Spis treści:
Kolekcja elektryków MTB Canyon’a rozrosła się do imponujących rozmiarów, a jej zróżnicowanie oferuje klientom ogromne ,,bogactwo i komfort wyboru”, bo naprawdę jest z czego wybierać. Kluczem tak naprawdę jest uświadomienie sobie swoich potrzeb oraz dokonanie dobrej decyzji zakupowej, która owe potrzeby będzie w stanie precyzyjnie zaspokoić. Jest jednak spore grono, które nie ma skonkretyzowanych potrzeb i wydaje się, że właśnie dla takich osób szczególnie ciekawą opcją może być bohater tego artykułu, czyli Canyon Neuron:ON AL. Nowy model to wszechstronna propozycja, skierowana do osób chcących po prostu wybrać się w góry i móc tam komfortowo, pewnie pokonywać zaplanowaną trasę. Wszystko to w aluminiowym rowerze, który jest nie tylko tańszy, niż topowe karbonowe elektryki, ale również bardziej odporny na uszkodzenia, czy brutalne traktowanie.
Neuron:ON AL, co charakterystyczne dla całej rodziny Neuron’ów, w którą wliczają się też modele analogowe, czyli rowery bez elektrycznego bez wspomagania, to podręcznikowy przedstawiciel nowoczesnych trailówek. Oparty jest ramę ze skokiem 145 mm z tyłu, amortyzator przedni uginający się o 150 mm i duże koła 29”, Ma nowoczesną geometrię z płaskim kątem główki, długim tylnym trójkątem i dużą bazą kół, a do tego bardzo niski przekrok ramy. Z jednej strony mamy tutaj więc sprzęt, który otwiera nam drzwi do srogiego łomotu na górskich ścieżkach, ale z drugiej strony jest tu nieco podniesiona pozycja (wysoki stack), która daje riderowi bardziej wyprostowaną i zrelaksowaną sylwetkę. Takie ułożenie ciała jednocześnie odciąża trochę przednie koło, co jest efektem odrobinę niekorzystnym przy podjeżdżaniu trudnych stromych wspinaczek, czy wówczas, gdy potrzebujemy nieco bardziej dynamicznie manewrować na sekcjach zjazdowych. Klasyczne coś za coś.
Całość efektywnie wspomagana jest przez – nie bójmy się podkreślić tego na wstępie – świetny system Bosch Performance Line CX piątej generacji oraz uzupełniona solidnymi komponentami, które można by skwitować określeniem ,,dobrze przemyślana specyfikacja”. Mamy więc ciekawy miks – świetny silnik, dużą baterię 800 Wh, geometrię i skok zawieszenia gotowe na mocny trailowy łomot, ale do tego sporo turystycznego pierwiastka, który potencjalnie może zabierać nieco flow na trailach. Czy tak faktycznie jest? Czy może jednak Canyon upiekł dwie pieczenie przy jednym ogniu? O tym wszystkim postaramy się Wam precyzyjnie w tym artykule opowiedzieć! Zacznijmy jednak od faktów konstrukcyjnych.
Neuron:ON AL – mocna, aluminiowa rama
Sercem nowego modelu Neuron:ON AL jest aluminiowa rama o prostej konstrukcji, z masywnymi kwadratowymi przekrojami rur i wyraźnymi spawami. Tu nikt nie mami designersko nabywców polerując spawy na gładko, czy szpachlując je dla zamaskowania metalowego rodowodu roweru. W zamian otrzymujemy ramę, której solidne przekroje i wyraźnie zaznaczone – nie osłabione szlifowaniem – miejsca łączenia rur zwiastują mocną konstrukcję, która zniesie brutalne traktowanie, które przecież jest normą w górach. Jasnym jest, że kamienie będą latały spod kół, tłukły się o ramę, a obudowa silnika niejeden raz zahaczy o skałę, czy powalone drzewo. Tak wygląda życie fulla na szlaku. W przypadku testowanego AL’a możemy mieć spokój sumienia, że rower dobrze to zniesie. Przynajmniej nasz zniósł!
Poza ramą, która optycznie budzi zaufanie, Canyon zapewnia o wysokiej odporności łożysk. Te są podwójnie uszczelnione i duże, co również jest in plus w kontekście wytrzymałości. Producent zastosował też protektory na tylnym trójkącie w okolicy łańcucha oraz mocną osłonę silnika. Udało nam się poczęstować ramę i obudowę motoru sporą ilością kamieni, czy powiesić się kilka razy na drzewach, czy głazach – bez szwanku na Neuronie.
Wśród ważnych konstrukcyjnych spraw warto jeszcze wspomnieć nowoczesne rozwiązania – m.in. droppera o średnicy mocowania 34,9 mm, czy choćby całkowicie zintegrowane prowadzenie przewodów, które estetycznie schowane są wewnątrz ramy już od górnej pokrywy sterów. Rama przygotowana jest też pod hak w systemie UDH, co umożliwia montaż przerzutek SRAM Transmission i taka zresztą jest w naszym AL 9. Kropką nad i jest demontowana bateria, co ma wiele oczywistych korzyści. Co istotne, całość jest dobrze spasowana i generalnie prezentuje wysoki poziom wykonania. Rower – poza dźwiękiem silnika i łańcucha pracującego po kasecie – nie wydaje żadnych niepokojących odgłosów podczas jazdy.
Geometria jest nowoczesna, o czym wspominaliśmy już na wstępie – liczbowo mamy tutaj kąt rury podsiodłowej na poziomie 76,7 stopnia, co gwarantuje dobrą wydajność pedałowania, ale też fajnie sytuuje ridera w centrum. To z kolei ma wpływ na dobry rozkład masy obiema osiami i poprawia jakość prowadzenia. Kąt główki wynosi z kolei 64,5 stopnia, co w parze z dużą bazą kół dla każdego rozmiaru, jak również kołami 29” i sporym zapasem skoku gwarantuje bardzo łatwe prowadzenie roweru w trudnym terenie. Na Neuron:ON’ie AL’u spokojnie poradzą sobie nowicjusze, którzy będą czuli się tutaj po prostu bezpiecznie. Szczególnie, że pozycja jest relatywnie krótka i dość zrelaksowana, ale doświadczeni riderzy też się tu odnajdą, o czym za moment, gdy przejdziemy do konkretnych wrażeń zebranych na szlaku.
Nowy Bosch Performance Line CX robi robotę!
Rama, geometria i system zawieszenie to podstawa dobrego roweru MTB. Jednak, gdy mowa o e-MTB nie mniej ważny jest silnik. W testowanym Neuron:ON’ie producent skorzystał z najnowszej, piątej generacji Bosch’owskiego CX’a, który jest doskonałą jednostką. Wprawdzie odczuwalny poziom wsparcia, czy też maksymalny moment obrotowy na poziomie 85 Nm pozostają niezmienne w stosunku do poprzedniej odsłony CX. Jednak to, jak ta moc jest nam podawana oraz poziom kontroli, jaki mamy nad wspomaganiem to prawdziwa przepaść. Nowy system czujników oraz zmiany oprogramowania rozwinęły ten silnik w bardzo odczuwalnym stopniu. Kontrola nad rowerem na technicznych podjazdach, czy krętych, wijących się singlach jest doskonała. Niegdyś regularnie najcięższe szlaki warto było pokonywać na trybie e-MTB, a nie Turbo, ponieważ przy najmocniejszym wspomaganiu łatwo było stracić przyczepność i panowanie nad rowerem. Teraz nawet najcięższe techniczne sekcje można atakować w Turbo i dzięki temu pokonywać je jeszcze szybciej, a przy okazji mniej się męczyć wspinając się pod ultra hardkorowe podjazdy. Naprawdę nowy CX robi robotę. Podobnie jak bateria 800 Wh. W naszym przypadku (waga ridera 87 kg) jeżdżąc głównie w Turbo i to w stylu ,,piłujemy, ile wlezie” realny zasięg wynosi około 1700 metrów przewyższenia przy wiosennej pogodzie. Przy rozsądnym zarządzaniu baterią, komfortowo i bez trudu można latać nim 2500 metrów przewyższenia bez poczucia, że męczymy nogi dla dbania o baterię. Zresztą dla chętnych na więcej warto wspomnieć o opcji dodania extendera baterii, który ma kolejne 250 Wh i jest montowany w miejscu koszyka na bidon.
Wyposażenie na dobrym poziomie
Testowany przez nas wariant Neuron:ON AL 9 to najwyższy wariant wyposażenia, jaki jest dostępny w ofercie, choć naturalnie – mając na uwadze, że producent chciał, żeby był to rower możliwie ekonomiczny cenowo – wciąż są to komponenty dobre, ale nie topowe. Całe wyposażenie określilibyśmy wystarczającym, bowiem założono tu części, które naprawdę świetnie działają, a jeśli mają jakieś realne braki względem modeli topowych, to odczują je głównie zaawansowani riderzy, czyli osoby, które raczej nie są podstawową grupą nabywców tego modelu. Zawieszenie obsługują tu produkty od RockShox’a. Damper to Deluxe Select, a widelec Lyrik Base. Proste, powietrzne modele, bez dodatkowych zaawansowanych regulacji – każdy je ustawi i poza najbardziej hardkorowym traktowaniem z powodzeniem starczają w trudnych górach.
Koła to dedykowane do elektryków DT Swiss H1900 LS, które spisują się świetnie, choć mają już widoczne wgniotki od tłuczenia się o latające kamienie. To norma, aluminiowe koła zawsze szybko zbierają sporo śladów użytkowania, choć dodamy, że nie wpływa to ujemnie na ich działanie. Po prostu one – obok ramion korb – szybko zdradzają optycznie, że rower jest jeżdżony po trudnym terenie. Duży plus za założone na nie opony Schwalbe i ich dobór. Tylny Hans Dampf na mieszance SuperGrip w połączeniu z długim chainstay’em, aktywnym zawieszeniem i rewelacyjnym sposobem podawania mocy przez Boscha oferuje świetną przyczepność na podjazdach. Z kolei przednia Magic Mary na przednim kole z mieszanką Soft to opona, które pewnie poprowadzi nas przez większość warunków i szlaków. Obie w rozsądnej szerokości do roweru trailowego, czyli 2,35 cala z tyłu i 2,40 z przodu. Naprawdę fajna kompozycja!
Napęd to najnowocześniejsza zdobycz technologiczna SRAMa, czyli bezprzewodowa, elektroniczna tylna przerzutka mocowana bezpośrednio ramy SRAM S1000, zawiadywana ergonomicznym POD Controllerem. Choć to najbardziej podstawowy komponent w rodzinie Eagle Transmission, to w praktyce ciężko wyczuć jakieś realne różnice w kulturze pracy między nim, a droższymi przerzutkami GX, X0, czy XX. Działa naprawdę dobrze, a sama kultura funkcjonowania napędów Transmission i kaset oraz łańcuchów T-Type perfekcyjnie pasuje do elektryka. Wiadomo, że w e-bike’u zmiany przełożeń są brutalne, bo silnik ma wysoki moment obrotowy, który łączy się jeszcze dodatkowo z mocą naszych nóg. To zabija napędy, natomiast SRAMowski Transmission radzi sobie z tym świetnie i jest najbardziej ,,idiotoodpornym” z obecnych na rynku napędów. W skrócie chodzi o to, że wcale nie trzeba być wytrawnym riderem i mieć dobre czucie, kiedy zmieniać bieg. Robi się to wtedy, gdy zajdzie potrzeba i ten styl pracy jest doskonały do e-MTB. Zaawansowani docenią to jako wysoką kulturę pracy, a początkujący nie zerwą dzięki temu łańcucha i będą cieszyć się, że całość im po prostu działa. Miły akcent to fakt, że kaseta i łańcuch pochodzą z grupy GX, czyli wyższej, niż te dedykowane w teorii do przerzutki S1000 – tańsza kaseta XS-1270 i łańcuch Eagle 70.
Poza tym są tu jeszcze hamulce SRAM DB8, które wprawdzie nie są produktem z górnej półki, ale korespondują poziomem z całą resztą wyposażenia i mają wystarczającą moc, aby zatrzymać rower w każdej sytuacji. Nie mają też tendencji do przegrzewania się, choć czuć, że wraz ze wzrostem temperatury układu ich efektywność spada. Długie zjazdy w trudnym terenie, gdzie hamujemy non-stop uwypuklają to zjawisko. Około pięć minut ciągłego hamowania na stromym szlaku i czuć, że siła potrzebna do hamowania zaczyna wzrastać. To jednak nie powoduje palenia tarcz, czy też nie wnosi innych ,,trwałych” negatywnych skutków. Po prostu czuć, że to dobry poziom, ale nie taki, który mają przykładowo topowe Maveny ze stajni SRAMa.
Reszta to aluminiowe części Canyona – kierownica, mostek. Do tego zwyczajne siodełko i chwyty, po prostu wszystko Ok, bez wad, ale też bez żadnych dodatkowych fajerwerków. Natomiast dropper w testowanym rozmiarze ma aż 230 mm skoku – świetnie, bo poprawia to wyraźnie pewność i kontrolę w trudnym terenie, a w razie wychodzenia z ciężkich szlakowych opresji daje wielki margines na pracę ciałem.
Wrażenia z jazdy
Naszego testowego Neuron:ON’a udało nam się sprawdzić w zróżnicowanym środowisku – był z nami na prawdziwych górskich, naturalnych szlakach, gdzie dominują ostre nachylenia, odkryte korzenie i masa luźnych kamieni. Do tego oczywiście sporo podjazdów szutrami oraz lubiane i uczęszczane przez wielu sztucznie zbudowane singletracki z muldami, bandami i hopkami. To wszystko jego naturalne środowisko, ale poza tym był z nami też na nieco mniej jednostajnych trasach, bowiem pierwsze jazdy i ustawienia robiliśmy na lokalnej rundzie XC, gdzie jest ciasno, kręto, stromo i bardzo interwałowo… normalnie nawet byśmy o tym nie wspominali, jednak jest tu jedno duże ,,ale”. Do niedawna tego typu trasy były miejscem, gdzie duży e-bike, który realnie waży 25 kg, ma dużą bazę kół i ogromny zapas mocy był… za duży i za mocny, żeby jakkolwiek przyjemnie się w takim środowisku nim pobawić. Natomiast tu widać postęp, jaki na naszych oczach dokonuje się w segmencie elektryków MTB. Neuron:ON AL mimo, że jest rowerem przede wszystkim w duże góry naprawdę miło radzi sobie na pętlach, gdzie do niedawna podobne maszyny były zwyczajnie nieporęczne.
Tu natomiast mamy nowego CX’a – genialny motor – który jest tak precyzyjny w dozowaniu mocy, że przyczepności Canyon’owi nie brakuje, sama geometria i zawieszenie roweru też sobie tam radzą, co otwiera kolejne drzwi dla tego typu maszyny. Jeszcze do niedawna na takie zabawy o wiele bardziej wolelibyśmy coś w rodzaju lekkiego elektryka typu Neuron:ON fly, a tymczasem nowy ,,duży i ciężki” Neuron z Bosch’em CX na tyle dobrze działa, że dziś okazuje się, że duża moc zaczyna dobrze jeździć nawet na bardzo ciasnych sekcjach.
Nie mniej podkreślamy, że miejscem, do którego stworzony jest Neuron:ON AL są górskie, naturalne szlaki. W zasadzie im cięższe, tym lepiej, bo będziecie mieć więcej zabawy… a tu naprawdę jest się czym bawić – zapas mocy, dobre geo i skuteczne zawieszenie, wszystko się w Neuronie zgadza. Duża baza kół i ogólnie mocno stabilna geometria zapewniają bardzo pewne, bezpieczne i łatwe prowadzenie. W zasadzie kwestia naszych umiejętności i odwagi na co się porwiemy, bo rower jedzie wszystko. Dobrą geometrię i silnik wspomaga też bardzo aktywne zawieszenie. Jego charakterystyka jest pluszowa, całość pracuje aktywnie nawet na małych prędkościach i niewielkich nierównościach. To spodoba się rekreacyjnym turystom MTB, a doświadczonym riderom może wydawać się nawet zbyt miękkie. Początkowo ma się wręcz wrażenie, że jeździmy ze zbyt niskim ciśnieniem. Okazuje się jednak, że ten typ tak ma, zawieszenie jest aktywne i płynnie działa od pierwszych milimetrów skoku, ale w końcowej fazie ma znaczną progresję i przy ostrych niedolotach okazuje się, że jednak wszystko gra, to taka charakterystyka pracy zawiasu. Skuteczna zresztą, bo pomimo, że to rower tak naprawdę turystyczno-rekreacyjny (pewnie zaawansowani riderzy wybierają jednak Spectral:ON’a) to da się nim naprawdę ostro zjeżdżać i notować przy tym dobre czasy. Mało tego, pod górę jest najgorzej! Ten sprzęt świetnie podjeżdża – wspomniana aktywność zawieszenia wespół z nowym CX’em to poezja na technicznych wspinaczkach.
Głównym ograniczeniem w przypadku najbardziej doświadczonych może być omawiana na początku nieco podniesiona, rekreacyjna pozycja. Ta cecha na najtrudniejszych podjazdach wymaga mocnego dociążania kierownicy i przedniego koła. Z kolei na agresywnych manewrach zjazdowych też trzeba być skoncentrowanym i gotowym na nieco mocniejsze, bardziej aktywne dociążanie przodu. To wszystko przychodzi bardzo intuicyjnie, ale naturalny styl prowadzenia tego e-MTB jest stabilny, bardzo bezpieczny. Im szybciej jedziemy oraz im bardziej pionowe staje się nachylenie, tym mniej wspomniana ,,stabilność”, czy nawet sama masa roweru są odczuwalne, a Neuron:ON zaczyna frunąć w dół jak rasowa trailówka. Natomiast na ciasnych sztucznych singlach, gdzie często nawrotki w bandach pokonujemy wolno, czuć, że to jednak rower na dwóch dużych kołach 29” i sprzęt z bazą kół i charakterystyką mającą przede wszystkim dawać stabilność i bezpieczeństwo amatorom. Nie mniej to wszystko jest fajnie połączone, wyważone i ten model pozwoli się pobawić w górach zarówno doświadczonemu riderowi, jak i totalnemu nowicjuszowi. Nasze jazdy podpowiadają, że pierwszym ograniczeniem dla mocno haratającego e-MTB’owca będzie widelec, który jest jednak dość podstawowy. Do prawdziwego latania po trailach model o półkę wyżej dałby odczuwalną poprawę. Nie należy jednak uznawać tego za minus, bowiem przeznaczeniem tego modelu nie jest robienie KOM’ów na segmentach enduro, tylko jazda po górach, podczas której możemy podjechać i zjechać dowolną trasą.
Podsumowanie
Canyon Neuron:ON AL 9 to przyjazny użytkownikowi i przyjemny w prowadzeniu elektryczny rower MTB. Ma ogromny zapas mocy i naprawdę duży zasięg, a przy tym daje masę frajdy zarówno na podjazdach, jak i zjazdach. Styl prowadzenia i sposób, w jaki działa zawieszenie dobrze maskują też jego wagę. W zasadzie czujemy ją jedynie przy skakaniu hopek na małych prędkościach i przy bardzo ciasnych nawrotach, gdzie siła odśrodkowa jeszcze nie trzyma nas tak mocno w bandach. To są jednak jakieś minimalne wady, których zresztą niepozbawiony jest żaden elektryk, a testowany Neuron:ON AL 9 to naprawdę skuteczny i świetny sprzęt. Idealny nie tylko na długie, górskie wycieczki, do których wydaje się być stworzony, ale śmiało nadaje się też do ostrego katowania traili, z dropami, hopami i dużą dozą adrenaliny. Szczerze polecamy go wszystkim osobom szukającym wszechstronnego i prostego w konstrukcji e-MTB. Idealnie wpisuje się w potrzeby amatorskich, rekreacyjnych riderów, ale zaawansowani też mogą doskonale się nim pobawić.
Cena: 24 799 zł
Strona producenta: www.canyon.com
















