych rozwiązań.

Wykonanie samego licznika nie wzbudza naszych zastrzeżeń. Jest kurzo i wodoodporny, a przy tym lekki. Mocowanie do kierownicy, lub mostka nie nastręcza większych trudności, ale podczas naciskania przycisków w trakcie jazdy licznik lubi się przesunąć wraz z uchwytem. Port USB jest ukryty pod licznikiem, co dodatkowo go chroni przed wodą. Przyciski boczne łatwo wyczuć nawet w rękawiczkach. a ekran jest czytelny także w słońcu.

 

 
 

 

Wszystkiemu towarzyszy tu poczucie odczuwalnej prostoty, np. na wyświetlaczu nawet po wyłączeniu widoczne są linie określające poszczególne pola. Specyficzna jest sama aplikacja. Działa i bardzo łatwo się w niej połapać, jednak wszystko zajmuje tu dłuższą chwilę. Przykładowo - droższe urządzenia z protokołem WLAN potrafią uploadować 2 treningi na Stravę w czasie, w którym Giant przetworzy jedną, godzinną przejażdżkę. Takie uroki braku protokołu WLAN.

Z ciekawych funkcji licznika istnieje możliwość ustawienia automatycznego startu podświetlenia w momencie zachodu słońca. Nie ma to nic wspólnego z czujnikiem światła, a ustawieniem strefy czasowej. Mniej lub bardziej precyzyjnie, ale działa. Podobnie automatycznie pojawiają nam się na ekranie pola dotyczące kadencji i czujnika pracy serca w momencie, w którym licznik wykryje kompatybilne i sparowane zewnętrzne nadajniki transmitujące powyższe dane. To jest zdecydowanie fajne uproszczenie!

 

(czytaj dalej)

Podobne artykuły