Test: Koła szosowe No Limited Team Edition

Koła No Limited Team Edition 38 mm pod szytkę - jakie są w praktyce?

Drukuj
Tomasz Makula

Karbonowe koła No Limited na przestrzeni dwóch ostatnich lat zasłynęły wśród polskich kolarzy jako jedne z bardziej racjonalnych propozycji na rynku, łącząc dobrą jakość i konkurencyjną cenę. W końcu i my dorwaliśmy do testów koła polskiego producenta - w praktyce sprawdziliśmy model Team Elite 38 mm w wersji pod szytkę.

Na wstępie przyznamy się, że na test kół No Limited mieliśmy już chrapkę od dłuższego czasu. Na co dzień mamy styczność z produktami największych rynkowych graczy, których rozpoznawalna marka wiąże się zazwyczaj również z wysokimi cenami. Polska marka No Limited z kolei stosunkowo często przewijała się w rozmowach z dobrymi znajomymi ze ściganckich czasów i zawsze mówiono o niej w pozytywnych słowach, które niejednokrotnie tyczyły się również... dobrych względem konkurencji cen. W końcu i w nasze ręce wpadł zestaw karbonowych kół - w dosłowne "obroty" wzięliśmy szosowy model No Limited Team Edition 38 pod szytkę.

Karbon, szytka - takie cechy od razu zdradzają przeznaczenie testowanych kół - to wyścigi. No Limited w imponująco szybkim czasie stał się mocno widoczny przede wszystkim na krajowym podwórku kolarstwa zawodowego - bo na kołach polskiej marki ścigają się zawodniczki ekipy MAT Atom Deweloper oraz kolarze grupy zawodowej Voster. Mało tego - przy okazji startu sezonu przełajowego na kołach No Limited w wersjach dedykowanych do CX widzieliśmy nawet Marka Konwę. Do tego dochodzi spora ilość wyczynowych amatorów i to zarówno na szosie, jak i w przełaju czy triathlonie.

 

 
 

 

Obręcze

Model Team Edition 38 został zbudowany, jak podpowiada już sama nazwa, na obręczach ze stożkiem o wysokości 38 mm (obręcze to model Pro Race). Taka wysokość obręczy jest uniwersalna, natomiast pełnię swoich możliwości pokaże w terenie pagórkowatym oraz górzystym. Materiał z jakiego obręcze zbudowano to 100% włókno węglowe (Toray T700 Carbon), które otrzymało matowe wykończenie oraz bazaltową powłokę w miejscu styku klocków hamulcowych z obręczą (warto wspomnieć, że w ofercie producent posiada też modele pod hamulce tarczowe - znak czasów!). Waga samej obręczy Pro Race to jedyne 345 g, natomiast nie tylko lekkość jest tu godna odnotowania.

 

 
 

 

Przystosowane pod szytkę obręcze w naszym zestawie posiadały szerokość 25 mm, co jest w pełni zgodne z nowoczesnymi trendami, dążącymi do poszerzenia obręczy i co się z tym wiąże lepszego układania opony lub szytki. Mało tego - obręcze posiadają przekrój U, który ma za zadanie lepiej radzić sobie z wiatrem bocznym i eliminować związane z nim problemy ze sterownością i pewnością prowadzenia.

Piasty i zaplot

W przypadku piast, elementu kół równie ważnego co same obręcze, polska firma postawiła w modelu przez nas testowanym na rozwiązanie sprawdzone i solidne. Z przodu i z tyłu wylądowały piasty 350 od DT Swiss. Pozwolą one nam na tysiące bezproblemowych kilometrów kręcenia, bo gwarantują małą awaryjność i co się z tym wiąże bezobsługowość.

Tylna piasta o wadze 265 g opiera się na 4 łożyskach maszynowych i bębenku typu ratchet. Przednia pracuje na dwóch łożyskach maszynowych i waży 149 g. Piasty kręcą się lekko, ale to lekkość typowa dla maszyn - nie ma mowy tu o żadnej nadzwyczajności. Obie piasty zamkniete zostały w aluminiowym korpusie, posiadającym kołnierz przystosowany pod standardowe szprychy z normalnymi nyplami.

 

 
 

 

Jeśli chodzi o same szprychy - z przodu zastosowano ich 20, a z tyłu 24. Z przodu czeka nas klasyczne słoneczko, a z tyłu zaplot krzyżowy - to taka klasyka gatunku. Tak skomponowane koła posiadają ograniczenia, jeśli chodzi o wagę ridera, którą producent ustala na 110 kg.

 

 

 

Wrażenia z jazdy

Zawsze kiedy do swojej maszyny w miejsce standardowych kół treningowych z aluminium wkładasz karbonowy zestaw z masą na poziomie 1290 g (bo tyle waży komplet Team Elite 38), czujesz, jakbyś jechał na zupełnie innym rowerze - w pozytywnym sensie, bo przenosisz jego szybkość na poziom lub nawet dwa poziomy wyżej. To dlatego lepiej jest trenować na czymś cięższym, żeby odpalić petardę na wyścigu. Ale my nie o tym...

Oddajemy No Limited to, co się im z urzędu należy - polski producent zrobił jedne z bardziej sztywnych kół, na jakich przyszło nam jeździć. Serio. Obręcze nawet podczas gwałtownych, interwałowych zrywów lub na najbardziej stromych podjazdach beskidzkich gór nie śmią się ugiąć. Przy ciasno ustawionych klockach hamulcowych nie odnotowaliśmy problemu z ocieraniem obręczy determinowanym jakąkolwiek giętkością.

 

 

 

 
 

 

Powyższe w połączeniu z niską masą daje piorunujące uczucie dynamiki - przyspieszenia przychodzą z o wiele większą łatwością, ale i utrzymywanie równego, szybkiego tempa również staje się łatwiejsze. To zasługa 38 mm stożka, który jest uniwersalny, chociaż naszym zdaniem najlepiej właśnie spisuje się w górach i na trasach o klasycznym profilu - takim jak we Flandrii.

38 mm stożek ma jeszcze jedną zaletę - w połączeniu z profilem obręczy U, praktycznie żadnego wrażenia nie robi na nim wiatr boczny. To oczywiście ma też swój drugi biegun - koła z wyższym stożkiem z reguły powinny dać nam więcej "siły napędowej" w terenie płaskim. W tym przypadku wybór dyktować będą już osobiste preferencje kolarza i to, na czym komuś zależy najmocniej. Lubiąc rywalizację w górach zdecydowanie powinniście wybrać 38 mm lub nawet, kosztem uniwersalności, coś jeszcze niższego.

 

 

 

 

Wady? Trudno doszukać się czegoś poza sprawami, wynikającymi z samego zastosowania szytek - to rozwiązanie typowo wyścigowe, usprawnia toczenie opony i polepsza przyczepność, szczególnie kiedy mowa o szytkach takich producentów jak Continental (w naszym przypadku) czy Challenge (dostępne w ofercie No Limited), ale może sprawić problemy serwisowe, bo szytki rzecz jasna nie wymienimy tak jak opony. Z tego powodu, jeśli chcecie trenować na szytkach, polecamy na wszelki wypadek zalać je nieco mlekiem - to ograniczy do minimum ryzyko defektu. Całe szczęście, że koła No Limited docierają już do nas z naklejonymi szytkami - jeden problem z głowy mniej! 

W zestawie z kołami dostajemy jeszcze klocki hamulcowe, przeznaczone do powierzchni karbonowych - działanie z bazaltową powierzchnią jest przyzwoite, także w warunkach średniej wilgotności. Podczas ulewy kół nie mieliśmy okazję testować (nasze szczęście), ale z doświadczenia wiemy, że trzeba liczyć się przy takiej kombinacji z osłabieniem siły hamowania. Koła dotarły do nas w pokrowcach producenta, co także zasługuje na dużą pochwałę, bo takowe pokrowce na 100% przydadzą Wam się podczas dojazdów na wyścigi. 

Konfigurator

No Limited punktuje jeszcze w jednym aspekcie - w związku z tym, że jest to firma polska, wiele osób podkreśla bardzo dobry kontakt z osobami, odpowiedzialnymi tak naprawdę za budowę naszych przyszłych kół. Na stronie producenta figuruje ciekawy konfigurator, w którym sami możemy skomponować nasze koła (jeśli seryjne modele nam jakkolwiek nie odpowiadają) - a wybierać jest w czym, bo poza różnymi wysokościami obręczy No Limited, do wyboru mamy sporo rodzajów piast, w tym takie perełki jak Tune czy modele z ceramicznymi łożyskami - tak na wypadek, gdybyście okazali się skrajnymi miłośnikami rowerowej biżuterii. Wybierać możemy nawet pośród szytek - co ciekawe nie znaleźliśmy ujeżdżanych przez nas Continentali, natomiast na stronie figurują modele od Challenge i Schwalbe.

Podsumowanie

Na ten test warto było czekać - koła Team Elite od No Limited nie rozczarowują, bo chociaż nie są może tak prestiżowe jak modele najpopularniejszych i największych firm na rynku, to jeśli chodzi o właściwości jezdne zadowolą każdego wyczynowo nastawionego kolarza szosowego. Oczywiście - koła karbonowe to zawsze spory wydatek, ale trzeba przyznać, że No Limited robi co może, aby ich finalne produkty były bardzo konkurencyjne cenowo i w zasadzie... świetnie im to wychodzi. Lekkość, sztywność, brak problemów z bocznym wiatrem, szeroki profil obręczy i sprawdzone piasty DT Swiss - tak w skrócie idzie opisać testowane przez nas koła. Jak zwykle trochę łezka się nam w oku kręci, że musieliśmy się z nimi pożegnać - a koledzy na Stravie zastanawiają się, dlaczego znowu zaczęliśmy tak wolno jeździć.

 

 

Specyfikacja

No Limited Team Edition 38
  • Rozmiar 28"
  • Materiał obręczy: Toray T700 Carbon
  • Wersja: szytka
  • Wykończenie UD 
  • Wysokość obręczy 38 mm
  • Ilość szprych: przód 20 / tył 24
  • Piasty: DT Swiss 350 Shimano / Sram (istnieje opcja Campagnolo)
  • Szerokość piast 100 / 130
  • Szprychy DT Swiss Aero Speed
  • Waga kompletu 1290 gram
  • Akcesoria do kół: zaciski, klocki hamulcowe do powierzchni karbonowej
  • Limit Wagowy 110 kg
  • Cena 3900 zł
No Limited

 

Producent: no-limited.pl

Fot. Tomasz Makula

Obserwuj nas w Google News

Subskrybuj