Tylko ja i mój rower - Author Modus

Test czytelnika

Drukuj

Na każdej wyprawie jest nas tylko dwóch ja i mój rower. Tak się złożyło, że w obu południowoamerykańskich wyprawach towarzyszył mi Author. Za pierwszym razem crossowy Airline, a w tym roku górski Modus.

Nie można powiedzieć, żeby były to seryjne modele, bez żadnych przeróbek. Ale i warunki specjalne.

W sporcie rowerowym bardzo istotna jest waga sprzętu. Przy bagażu i zaopatrzeniu, które przekracza często 40 kilogramów sami rozumiecie, że 100 gram w jedną lub drugą stronę nie ma kompletnie znaczenia. Jedno ma tylko znaczenie: N-I-E-Z-A-W-O-D-N-O-Ś-Ć!!! To nie kwestia komfortu, niechęci do robótek ręcznych czy cokolwiek innego. Zależy od tego nasze zdrowie i życie. Awaria sprzętu w niektórych miejscach oznacza po prostu kilkudziesięciokilometrowy marsz. A chodzić pasjami nienawidzę:))). Dlatego wybór sprzętu jest tak kluczowy, a drobne przeróbki są nieodzowne – przynajmniej dla psychicznej pewności:).



Dlaczego wybrałem Modusa? Bo łączył kilka bardzo ważnych cech:

 

 

  • rozsądną cenę,
  • rozsądnie dobrany, wysokiej jakości osprzęt,
  • wygodna pozycja na fotelu kierowcy:), pozwalająca na dłuuuuugie godziny pedałowania,
  • amortyzator pozwalający przetrwać kilometry „tarki” i trudne zjazdy
  • w opinii własnej i w znajomych: Authory to bardzo trwałe rowery, tu szczególnie istotna była trwałość ramy i jej podatność na uszkodzenia


Zdecydowanie nie zawiodłem się. Pierwsze dni przyniosły kilka niespodzianek. Podstawowym problemem okazało się zagubienie przedniej sakwy. Poza oczywistymi konsekwencjami braku części wyposażenia wyprawowego istotna była zmiana rozkładu ciężaru na przednim kole. Zamiast lewej sakwy musiałem przytroczyć namiot, który z całą pewnością nie miał identycznej wagi, a z pewnością miał inne gabaryty. Ku mojemu zdziwieniu rower nie wpadał w nerwowy slalom, przednie koło nawet na szybkich zjazdach zachowywało się bardzo stabilnie. To bardzo przyjemne zaskoczenie, poprzednie doświadczenia wskazywały, że nawet niewielka różnica w wadze sakw przednich może powodować niebezpieczne „myszkowania” przedniego koła. Ta sytuacja jedynie upewniła mnie w słuszności wyboru sprzętu.

 

 

 

 



Kolejne tygodnie tylko mnie w tym upewniły. Podczas całej wyprawy, w tych trudnych warunkach, w których sól i piach wdzierały się wszędzie, Modus ani razu mnie nie zawiódł. Moje podstawowe wymaganie, że sprzęt ma być niezawodny zostało w pełni spełnione. Drugorzędne znaczenie miał komfort jazdy. Ale właściwie jestem tu sam sobie winny. Aluminiowe ramy odznaczają się dużą sztywnością i zapewne powinienem iść za radą Szwajcara, które spotkałem rok temu. Uważał, że jego stalowa rama znacznie mniej przenosiła drgania. Dobrze jest wziąć to pod uwagę przy wyborze roweru. Ja tak nie zrobiłem i sztywność ramy kilka razy boleśnie odczuwała pewna część ciała. Jasne, że to głównie kwestia terenu, ale...

 



Podsumowując – jestem bardzo zadowolony z Modusa, test wyprawowy przeszedł bardzo dobrze. Najmniejszych kłopotów podczas wyprawy, w pełni niezawodny, budzący zaufanie i dający pewność, że nic nieprzewidzianego się z nim nie wydarzy. Cieszę, że mogłem liczyć na takiego przyjaciela na wyprawie.


Koniecznie przeczytaj relacje Czarka z jego wypraw:
Na końcu świata zaczynał się mój świat... AUCANQUILCHA 2007.

Obserwuj nas w Google News

Subskrybuj