Test: Gravelowe opony CST Tirent

Sprawdź, jak w offroadowych warunkach spisują się opony CST Tirent przeznaczone do rowerów szutrowych.

Pierwsze spojrzenie na budowę i bieżnik Tirenta pozwala patrzeć z optymizmem na jego właściwości jezdne. Szybka, mocno okrągła z profilu i dość szeroka, aby zapewnić terenowy komfort. Sprawdziliśmy w boju nową oponę szutrową z kolekcji CST.

W nasze ręce wpadł komplet gum Tirent w rozmiarze 700x40C, model zwijany ze wzmocnieniem na przebicia EPS. Wtajemniczeni riderzy zapewne znają markę CST. Należy ona do tajwańskiego przedsiębiorstwa Cheng Shin Rubber Industry Co., która wytwarza ogumienie od 1967 roku i jest największym producentem opon rowerowych na świecie. Cheng Shin sprzedaje ogumienie pod swoimi markami - CST oraz Maxxis, ale jednocześnie jest podwykonawcą produkującym opony rowerowe dla innych znanych rowerowych brandów. Do niedawna CST pozycjonowało swój brand i wyroby jako produkty typowo budżetowe, jednak w ciągu ostatnich lat firma mocno skoncentrowała się również na segmencie premium. Dołączający do kolekcji szutrowy Tirent jest właśnie jedną z tych opon - dedykowaną dla bardziej wymagającego odbiorcy, choć nadal oferowaną w atrakcyjnej cenie. 

 

 

 

 

Budowa i fakty

Jak już wspominaliśmy, Tirenty mają 40 mm szerokości. To sporo - zwykle przyjmujemy, że do około 35 - 38 mm opony szutrowe są szybkie i mocno dynamiczne, a jednocześnie nieco mniej komfortowe i lekko tracące w cięższym terenie. Gravelowego sweet spotu upatrujemy gdzieś między 37 a 38 mm. Stąd czterdziestkę traktujemy jako mocno terenowy gravelowy set. Zresztą tak obszerna opona naturalnie nie waży już mało. Tutaj jedna sztuka liczy sobie realnie 490 gramów. Względem piórkowych 350-370-gramowych, najlżejszych opon gravelowych na rynku, to już odczuwalnie większa masa. Tirent jednak z pewnością nie został zbudowany, aby bić wagowe rekordy. 

Już pierwszy kontakt z tą oponą zdradza, że mamy tu gumy odporne na przebicia. Gęsty bieżnik, choć niewysoki, już sam w sobie (swoją dużą powierzchnią) stanowi barierę dla potencjalnych rozcięć. Dalej mamy sporą warstwę gumy i wzmocnienie EPS. Boczne ścianki też są grube. Bez wątpienia w swojej szutrowej klasie jest zbudowana dość pancernie. Oplot nie jest tu przesadnie gęsty - 60 TPI, powiedzmy standardowy w tej klasie cenowej. Guma w Tirentach została natomiast wykonana z dwuskładnikowej mieszanki. 

Nasze CST zainstalowaliśmy na obręcze o szerokości wewnętrznej 20 mm. To dobra kombinacja, opony przyjęły mocno zaokrąglony kształt, co od razu zwiastowało dobre podparcie w łukach. Szczególnie, że rzeźba bieżnika została stworzona pod mocne pochylanie roweru w trakcie jazdy. Sama góra opon jest wypełniona bardzo gęsto rozstawionymi, małymi klocuszkami, natomiast im dalej w kierunku boków opony, tym klocki stają się większe i bardziej od siebie oddalone, by ostatecznie dotrzeć do ponownie blisko siebie ułożonych skrajnych klocków. Wygląda to naprawdę obiecująco. Sama instalacja opon nie przysparza kłopotów. Na nasze felgi DT Swiss XR331 weszły bez problemu przy pomocy samych dłoni. 

 

 

 

 

Bieżnik i ciśnienie 

Rzeźba bieżnika Tirenta jest zdecydowanie szybka, gęsto ułożone w kształcie strzałek klocuszki zapewniają oponom dobre toczenie, choć nie są to najszybsze opony na jakich jeździliśmy. Na twardych terenowych drogach - szutrach, ziemnych duktach, czy trawie są szybkie, a ich dobre utrzymywanie prędkości jest tam związane z fajną kombinacją samego protektora z ich obfitym rozmiarem, który powoduje, że opony nie utykają na drobnych przeszkodach. Balon Tirentów jest duży i zwyczajnie bardzo sprawnie pochłania nawet większe dziury i wystające z dróg kamienie czy korzenie. Dzięki temu opona zamiast non-stop lekko podskakiwać, dość płynnie i łagodnie forsuje swój tor jazdy. Wjazd na asfalt nadal pozwala nazywać ją szybką, jednak porównując do prawie łysych modeli o szerokości 35 mm poczujemy, że jest wyraźnie wolniej. Tyle, że tam gdzie Tirent idzie jak czołg, na węższych o te 5 mm gumach już musimy lawirować między dziurami w poszukiwaniu optymalnej ścieżki. Nowe CST są więc szybkimi gumami, które najwięcej swoich zalet okazują na prawdziwie gravelowych trasach - tam, gdzie ich większa objętość i związana z tym masa zaczyna przeważać nad szosowymi zdolnościami węższych i lżejszych opon. 

Uwaga jednak z ciśnieniem. Producent sugeruje poruszanie się między 3.4, a 5.1 Bara. To zdecydowanie za dużo! Opona - jak zresztą każda inna, która ma być szybka i przyczepna za razem - jest czuła na ciśnienie. Pompowanie w przedziale 2.6 - 3.0 Bara będzie właściwe, jeśli chcemy, aby przeważała prędkość, choć nadal z dobrym trzymaniem w zakrętach. Powiedzmy, że to dobre ustawienie (rider 86 kg) na typową gravelową trasę, gdzie średnia prędkość w zależności od kondycji będzie wahać się między 22-29 km/h. Czyli na dość szybkie drogi. Takie ustawienie odbiera jednak wiele z terenowych możliwości temu bieżnikowi. Gdzieś w okolicach 2.2 - 2.5 Atmosfery staje się on bowiem bardzo przyjazny na cięższych ścieżkach. Opona jest wówczas miękka i pięknie pracuje na korzeniach i w zakrętach. Jest to okupione jednak dużym spowolnieniem na asfalcie. Dzieje się tak, ponieważ obszerny balon zaczyna odczuwalnie pracować i stawia wyraźnie większe opory toczenia. W zależności od trasy Tirenta można więc mocno tuningować ilością powietrza, a bardzo nam się podoba, że 40 mm to już naprawdę spory zapas, aby nie dobijać przy niewielkim ciśnieniu. Jednocześnie ta szerokość (z tym bieżnikiem) jest wciąż dosyć szybka na równych i twardych nawierzchniach. To dobra kompozycja, gdy jedziemy w cięższy i mniej znany nam teren. 

 

(czytaj dalej)

Podobne artykuły