Coś się kończy, a coś zaczyna… Oto trendy rowerowe na 2026 rok!

Poznaj redakcyjny przegląd najsilniejszych trendów, jakie spotkamy w branży i rowerach w sezonie 2026.

Drukuj

Nadchodzący nowy sezon zawsze wnosi powiew świeżości i innowacji. Pojawiają się ciekawe nowatorskie trendy, które jednocześnie wypierają te dotychczasowe… Zapraszamy Was na subiektywny przegląd najważniejszych nurtów, jakie spotkamy w rowerach i branży w 2026 roku!

Innowacji i postępu nie da się zatrzymać, każdego roku jesteśmy zasypywani masą nowych produktów, technologii i rewolucyjnych – przynajmniej w teorii – rozwiązań. Czasem w tym wszystkim zapominamy wręcz, że w rowerze najważniejsze jest to, aby na nim jeździć, a nie go posiadać. W końcu ostatecznie to, czy mamy 11, 12 czy 13 biegów w kasecie, osprzęt sterowany linkami czy elektronicznie, nie ma żadnego wpływu na emocje, jakie towarzyszą kręceniu na rowerze w fajnej okolicy, czy w dobrą ekipą znajomych. Niemniej jednak branża rowerowa – podobnie jak inne obszary gospodarki – rozpędzona jest do tego stopnia, że dosłownie co 2-3 lata musi zafundować nam coś na tyle rewolucyjnego, abyśmy jako nabywcy czuli silną potrzebę zmiany roweru, osprzętu, czy wyposażenia na nowe. To w pewnym sensie chory układ, ale fakty są takie, że system ekonomiczno-gospodarczy w jakim funkcjonujemy działa na krawędzi… załamania. I tak musi być, aby się nie załamał. Świat dużo produkuje, dużo sprzedaje, dużo konsumuje, a efektem takiego stanu rzeczy jest masa nowości, którymi jesteśmy zasypywani. Jedne z nich faktycznie wnoszą coś ciekawego z punktu widzenia jakości jazdy na rowerze, inne zaś to po prostu kolejny marketingowy zabieg mający skłonić nas do zakupu nowych rzeczy. Postaraliśmy się wychwycić najważniejsze z nurtów i mód, które spotkamy w rowerach i samej branży w sezonie 2026. Oto one!

 

Gravel musi potrafić coraz więcej!

Gravele to nadal najmocniej rozwijający się segment w branży, jeśli weźmiemy pod uwagę rowery analogowe. Szutrówki i wszelkie elektryki to sprzęt, o który rzeczywiście pytają klienci i na który panuje moda. Potem jest długo, długo nic i dopiero pojawiają się rowery szosowe, wszelkie rekreacyjno-użytkowe jednoślady i na końcu klasyczne MTB bez wspomagania. 

 

 

Jednak gravel jako rower nieustannie ewoluuje i tak naprawdę w ciągu 10 lat zmienił się całkowicie. Od ,,szosy, która może zjechać w teren” stał się praktycznie rowerem MTB z kierownicą typu baranek. Współczesne gravele mogą coraz więcej, a ludzie chcą nimi jeździć w coraz bardziej wymagającym terenie. Potwierdzeniem mocnego pójścia w stronę komfortu i trudniejszych tras są nowości, które producenci przygotowali na rok modelowy 2026. Cała masa rowerów pozwala założyć opony o szerokości nawet 57 mm, czyli 2,25 cala, bowiem na takowe – zaczerpnięte wprost z MTB – panuje obecnie moda. W zasadzie dziś normą jest przestrzeń na oponę 50 mm, czyli obecnie ,,mało” lub ,,standardowo”, a jeszcze kilka lat temu powiedzielibyśmy, że przepastnie dużo. Amortyzacja również na dobre rozgościła się w gravelach. Już nie mówimy o zjawisku, jakie pojawiło się 2-3 lata temu, kiedy do rowerów trafiały pierwsze widelce ze skokiem 30-40 mm. Teraz RockShox pokazał model Rudy XL, czyli wideł ze skokiem 60 mm i modele graveli mające forsować najcięższy teren w takowy są wyposażone. Pojawiają się też kolejne gravele full suspension. Niegdyś był tylko Niner MCR 9 RDO, ale teraz do tego grona dołączył Trek CheckOut SL, zaraz pojawi się gravel FS od Salsy. Zapewne wkrótce może być tego więcej… Bez wątpienia widzimy, że zarówno od strony geometrii, amortyzacji, jak i samego ogumienia gravele cały czas rosną i powiększają swoje terenowe możliwości. Czy to już koniec? Być może! Czas pokaże…

 

 

Poza tym widzimy umacnianie się bardzo dobrego trendu, jaki pojawił się stosunkowo niedawno, w którym producenci podzielili swoje kolekcje graveli na dwa, a czasem nawet trzy różne modele. Dzięki temu mamy już jasny podział na gravele do ścigania i modele przygodowo-terenowe. Te pierwsze mają znacznie agresywniejszą pozycję, bardziej aero ramę i zwrotniejsze prowadzenie, a drugie oferują pełną stabilność w terenie i bardziej zrelaksowaną sylwetkę za kierownicą. To akurat świetny trend!

 

 

e-MTB: coraz większa moc i większe baterie 

Jak już wspominaliśmy, cały segment elektryków i analogowe gravele to obecnie konie pociągowe całej branży rowerowej. Rowery elektryczne generalnie rzecz ujmując stają się coraz bardziej zintegrowane, coraz mocniejsze i posiadają coraz większy zasięg. Jest jednak jeden segment, w którym wyścig zbrojeń znacząco przyspieszył. Mowa o tytułowych elektrycznych rowerach górskich, gdzie producenci zaczęli prześcigać się na coraz wyższą moc szczytową, maksymalny moment obrotowy i coraz większe baterie. Doszło do tego, że magiczna bariera 100 Nm została już przekroczona! Bosch, DJI, Panasonic, czy silniki w Specach lub Giant’ach mają absurdalnie dużo mocy. Czy jest ona konieczna? Uważamy, że to raczej kwestia marketingowych potyczek ,,kto da więcej”, ale w dobie rozwoju całego e-segmentu widzimy dwa bardzo pozytywne trendy. Po pierwsze elektryki jeżdżą coraz lepiej. Choć mocy przybywa to nowe silniki oferują jeszcze więcej kontroli i przyczepności. Do tego zawieszenia i geometrie zostały dopracowane na tyle, że współczesne e-MTB naprawdę fajnie się prowadzą i nie ciążą na szlaku. Nie mniej istotne jest odchudzanie całych systemów wspomagania – baterie mają coraz większą gęstość energetyczną i mimo większych pojemności ważą coraz mniej. Silniki też podlegają odchudzaniu. Swoją drogą ciekawe, jak długo kategoria SL będzie miała sens, bo możliwe, że za kilka lat e-bike z pełną mocą i dużym zasięgiem może bez trudu ważyć 18-19 kg. 

 

 

Koła 32” 

Nie da się obojętnie przejść obok nowego, najświeższego trendu, czyli rodzącego się standardu kół 32” w rowerach MTB XC. Czy to chwilowa moda, czy nadchodzący nowy standard? Tego nie wiemy… wiemy jednak, że wiosną 2026 do sprzedaży trafią pierwsze rowery XC na kołach 32”, UCI dopuściła je do rywalizacji w wyścigach XCO, a Maxxis wprowadził do swojej oferty Aspen’a 32x2,40”. Pytanie więc, czy i kiedy do wąskiego obecnie grona dołączą kolejne marki. Natomiast widać, że temat jest bardzo gorący, sporo firm ma swoje jeżdżące prototypy, do tego łatwo policzyć, że zainwestowano już w 32” niemałe pieniądze i być może jest to szansa na odrodzenie się słabo przędzącego obecnie segmentu analogowych rowerów MTB, w tym XC i Down-Country, dla których 32” może być wnoszącą świeżość alternatywą. Jest to ciekawe o tyle, że proporcjonalny wygląd nowych górali w wielkimi kołami zwiastuje, że to mogą być fajne rowery, ale nie wyobrażamy sobie, aby mogły całkowicie wyprzeć 29”. Z kolei dla firm z punktu widzenia kosztowego trudne będzie utrzymywanie dwóch linii XC – jednej 29”, a drugiej 32”. Mało tego, koła 32” otwierają też ciekawą opcję budowania mullet’ów 32” / 29”. Jak sami widzicie… więcej jest tu pytań, niż odpowiedzi, dlatego ten trend naszym zdaniem jest najciekawszy, bo wciąż mocno zagadkowy!

 

Szerokie opony – 40 mm w szosie, 2,5” w XCO

Współczesne rowery – w zasadzie w każdym segmencie – stawiają na płynność jazdy, wysoki komfort i dobrą trakcję, a jednym z przejawów tego podejścia jest rosnąca szerokość opon. To nie jest nowy trend, on trwa już kilka lat, ale celowo o nim wspominamy, bo widać, że jeszcze nie wyhamował. W gravelach cały czas nie wiadomo, gdzie jest sweet spot – czy to 45 - 50 mm, czy jednak więcej? Z kolei w szosie widać, że do ścigania dziś wyjściowo montuje się już 30 mm, a do rekreacji 32-25 mm, natomiast nie wygląda, aby to był koniec tej rewolucji. Coraz więcej producentów swoje nowe szosy wzbogaca o przestrzeń na opony 40, a nawet 42 mm! Coraz więcej oponiarskich marek oferuje szosowe slicki o szerokości 40 mm. Tu dzieje się bardzo dużo i sami jesteśmy ciekawi, gdzie ta moda się zatrzyma. W XC również szerokości się powiększają. Niedawno wydawało się, że ,,nowoczesne” i baloniaste opony 2,35” - 2,40” to już sufit, a tymczasem po testach prototypowych opon 2,5” spekuluje się (z dużą dozą pewności) wejście do sprzedaży ogumienia XC w rozmiarze 29x2,5”. Zresztą RockShox cały czas dumnie podkreśla, że ich widelec do XC, czyli SID mieści opony aż do 2,6” szerokości! 

 

 

Segment MTB gaśnie 

Nieco mniej optymistyczny trend, który widać w branży i o jakim szczególnie często słyszymy od właścicieli sklepów rowerowych, to zanik popytu na klasyczne analogowe rowery MTB. Mowa o maszynach z segmentów XC, Trail i Enduro. Trzymają się tylko rekreacyjne MTB. Ewidentnie coraz bardziej terenowe, a jednocześnie mocno wszechstronne, gravele przejęły sporą część potencjalnych nabywców rowerów MTB. Z kolei osoby szukające fulla w prawdziwe góry często sięgają po elektryka, zamiast analoga. Być może 32” omawiane wyżej są próbą ze strony branży na pobudzenie segmentu MTB, kto wie!? Natomiast dziś możemy wręcz mówić, że niektóre rodzaje rowerów w zasadzie zanikają w kolekcjach producentów. Dobrym przykładem są klasyczne, lekkie karbonowe wyścigowe hardtaile XC. Oczywiście nie u każdego producenta widać taki trend, ale ewidentnie dziś zawodnik przeważnie decyduje się na fulla, a hardtaile produkowane są już raczej w tańszych wersjach – jako rowery rekreacyjne lub jako bardziej przygodowa alternatywa dla gravela. 

 

 

Szosa aero dla ludzi 

Kolejny niezupełnie świeży, ale zdecydowanie rozwijający się trend to produkowanie rowerów szosowych, o jakich marzą zwyczajni rowerzyści, kolarze amatorzy. Większość z nich chce jeździć na tym, czego używają prosi, czyli pięknych zintegrowanych aero ramach i wysokich kołach. Tyle, że geometria tych rowerów całkowicie im nie odpowiada. Tymczasem w zasadzie każda kolejna premiera rowerów z komfortowego segmentu endurance okazuje się być zrealizowaniem wspomnianych marzeń. Ewidentnie współczesne rowery szosowe endurance są w pełni zintegrowane i mocno dopracowane aerodynamiczne. Mało tego, dla bardziej zaawansowanych, szczególnie widać to u włoskich marek, pojawiają się modele z segmentu race z delikatnie łagodniejszą geometrią, czyli coś co stoi pomiędzy klasyczną wyścigową szosą, a rowerem endurance. Takie bogactwo wyboru – pod warunkiem, że dokonamy dobrej decyzji zakupowej – to akurat świetna sprawa, bo najlepszy rower to dobrze dopasowany rower!

 

 

Coraz więcej przełożeń w kasecie i elektronicznych grup napędowych

W obrębie grup napędowych widać, że moda zapoczątkowana przed kilkoma laty trwa nadal i trend na elektryfikację napędów, czynienie ich bezprzewodowymi i dodawanie biegów w kasecie trwa nadal. SRAM, Campagnolo i Rotor mają grupy z 13 koronkami z tyłu i są pozbawione kabelków. Warto dodać, że to może nie nowość, ale takich grup jest coraz więcej i technologie te trafiają do coraz tańszych podzespołów. Z kolei Shimano w obecnym roku pokazało komponenty na rok modelowy 2026, w których wypadku po raz pierwszy możemy mówić o w pełni bezprzewodowym Di2. Mało tego, Japończycy mają w zanadrzu patenty na 13 biegów w kasecie i nowy standard mocowania przerzutki. Ewidentnie w segmencie osprzętu dzieje się cały czas, już nawet nie wspominając o bardzo silnym gronie producentów z Chin, czy choćby fakcie, że niedawno produkowany i zarejestrowany w Polsce Garbaruk pokazał prototyp własnej bezprzewodowej przerzutki tylnej!

 

Integracja, automatyzacja i sztuczna inteligencja

Kolejny przykład obszaru, który rozwija się w super szybkim tempie to ogólny postęp (tu pytanie czy faktycznie postęp, ale nie o tym jest ten artykuł…) w zakresie integracji i automatyzacji. Ma być czyściej, prościej i bez wystających elementów, trochę jak we współczesnych samochodach. Na rynku pojawia się cała masa ciekawych produktów i rozwiązań, które wpisują się w powyższy nurt, a z ciekawostek można przytoczyć choćby nowe okulary Oakley, w których zintegrowano kamerę, odtwarzacz muzyczny i połączenie ze Stravą i Garminem. Innym ciekawym przykładem jest integracja elektronicznego droppera z systemem wspomagania w rowerze e-MTB hiszpańskiej marki Orbea. Jest też Shimano Q’Auto, czyli system automatycznej zmiany biegów i automatycznie ładowanej przerzutki Di2 do rowerów analogowych. To naprawdę rewolucja, choć – co znamienne – jakoś mocno przemilczana. Być może to efekt tak dużej popularności segmentu e-bike, że analogowe nowości już nie są takie gorące?

 

Kryzys ekonomiczny zbiera żniwo

Nie mniej istotnym trendem jest widmo potężnego kryzysu w branży rowerowej, czy globalnie w ogóle kryzysu gospodarczego. Upadają firmy, zamykają się sklepy, a towar wciąż leży na półkach i czeka na zbyt. Dobitnym argumentem na spore kłopoty jest fakt ogromnych wyprzedaży, gdzie rowery czekają na klientów bardzo atrakcyjnych cenach, ale i tak sprzedają się powoli. Trzymamy oczywiście kciuki, ale momentami nie wygląda to dobrze…

 

Pokłosiem tego są inne ważne ruchy w branży. Kariery kończą zawodnicy, którzy nie mogą znaleźć zatrudnienia i sponsorów, zamykają się całe drużyny kolarskie, a niektóre kultowe wyścigi zaprzestają organizację. Rozwija się chyba jedynie segment ultra… i generalnie gravel.

 

 

Segment rowerów przełajowych umiera?

Gravel wniósł wiele dobrego, ale jednocześnie odebrał rynkową przestrzeń innym rowerom, o czym mogliście przeczytać na początku tego artykułu. Jest też kolejna ofiara rozwoju segmentu gravelowego, czyli umierające rowery przełajowe. Dziś już naprawdę na palcach obu dłoni można policzyć marki, które produkują takie maszyny. Zalicza się tu przede wszystkim Ridley, Canyon, Trek, Stevens, Giant czy Pinarello, ale fakty są takie, że być może za jakiś czas przestanie się to opłacać, a kolarze ścigający się w cyclocrossie będą zmuszeni jeździć na gravelach swoich sponsorów, jak dzieje się w przypadku choćby Cannondale’a, czy Specialized’a. Są też inne opcje, Toon Aerts wygrał tegoroczne Mistrzostwa Europy w CX jadąc na szosowej Orbei Orce z przednim widelcem z gravela Orbea Terra… 

 

Obserwuj nas w Google News

Subskrybuj