Spis treści:
Uvex jest niemiecką marką, która w świecie sportu kojarzona jest przede wszystkim za sprawą kasków, okularów i gogli. Nas naturalnie najbardziej interesuje segment produktów przeznaczonych na rower i o ile na temat kasków Uvex’a mamy na przestrzeni lat wyrobione już bardzo dobre zdanie, o tyle ten test był naszym pierwszym dłuższym kontaktem z okularami niemieckiego producenta.
Konkretnie mieliśmy okazję sprawdzić dwa modele – Sportstyle 236 z wymiennymi szkłami oraz Pace One, który posiada jedne niewymienne soczewki. Oba z nich – choć w detalach różnią się istotnie – reprezentują nowoczesne podejście do projektowania okularów rowerowych. Mają szkła o dużej powierzchni, które zapewniają nie tylko modny obecnie styl, ale też doskonałą ochronę przed czynnikami zewnętrznymi.
W naszym teście skupiamy się nie tylko na suchych wrażeniach z jazdy w każdym z modeli, ale postaramy się też doprecyzować cechy i zastosowanie poszczególnych soczewek. Pamiętajcie, że je znajdziecie też w wielu innych modelach, więc zawsze może być to cenna podpowiedź przy zakupach nawet innych oprawek niemieckiego producenta.
Dodamy jeszcze, że nasze testowanie odbyło się w bardzo zróżnicowanym terenie i pełnym spektrum warunków atmosferycznych, jakie przyniosły tegoroczne miesiące przełomu zimy i wiosny. Poza zmiennymi temperaturami i bardzo różną pogodą, pojeździliśmy zarówno na szosie i gravelu, ale też na MTB w górach oraz na lokalnych trasach w okolicy Wrocławia. Mamy więc naprawdę spory bagaż informacji na ich temat, którym poniżej się z Wami dzielimy!
Uvex Sportstyle 236
Zaczynamy od modelu Sportstyle 236, ponieważ jest on bardziej złożony i ma więcej opcji personalizacji. Na początek trzeba wspomnieć, że jest sprzedawany w dwóch wariantach – normalnym oraz small dla osób z mniejszą głową. Do nabywcy trafia zestaw, na który składają się oprawki oraz dodatkowe soczewki. Są tu lekko przyciemnione szyby supravision® mirror yellow (kategorii 2) i przezroczyste clear (kategorii 0). Całość uzupełnia woreczek / szmatka oraz twarde etui, które gwarantuje możliwość swobodnego przewożenia w torbie, czy trzymania okularów w szufladzie bez obawy o ich uszkodzenie.
Zanim przejdziemy do wrażeń z jazdy i działania soczewek chcieliśmy wspomnieć o kilku ważnych kwestiach konstrukcyjnych. Uvex’y Sportstyle 236 mają sporo patentów, wśród których najbardziej przydatne są regulowane noski i zauszniki z możliwością wyginania ich w dowolny kształt, co znacząco ułatwia perfekcyjne dopasowanie do kształtu głowy, czy posiadanego kasku. Podobnie fajnym rozwiązaniem są otwory wentylacyjne na górze, które zawsze są ważną częścią szkieł o dużej powierzchni. Wreszcie jest tu ciekawy system wymiany szkieł. Polega on na tym, że od szyby odpina się osobno oba zauszniki i wyciąga dolną ramkę z noskiem. Czyli mamy trzy ruchy do wykonania, aby uwolnić szybę i następnie trzy kolejne, aby założyć nową. W praktyce patent działa bardzo przyjemne i nie wymaga siłowania się z okularami.
Gdy już ruszymy na rower jest naprawdę dobrze. Regulowane zauszniki i nosek oznaczają, że możemy podróżować z oprawkami ustawionymi tak, aby te stabilnie i bez przesuwania się leżały na nosie. To istotne, wszak nikt nie lubi kiedy okulary się zsuwają i trzeba je co chwila poprawiać. Oczywiście zawsze pozostaje temat tego, jak dane oprawki zgrywają się posiadanym kaskiem, ale tu przynajmniej mnogość regulacji zwiększa tą kompatybilność. Podobnie zresztą jak fakt, że zauszniki nie zaczynają się na szczycie szkła, a nieco poniżej, czyli z automatu jest im nieco dalej do boków kasku. W naszym przypadku w zasadzie wszędzie – czy to na szosie, czy na MTB – było naprawdę dobrze, okulary nie miały tendencji do zsuwania się, czy innych tego typu przesunięć. Ewentualnie przy głębokim opływowym kasku w aero-pozycji na szosie czasem zdarzyło nam się musieć je poprawić, ale są to tak indywidualne tematy, że ciężko szukać to jakichś prawidłowości. Generalnie jest bowiem stabilnie i z szerokimi możliwościami indywidualnego dopasowania.
Jedyny mankament, jaki zaobserwowaliśmy podczas jazdy to zdarzające się parowanie na krótkich postojach oraz jednostkowe sytuacje, gdy w mgliste i zimne dni okulary zaczynały lekko parować na super-wolnych podjazdach na MTB. Powierzchni szkieł się nie oszuka, od kiedy wielkie okulary stały się modne na szeroką skalę problem tego typu parowania stał się obecny. Nie mają go okulary o małych szkłach z lepszą wentylacją, a w przypadku szkieł na pół twarzy nie znamy marki, która jest tego kłopotu pozbawiona… Oczywiście wraz z zużywaniem się okularów temat parowania narasta. Nowe zawsze działają spoko, po roku-dwóch zaczyna być gorzej.
Czas na soczewki! Bardzo przypadła nam do gustu szyba supravision z żółtą lustrzaną powłoką, która ma lekkie przyciemnienie, ale jednocześnie nie upośledza nas, gdy nagle zrobi się ciemniej, czy choćby w sytuacji kiedy wjedziemy z oświetlonej łąki do ciemnego lasu. Kategoria 2 przyciemnienia sprawia, że w słoneczne dni poziom ochrony przed oślepiającym słońcem jest wystarczający, a idealnie sprawdzą się w warunkach, kiedy słońce na przemian wychodzi i chowa się za chmurami. Równie dobrze spisuje się w dni słoneczne wiosną i jesienią, kiedy zwykle jest odrobinę ciemniej, niż w letnim soczystym słońcu… Naprawdę fajny poziom balansu jasności / przyciemnienia, który sprawia, że to idealny zestaw na zmienną pogodę na szosę i na słoneczne dni do jazdy MTB, gdzie zawsze jest jednak ciemniej.
Bardzo dobra jest też optyka tych szkieł oraz komfort patrzenia przez soczewki, które mają przyjazną dla oka barwę. Po pierwsze wspomniana barwa soczewek totalnie nie męczy wzroku nawet, gdy mówimy o dłuższych dystansach i często zmieniającym się oświetleniu. Po drugie szkła dobrze radzą sobie z wyostrzaniem kształtów i gaszeniem odbłysków oraz jaskrawych elementów otoczenia, co wyraźnie poprawia widzenie podczas jazdy. Nawet w warunkach gorszego oświetlenia nie ma się poczucia, że zaczyna być ciężko z dostrzeganiem dziur i przeszkód. Przyciemniona soczewka nie ma też tendencji do zniekształcania obrazu i generalnie uznajemy ją za bardzo dobre szkło, które poprawia jakość jazdy w warunkach ze zmiennym oświetleniem.
Z kolei wymienne szkła bezbarwne to typowy przykład szyby na pochmurne i deszczowe dni, kiedy zależy nam na pełnej transmisji światła i praktycznie zerowym przyciemnieniu. Zakrzywione soczewki również nie mają tendencji do zniekształcenia obrazu i pozwalają jeździć długie godziny bez męczenia wzroku. W deszczowe i wietrzne dni docenialiśmy też dobrą osłonę przed kroplami wody i pyłem nawiewanym przez podmuchy wiatru.
Największy minus, który akurat nam towarzyszył – bo zdajemy sobie sprawę, że może mieć na to wpływ kształt czaszki – to zalewnie się szkła potem, gdy jest gorąco i idziemy z pełną intensywnością. Ciężko stwierdzić, czy sprowadza się to do kształtu samego szkła, czy odległości od twarzy, ale z autopsji wiemy, że zdarzają się modele, które mają profil sprawiający, że pot kapiący z czoła ląduje dopiero na policzkach poniżej szkieł. Natomiast tutaj krople potu kapią prosto na środek szyb – dokładnie tam, gdzie kierujemy wzrok. Każdy ścigający się – szczególnie na MTB, gdzie problem występuje najczęściej – wie, jak rozprasza kropla spadająca tam nagle, gdzieś podczas technicznego zjazdu. Tutaj zdarzało nam się to i mimo, że powłoka hydrofobowa szybko ,,oczyszczała” wizję z kropel potu, to jednak bywało to irytujące.
Uvex Pace One
Drugim używanym przez nas modelem był Pace One z mocno przyciemnianymi, niebieskimi lustrzanymi szkłami. To oczywiście model z minimalnym stopniem transmisji światła, który nadaje się idealnie na typowo wyżową pogodę, kiedy słońce naprawdę intensywnie nas razi. Soczewki mają tutaj oczywiście kategorię 3. Istotną cechą tych okularów jest bardzo lekka konstrukcja bez ramek na dole szkieł, co poprawia jakość wszelkich spojrzeń poza szlak / drogę – na boki, za siebie i wszędzie indziej, kiedy patrzymy w mocno skrajnych kierunkach. Od strony dopasowania możliwości są rozbudowane, podobnie jak w przypadku modelu 236, ponieważ mamy tu elastyczne regulowane zauszniki i nosek.
Ich największą zaletą jest minimalna masa i soczewki o dużej powierzchni, co w sumie sprawia, że nie czujemy ich na nosie. Pole widzenia jest duże i niczym nie zakłócone, co dodatkowo podbija efekt, że nie czuć ich na głowie. Wreszcie poziom stabilności i przylegania do głowy wydają się być tu jeszcze lepsze, niż w 236. Po prostu siedzą idealnie… choć zawsze podkreślamy, że to tak indywidualne sprawy, że każdy musi sam zmierzyć daną parę pod swoją czaszkę.
Uvex Pace One to model dedykowany na jazdę w pełnym słońcu, czyli zazwyczaj w gorące dni. Wówczas cechy związane z lekkością i brakiem wadzenia na głowie bardzo się docenia. Dlatego taką budowę i poziom stabilności odhaczamy na ogromny plus. Niebieskie lustrzane szkła mają mocne ściemnienie oraz technologię supravision zapobiegającą parowaniu. Nasze doświadczenia wskazują jednak, że problem zachodzenia mgłą nie występuje w ich przypadku, choć może być to spowodowane tym, że słoneczne dni, kiedy ich używaliśmy zawsze są ,,bardziej suche”, niż warunki, na które zakładaliśmy Sportstyle 236.
Dużo dobrego możemy też powiedzieć o samych soczewkach i ich optyce. Niebieska lustrzana powłoka nałożona na przyciemnione szkła daje mocne wytłumienie słońca, ale nie przekłamuje kolorów i nie upośledza jakości widzianego obrazu. Zaokrąglona soczewka nie ma też tendencji do zniekształceń kształtów. Na dłuższą metę te soczewki są komfortowe dla oczu, choć warto pamiętać, że są naprawdę ciemne i nadają się jedynie na najbardziej słoneczne dni. Prywatnie dodamy, że świetnym modelem byłoby połączenie lekkości Pace One’ów z soczewką S2 ze Sportstyle 236… kto wie, może nawet jest taki model w ofercie, bowiem kolekcja Uvex’a jest bardzo szeroka!
Ceny: Uvex Pace One - 469,90 zł, Uvex Sportstyle 236 - 739,99 zł
Strona internetowa: uvex.com.pl














