Historia testowanego oświetlenia zaczęła się 10 lat temu, kiedy Trek – wówczas jeszcze pod marką Bontrager – wprowadził do sprzedaży rewolucyjną lampę tylną Flare R, która była super mocnym oświetleniem do jazdy dziennej. Oczywiście posiadała również opcję jazdy w trybie nocnym, gdzie światło było odpowiednio słabsze. No i trzeba przyznać, że dekadę temu był to model, który mocno zmienił nasze spojrzenie na sensowność jazdy z oświetleniem dziennym. Super mocny rozbłysk pierwszej generacji Flare’a sprawiał, że można było poczuć realne korzyści w kontekście bezpieczeństwa podczas jazdy na szosie. Szczególnie w krętym, pofalowanym, bądź mocno zurbanizowanym terenie, gdzie kierowcy – widząc nas wcześniej i mając świadomość, że jesteśmy na drodze – mogli lepiej zaplanować manewr wyprzedzania. Tamten model i ówczesna seria mocno widocznej odzieży Treka (Halo) były impulsem dla całej branży i bez wątpienia wpłynęły na rozwój tego typu produktów również w ofercie innych marek.
Sukces pierwszej generacji Flare’a sprawił, że Trek szybko przygotował jego nowszą, poprawioną wersję, której główną cechą było znaczące zmniejszenie rozmiarów oraz dodanie łączności Bluetooh. Mowa o lampach Flare RT na tył i ION200 RT na przód, które są naprawdę mikrych rozmiarów, dzięki czemu świetne pasują nawet do wyścigowej szosy, a mimo to oferują genialność widoczność. Tylna rzuca snop światła widziany aż z dwóch kilometrów! Chwilę po premierze Flare RT i ION200 RT Trek wprowadził do oferty bliźniacze modele do miasta – Ion100 R oraz Flare R City. Równie małe, ale nieco słabsze w kontekście intensywności świecenia i odbłysku, aby nie oślepiać zanadto innych użytkowników ruchu, którzy w mieście, szczególnie podczas postoju na skrzyżowaniach znajdują się tuż za nami. Tymczasem do redakcji na testy trafiła nowa generacja tych uznanych lampek do jazdy miejskiej, znacznie odmieniona, unowocześniona, z bogatszą listą funkcji, ale również nieco większymi rozmiarami. Poznajcie nasze wrażenia!
Trek Flare R City i ION100 R – co nowego?
Przetestowany przez nas zestaw nowych lamp posiada długą listę bardzo ciekawych usprawnień, którą – jako stali użytkownicy dotychczasowej generacji – bardzo doceniamy, bo bez dwóch zdań funkcjonalność nowego zestawu oświetlenia jest znacznie wyższa. Zacznijmy jednak od początku, czyli przeznaczenia i założeń obu lamp. Te pozostają niezmienne. To nadal oświetlenie ostrzegawcze do jazdy dziennej, czyli małe, kompaktowe lampki, które zajmują bardzo niewiele miejsca na kierownicy czy sztycy i posiadają szybki system montażu na elastyczny gumowy pasek. Oba modele posiadają funkcję światła dziennego z bardzo mocnym rozbłyskiem światła oraz słabsze tryby do jazdy po zmroku. Są oczywiście zasilane z wbudowanej baterii i dodatkowo pozostają kompatybilne z systemem Blendr, co oznacza, że bez trudu możemy je alternatywnie założyć w innych miejscach – np. przednią pod uchwyt na komputer GPS, a tylną na specjalny błotnik lub pod siodełko Treka.
Tyle ogólników, teraz czas na nowości, które kryje się tu cała masa. Po pierwsze Trek przeszedł na gniazdo ładowania USB-C, które znacząco przyspiesza ładowanie baterii. Teraz, mimo że akumulator musi być większy – gdyż wzrósł również czas pracy na jednym ładowaniu – proces ten trwa około półtorej godziny. Oczywiście mowa o ładowaniu od zera do stu procent. Jeżeli chodzi o liczby, Trek podaje wydłużenie czasu pracy o 28% względem poprzedniej generacji, natomiast w praktyce tylna lampa w trybie dziennym migającym pracuje około 10,5 godziny do pełnego rozładowania, natomiast przednia w identycznym trybie działała nam nieco ponad 10 godzin. Mówimy oczywiście o najmocniejszych trybach. Ogromnym ułatwieniem dla użytkownika jest wprowadzenie podziałki z czterema kreskami, które wskazują stan naładowania naszej baterii. Zarówno w trakcie jazdy, jak i podczas ładowania. To jest funkcja, której w naszej opinii chyba najbardziej brakowało w poprzedniej odsłonie. Jak widać, dużo dzieje się wokół energii – jej ilości, zarządzania nią oraz samego sposobu ładowania.
Pośród nowości, które wyraźnie podniosły jakość użytkowania warto wspomnieć jeszcze jedno – Trek przygotował boczne panele, które zwiększają widoczność kątową. Ta funkcja przydaje się szczególnie w mieście, gdzie natężenie bodźców dla uczestników ruchu jest ogromne i niekiedy zwyczajnie można przeoczyć rowerzystę. Spoglądamy na temat dwojako – zarówno jako osoby jeżdżące na rowerach, jak i kierowcy. Bez wątpienia dodanie bocznych okienek ze światełkiem jest zdecydowanie in plus, szczególnie, że światło kątowe jest całkiem mocne. W pochmurne dni, czy po zmroku jest naprawdę dobrze widoczne. Przy słonecznej pogodzie oczywiście niewiele, ale nie może być inaczej. Takie działanie byłoby zbyt oślepiające. Tu światło musi być – i zresztą jest – skoncentrowanie na świecenie w osi pojazdu.
Na koniec zostawiamy jeszcze jedną nową cechę, czyli nowy design i wyraźnie zwiększone wymiary. Nadal te lampki są małe, ale ich bryła wydaje się być gdzieś o 30% większa. Czy to wada? Raczej nie, szczególnie w kontekście jazdy w mieście, do czego – przypomnijmy – model ten został zaprojektowany. Większy wymiary mają również swoje odbicie w masie. Wprawdzie to wciąż waga piórkowa, ale przykładowo stary Flare R City ważył 27 gramów (razem z opaską mocującą do sztycy), a nowy wraz z paskiem to już 38 gramów. Co ważne, producent zadbał o szczegóły, bowiem opaska do mocowania również jest nieco większa, jej powiększenie koresponduje z nowymi wymiarami i masą, aby utrzymać stabilność podczas jazdy po wertepach. Ta nie ucierpiała, sprawdziliśmy to nie tylko na ulicach miasta, ale również na MTB w terenie. Mocowanie zdaje egzamin na każdej trasie.
Wrażenia z użytkowania
Wszelkie omawiane powyżej nowości sprawiają, że w praktyce otrzymujemy naprawdę dopracowany i doskonale funkcjonujący zestaw lampek ostrzegawczych do jazdy w mieście o każdej porze doby i w każdych warunkach pogodowych. Dodamy bowiem, że Trek’owskie oświetlenie jest odporne na jazdę w deszczu i złej pogodzie. Nowa generacja to bardzo udane rozwinięcie poprzednich – już świetnych – lamp. Wciąż są małe, lekkie i świetnie świecą, a przy tym zmiany, które wprowadzono, znacząco ułatwiają bieżącą obsługę. Mamy tu na myśli przede wszystkim wskaźnik stanu baterii oraz gniazdo ładowania USB-C.
Sposób świecenia i moc wiązki światła nadal jest genialna. Mając w rękach obie generacje wydaje się, że moc i uderzenie odbłysku jest teraz nawet mocniejsze, choć w poprzednikach ,,siły rażenia” wcale nie brakowało. Przednia ION100 R generuje maksymalnie 100 lumenów, a tylna 35 lumenów w najmocniejszym migającym trybie dziennym. Taka moc połączona z odpowiednim skupieniem wiązki światła oraz trybem nieregularnego migania daje widoczność w dzień nawet z 900 metrów. Jak na oświetlenie do jazdy commutingowej to naprawdę dużo.
Z naszego punktu widzenia mocy na pewno nie brakuje, bez dwóch zdań mając te lampy na pokładzie na każdym skrzyżowaniu czuć różnicę względem jazdy bez włączonego oświetlenia (oczywiście mówimy o jeździe za dnia). Trek po raz kolejny udowadnia, że dobre oświetlenie do jazdy dziennej zwyczajnie robi różnicę. Dodatkowe okienka poprawiające widoczność kątową również odbieramy bardzo dobrze. Nowa generacja jest po prostu lepsza i to czuć. Wprawdzie ceną tych zmian jest fakt, że lampy urosły, ale nie na tyle, aby jakkolwiek szkodziło to ich kompaktowości.
Poza mocnymi trybami migającymi do jazdy dziennej z tyłu mamy jeszcze tryb migający ze słabszym snopem, dobry w ciemnych warunkach oraz dwa tryby stałe – mocny na dzień lub mgłę i słabszy do jazdy w nocy. Z kolei przód poza trybem migania ma jeszcze dwa tryby stałe – słabszy na noc i mocny do jazdy dziennej. Nasza praktyka podpowiada jednak, że realnie 99% czasu spędzamy tylko w dwóch opcjach. Za dnia mocne strobo w obu lampach, a w nocy słaby stały z przodu i słaby migający z tyłu. Tu w ogóle jest fajne rozwiązanie, bowiem tylny słaby migający tryb ma tak wygaszony i zwolniony odbłysk, że kierowca jadący za nami nie powinien być rażony przez światło. To przemyślane rozwiązanie, bo poprawia widoczność i nie zmusza nas do jazdy wyłącznie w trybie pozycyjnym, gdy kręcimy po zmroku.
Generalnie obie lampy bardzo przypadły nam do gustu, wprowadzone zmiany to użyteczne nowe rozwiązania, a nie lifting mający na celu wprowadzenie na rynek nowego modelu. Nie namawiamy Was, aby od razu rezygnować z poprzedniej generacji oświetlenie Flare i ION, jeśli takie posiadacie, ale bez wątpienia nowe są po prostu udaną, lepszą ewolucją i stanowią warty uwagi komplet ,,bezpiecznego” oświetlenia rowerowego.
Cena: 299 zł (zestaw dwóch lamp)
Strona producenta: www.trekbikes.com








