W poszukiwaniu śniegu

Test opony Kenda Klondike Standard

Miłośnicy białego szaleństwa z roku na rok mają coraz gorzej. Co prawda nas bikerów nie powinno to specjalnie martwić, jednak, aby przetestować Kende Klondike trzeba było trochę poczekać. Mimo, że większość zimy przypominała szarą i mokrą jesień to na śnieg przyszła w końcu pora.

Budowa

Jedyną zimówką Kendy dostępną u polskiego dystrybutora jest testowany model Klondike Standard w rozmiarze 26x1,95. Rodzinę Klondike uzupełniają jeszcze Wide, bardziej masywna do jazdy w cięższym terenie oraz Skinny, przeznaczona do rowerów przełajowych.

Testowana opona to model kierunkowy, drutówka o wadze 1001gr. Gęstość oplotu to 22 TPI, a zakres ciśnienia użytkowego mieści się w przedziale 40-60PSI (ok. 2, 7 – 4, 2 atm.). Klondike ma bardzo wyraźny bieżnik, w środkowej części klocki tworzą niemal ciągłą linię, co obniża opory toczenia. W przekroju poprzecznym guma jest zaokrąglona, wizualnie wygląda na lekką. Wersja Standard posiada 169 karbidowych (węglikowych) kolców, rozmieszczonych w czterech rzędach. Na tych bliższych środkowi klockach, piny ulokowane są gęsto, za to na zewnętrznych już znacznie rzadziej (co 5 klocków). Ścianki są dużej grubości, konstrukcja jest sztywna. Montaż do najłatwiejszych nie należy, jednak za zaletę uznać można jej stabilność na obręczy.



Jazda

Tak naprawdę nigdy wcześniej nie jeździłem na „prawdziwej” zimówce i nie wiedziałem, czego się spodziewać. Zacznę od zastosowania, w którym spisywała się najlepiej. Otóż rewelacyjne zachowywała się podczas napędzania! Trzeba było naprawdę mocno depnąć na pedał, żeby zerwać przyczepność, niezależnie czy to na ubitym, wyślizganym czy w głębokim i kopnym śniegu. Cecha ta przekłada się bezpośrednio na wysoką zdolność do pokonywania podjazdów.

Podczas hamowania, zwłaszcza na zjazdach, trzeba było uważać na tylne koło, które zablokować nie było trudno, ale i tak zakres przyczepności był wystarczający. Łuki pokonuje się bezpiecznie, nawet przy większej szybkości, o ile za bardzo się nie pochylamy. Skrajne klocki są rzadko rozmieszczone i na ostrym zakręcie przednie koło z łatwością może wyjechać na zewnątrz. Na szczęście, za każdym razem przed glebą ratowała mnie szybka korekta kierownicą.

Rzadko zdarza się abyśmy prosto z domu mogli wjechać bezpośrednio w teren. Nawet, jeśli śniegu jest... dużo, to przeważnie pokonać trzeba asfaltowe odcinki, raz mniejsze, innym razem dłuższe. Umieszczenie kolców po bokach opony umożliwia w miarę komfortową jazdę po nieośnieżonych odcinkach trasy. Piny hałasują tylko na zakrętach. Po zakończeniu testu jeszcze tylko policzenie kolców, plus dla producenta, żaden nie wypadł.


Podsumowanie

Jeśli chcecie oponę do ostrego szaleństwa na zimę, to będzie lepiej, jeśli wybierzecie Kendę Klondike Wide. Jest szersza, ma więcej kolców, które są rozmieszczone w inny sposób. Ogólnie rzecz ujmując, będzie można sobie pozwolić na więcej. Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że Klondike Standard spokojnie umożliwi jazdę po śniegu, która jednak będzie wymagała trzymania się na baczności. Czy warto? Jeśli okazałoby się, że w praktyce opona będzie używana kilka razy w roku to chyba szkoda pieniędzy. Być może okaże się, iż w niedalekiej przyszłości w poszukiwaniu śniegu trzeba będzie jeździć już tylko w góry.

comments powered by Disqus

Podobne artykuły