Test: Kompaktowa pompka elektryczna Trek Air Rush – warto mieć ją w kieszeni!

Sprawdź nasze wrażenia z testów kompaktowej pompki elektrycznej Trek Air Rush – idealnej, jako alternatywa dla tradycyjnej ręcznej pompki lub naboi Co2.

Drukuj
Trek Air Rush Szary Szum

Air Rush to kompaktowa elektryczna pompka, która może stanowić perfekcyjną alternatywę dla męczących i powolnych w użyciu tradycyjnych mini-pompek lub ekologiczną i w perspektywie lat tańszą opcję dla naboi Co2. Sprawdziliśmy, co to maleństwo potrafi i na ile kół wystarcza!

W ofercie Treka – poza rowerami, z której amerykańska marka znana jest przede wszystkim – znajdziemy masę ciekawych akcesoriów, komponentów i innych elementów wyposażenia rowerzysty. Jednym z nich jest interesująca nowość tego producenta, czyli mała elektryczna pompka Air Rush. Bez wątpienia produkt, który ostatnio stał się mocno popularny wśród riderów chcących szybko i bez dodatkowego wysiłku naprawić defekt ogumienia w trasie. Trzeba przyznać, że rynku mamy w ostatnich miesiącach spory wysyp tego typu pompek, a Trek nie chcąc być z tyłu, również takową przygotował. Za nami kilka tygodni używania Air Rush’a… i choć początkowo byliśmy do tego wynalazku sceptycznie nastawieni, to jego walory użytkowe przeważyły i dziś na stałe gości w naszej kieszeni lub torebce podczas każdej jazdy. Zapraszamy Was na podsumowanie naszego testu Air Rush’a. Dowiecie się, jak szybko pompuje, na ile starcza, jakie ma funkcje dodatkowe oraz w jakich obszarach leżą jej wady.

 

 

Trek Air Rush – podstawowe fakty

Elektryczna pompka Treka to model o kompaktowych wymiarach, który może bez trudu zmieścić się w kieszeni kolarskiej odzieży, torebce podsiodłowej, czy nerce lub plecaku MTB. Swoimi gabarytami przypomina sportową kamerę akcji typu GoPro, więc pewnie wielu z Was już mniej więcej wie, jak niewiele miejsca Air Rush w praktyce zajmuje. Jego dokładne wymiary to: 80 x 45 x 32 mm. Natomiast realna masa uzbrojonej do użycia pompki (z wkręconą końcówką na prestę) wynosi 139 gramów, czyli naprawdę niedużo! Według producenta jej bateria ma zastąpić możliwości czterech naboi Co2 o masie 16 gramów, choć naszym zdaniem to znaczne niedoszacowanie, bo w naszych testach energii starczało na znacznie więcej, o tym jednak za moment. Zakres obsługiwanego ciśnienia wynosi od 2 do 120 PSI.

 

 

Samo operowanie pompką Air Rush jest bardzo proste. Mamy łącznie 4 przyciski. Plus i Minus służą do ustawiania ciśnienia. Play / Pause do rozpoczęcia pompowania lub jego przerwania, a przy dłuższym przytrzymaniu jest to również przycisk włączający i wyłączający urządzenie. Czwarty guzik służy do zapalania i gaszenia wbudowanej mini-latarki, która ułatwia pompowanie podczas jazdy po zmroku. Poza tym mamy jeszcze możliwość zmiany jednostek, które wskazują ciśnienie. Robimy to trzymając przez 2 sekundy przycisk Plus i Play / Pause. Dostępne są PSI, BAR i kPa. To w zasadzie tyle. Na wyświetlaczu widzimy ustawione przez nas ciśnienie, które pompka ma osiągnąć, aktualne ciśnienie, które oczywiście zmienia się w trakcie pompowania. Do tego wskaźnik stanu baterii i ikonę zapalonej latarki, która się świeci, kiedy jej używany. Bardzo proste i czytelne, bez zbędnych komplikacji. 

 

 

Poza tym na korpusie znajdziemy gniazdo ładowania USB-C, czyli najpopularniejszy obecnie standard. W zestawie otrzymujemy miękkie, zamykane na zamek etui, pompkę, kabel do ładowania, a także akcesoria, których używamy podczas pompowania – końcówkę pod prestę, drugą pod wentyl samochodowy, opcjonalny wężyk, które może się przydać szczególnie w rowerach z małymi kołami, a do tego igłę do pompowania piłek. 

 

Trek Air Rush – ile kół i jak szybko napompujesz?

Pompki Treka w naszym przypadku przez kilka tygodni używaliśmy codziennie i do wszystkiego. W domu sprawdzaliśmy i uzupełniliśmy ciśnienie przed jazdą, a w trasie służyła nam jako pompka awaryjna. Dbaliśmy jednak, aby regularnie (np. po jednym kapciu) zawsze uzupełniać energię do 100%, więc w rzeczywistości nigdy nie zdarzyło nam się wyzerować baterię w terenie. Sprawdziliśmy jednak jej możliwości na sucho, w redakcji. Naładowana do 100% bateria pozwoliła napompować cztery koła MTB z oponą 29x2,4 cala do ciśnienia, jakiego używamy na co dzień, czyli 24 PSI. Piąte koło udało się dobić do 15 PSI i bateria się wyczerpała. Realnie więc starczyło na cztery i pół koła do roweru górskiego. Naprawdę przyzwoity wynik, jak na tak małe i lekkie urządzenie. 

 

 

Osobny temat to czas pompowania. Bowiem, o ile szybkie dobicie ciśnienia wypada świetnie. Mowa o sytuacji, gdy np. przed jazdą ustawiamy ciśnienie i brakuje nam odrobinę do pożądanej wartości. Albo o defekcie opony tubeless ready, którą naprawiamy sznurkiem wulkanizacyjnym i potrzebujemy dobić 10 PSI – wówczas idzie to bardzo szybko i w zasadzie nie widzimy żadnej przewagi ze strony pompek Co2, a tym bardziej ręcznych mini pompek. Jednak pompowanie opony od zera trwa już znacznie dłużej. Omawiana 29x2,4” od flaka do 24 PSI potrzebuje 1,5 minuty. To całkiem sporo, gdy porównamy to do strzału z Co2. 

 

 

Wrażenia z jazdy i użytkowania w terenie

Jak już wspomnieliśmy na samym początku, byliśmy sceptyczni do tego typu pompek i Air Rush’a również. Jest to jednak kolejne urządzenie elektryczne, które całkowicie uzależnia nas od dostępu do prądu, a dodatkowo ma baterię, która zimą potrafi płatać figle. Późna jesień, kiedy testowaliśmy naszą pompkę obfitowała jednak w sporo dni z lekkim mrozem lub temperaturami na plusie, ale z dużą wilgocią. I w tych warunkach żadnych problemów nie odnotowaliśmy. Jednak wożenie jej w kieszeni lub nerce, która sama w sobie stanowi izolację załatwia problem. Ani razu bateria nie traciła pojemności przez warunki atmosferyczne. Być może w torebce podsiodłowej byłoby gorzej, ale w w/w scenariuszach problem całkowicie nie istnieje. 

 

 

Cała reszta jest genialna. To jednak mega wygodne rozwiązanie, głównie z czterech powodów. Po pierwsze pompowanie odbywa się totalnie bez wysiłku, po drugie precyzyjnie ustawia się ciśnienie i – nawet po defekcie w środku lasu – kontynuujemy jazdę z taką wartością, jaką chcemy. Nie trzeba zgadywać, tylko co do PSI idealnie ustawiamy pożądaną wartość. Dla lubiących precyzyjne ustawienia to ogromna przewaga nad tradycyjnymi nabojami. Wreszcie jest to bardzo wygodne, bo realnie na MTB zawsze braliśmy minimum 2 duże naboje 24 gramy i głowicę (pompkę Co2), a te w sumie zajmują chyba nawet nieco więcej miejsca… albo są po prostu mniej ustawnym bagażem. Czwarta zaleta to brak konieczności wybierania się do sklepu i kupowania kolejnych nabojów Co2 po zużyciu poprzednich, no i oczywiście aspekt ekologiczno-ekonomiczny. W dalekim horyzoncie czasowym to bardziej opłacalne. Szczególnie, jeśli często łapiecie kapcie lub jedną pompką obsługujecie defekty całej ekipy, z jaką jeździcie. Dodamy jeszcze, że czas ładowania baterii od zera do 100% to odrobinę ponad 60 minut.

 

 

Czy są tu jakieś wady?

Realnie wiele minusów nie odnotowaliśmy. Pierwszym i największym problemem jest tradycyjna obawa, co będzie jeśli zaistnieje konieczność wielokrotnego dopompowywania i nie starczy nam baterii. To oczywiście możliwie i tak samo sprawa się ma w przypadku pompki Co2, do której przez cały artykuł porównujemy Air Rush’a. Dlatego my – nauczeni już różnymi przygodami i doświadczeniami – tak w przypadku pompek elektrycznych, jak i Co2 w trasę zawsze dodatkowo zabieramy mini pompkę, aby móc być samowystarczalnym gdzieś z dala od cywilizacji. 

 

 

Natomiast takie faktyczne minusy są trzy, choć to naprawdę detale. Pierwszym jest wysoki poziom głośności. Na dworze to nie stanowi problemu, ale pompowanie Air Rush’em w domu, gdyby odbywało się poranku, mogłoby obudzić śpiących domowników. Kolejnym minusem jest mało liniowe wskazywanie poziomu baterii. Pierwsze dwie kreski (z czterech) gasną powoli i odpowiadają gdzieś za około 70% baterii, potem zostają nam dwie, czyli teoretycznie połowa i w trakcie, gdy nadal są dwie bateria potrafi się skończyć. Wprawdzie ilość zmagazynowanej energii jest duża, ale warto nauczyć się rozumieć, jak działają te wskazania. Ostatnim małym problemem jest nie pompowanie, gdy pompka czuje, że osiągnęła pożądane ciśnienie, a w praktyce mamy np. zupełnie pustą dętkę. Zaobserwowaliśmy jednak, że najczęściej tak się zdarzało, gdy wentyl presta był całkowicie wykręcony. Kiedy jest odkręcony tylko do połowy problemu nie ma. Warto wziąć pod uwagę te kilka spraw, bo realnie są to ograniczenia, które – gdy je znamy i rozumiemy – nie są żadnymi wadami. Poza tym Air Rush naprawdę się sprawdza i jeździ z nami na każdy rowerowy wypad!

 

Sugerowana cena detaliczna: 399 zł

Strona producenta: www.trekbikes.com

 

Obserwuj nas w Google News

Subskrybuj