Wywiad z Magdaleną Balaną

Drukuj

Są różni zawodnicy i zawodniczki. Niektórzy udają gwiazdy, niektórzy nimi faktycznie są. Jeszcze inni po prostu robią swoje i idą do przodu. W naszych lokalnych warunkach, nawet będąc młodym, zdolnym i perspektywicznym kolarzem trudno się wybić, szczególnie, gdy startuje się w maratonach i... jest się kobietą

Magda Balana ma niespełna 170cm wzrostu, waży 52kg. W wieku 23 lat ma na swoim koncie dwa medale (w tym złoty) Mistrzostw Polski w maratonie MTB, zwycięstwo w Pucharze Polski, Pucharze Słowacji oraz Mistrzostwach Słowacji w tej specjalności. Na tzw. „zachodzie” być może miałaby szansę na całkiem lukratywny kontrakt, u nas reprezentuje AZS swojej uczelni, czyli Politechniki Rzeszowskiej i mieszka w akademiku. bikeWorld.pl: Jak przebiegają Twoje przygotowania do sezonu? Wszystko zgodnie z planem, żadnych problemów? Magda Balana: Chwilowo moje przygotowania zeszły na dalszy plan, gdyż jestem w środku sesji na uczelni. Ale zaraz po ostatnim egzaminie wracam do swojego „rozkładu jazdy”. bW.pl: Jesteś dość uniwersalną zawodniczką, startowałaś w XC, maratonie, na szosie, w jeździe indywidualnej na czas... jakie masz plany na sezon 2006? M.B.: W zasadzie od dwóch sezonów najczęściej można mnie spotkać na trasach maratonów. Starty w XC czy na szosie są już jedynie uzupełnieniem i urozmaiceniem treningów. bW.pl: Czujesz się bardziej zawodniczką XC czy maratonu? M.B.: Zdecydowanie maratonu. bW.pl: Od kilku sezonów regularnie startujesz w maratonach, skąd ten pomysł? M.B.: Moja przygoda z maratonami zaczęła się w zasadzie przypadkowo. Sezon 2003 był dla mnie dosyć eksperymentalny, ponieważ zdecydowałam się sama kierować swoją „karierą” i zaczynając studia na Politechnice Rzeszowskiej, założyłam tam swój skromny, jednoosobowy klub. Plan startów nie odbiegał w zasadzie od poprzednich lat: wyścigi XC oraz kilka startów na szosie. W trakcie sezonu w „światku kolarskim” coraz częściej słychać było o maratonach, z tego względu, że miały się odbyć pierwsze, historyczne Mistrzostwa Polski w tej dyscyplinie. Za bardzo nie wiedziałam jak wyglądają takie wyścigi, ale pomyślałam „czemu nie”. Pierwszy raz na starcie maratonu stanęłam w Przesiece, a w dwa tygodnie później założyłam koszulkę Mistrza Polski w Świeradowie Zdroju. I to był punkt zwrotny w mojej „karierze” – co prawda z 2003 roku stanęłam na starcie maratonu jeszcze tylko raz, ale czułam, że to jest coś właśnie dla mnie… Dodatkowym bodźcem w podjęciu decyzji o przekwalifikowaniu się była monotonia, która ogarnęła wyścigi kobiet w XC. Dziewczyny z Lotto zdominowały zdecydowanie scenę kolarską, a ja i coraz mniej liczna grupka innych dziewczyn zaczęłyśmy powoli stanowić frekwencję na wyścigach. Dlatego zaczęłam szukać tego „czegoś” gdzie indziej, tego co sprawiło kilka lat wcześniej, że pokochałam kolarstwo… bW.pl: Jak widzisz swoją przyszłość właśnie w tej dyscyplinie, jakie są Twoje bardziej długoterminowe cele? M.B.: Niestety nie tylko sport kieruje moim życiem, więc o długoterminowych planach ciężko mi coś więcej powiedzieć. Jestem pewna, że chce coś jeszcze osiągnąć w kolarstwie, a na wyznaczanie konkretnych celów, w takiej dyscyplinie wytrzymałościowej jaką jest maraton, mam jeszcze czas. bW.pl: Studiujesz na niezłym kierunku dobrej uczelni, będziesz miała solidne wykształcenie, czy jednak nie chciałabyś pokusić się o zostanie zawodowym kolarzem? Czy zawodniczka maratonowa z Polski ma w ogóle na to szansę? M.B.: Ścigając się w kategoriach juniorskich stawałam na starcie wyścigu z myślą, że każdy dobry wynik przybliży mnie do zostania zawodowym kolarzem. Teraz jest już inaczej – mój dzień nie jest podporządkowany tylko rowerowi i obecnie „nie stać” mnie na myśl o zawodowstwie. Co nie oznacza, że nie byłabym w stanie pokusić się o to by spróbować! Niestety za dużo rzeczy trzeba byłoby przeskoczyć, pozmieniać by polskie realia pozwoliły się wybić zawodnikowi maratonu i wejść w czołówkę światową. bW.pl: Mimo tego, że jesteś zawodniczką „prywatną”, masz za sobą sporo startów za granicą, z całkiem niezłymi wynikami (m.in. sukcesy w Pucharze i Mistrzostwach Słowacji). bW.pl:Skąd pomysł, by również tam szukać swojej szansy? M.B.: Ja bym nie nazwała tego „szukaniem szansy”. Dla mnie te starty miały być kolejnym krokiem w rozwijaniu swoich umiejętności, gdyż niejednokrotnie trasy za granicą zmuszają do większego wysiłku. Nie mam tu na myśli większego poziomu rywalizacji, a bardziej zmierzenie swoich sił na trudniejszych trasach jakie oferuje chociażby Słowacja. Startując tam dosyć często w 2004 roku, nauczyłam się bardzo dużo i dlatego jeśli tylko sytuacja finansowa pozwoli nie będę w przyszłych sezonach rezygnować z tej opcji ścigania. bW.pl: Czym, według Ciebie, różnią się maratony zagraniczne od polskich? M.B.: Pod względem organizacyjnym myślę, że maratony w Polsce nie odbiegają poziomem od zagranicznych imprez. Jednak skala trudności tras jest niejednokrotnie wyższa za granicą niż w Polsce. Nie mówię tu oczywiście o jakiś konkretnych imprezach , bo błędem byłoby stwierdzić, że w kraju nie mamy ciężkich maratonów. Chodzi mi bardziej o to, że trasy za granicą są bardziej urozmaicone i wszechstronnie testują zawodnika, czego brakuje nam w Polsce, gdzie czasem ponad 50% trasy prowadzi asfaltem lub szeroką szutrową drogą. bW.pl: Jak oceniasz poziom polskiego kobiecego kolarstwa górskiego? Pomińmy może temat grupy Lotto, bo z oczywistych przyczyn zawodniczki trenera Piątka są poza zasięgiem, jednak jest pewna grupa dziewczyn, które poważnie podchodzą do tego sportu... M.B.: Ciężko mi odnieść poziom polskich zawodniczek do światowego kobiecego kolarstwa. Zaledwie jednostki próbują swoich sił w zagranicznych startach i nie mogę w tym momencie generalizować, ale myślę, że stać nas na dużo. Dziewczyny pokazują ze startu na start, że potrafią się przyłożyć i solidnie pracować na wynik. Uważam że w połączeniu z częstszą konfrontacją z zawodniczkami zagranicznymi, byłybyśmy w stanie podnosić swój poziom i z biegiem czasu rywalizować jak „równy z równym”. bW.pl: Czy w Polsce łatwo znaleźć sponsora, który wesprze „młodą zdolną zawodniczkę” uprawiającą niezbyt jednak popularną dyscyplinę sportu? M.B.: Chyba nie będzie zaskoczeniem dla nikogo jak odpowiem, że nie jest łatwo, a niejednokrotnie graniczy to z cudem. W Polsce jest wiele zawodniczek i zawodników, którzy osiągnęli już pewien poziom ścigania i niestety dalej bez nakładów finansowych nie są w stanie się wybić. Jest to obecnie dosyć powszechny problem i póki co nie zapowiada się na to by coś się miało zmienić. Sama jestem na etapie szukania sponsorów i mimo wielkiego zaangażowania z większości firm odchodzę z przysłowiowym „kwitkiem”. bW.pl: Czy myślisz, że przy tak dużej różnicy, choćby w możliwościach prowadzenia przygotowań, jest możliwe, by któraś z Was mogła pokonać zawodniczki Lotto, np. przy okazji mistrzostw Polski w maratonie? M.B.: W tej chwili jest to niemożliwe. Różnica jaka nas dzieli jest na tyle duża, że w najbliższym czasie nie ma szans by ją przeskoczyć. Możliwości prowadzenia przygotowań takich, jakie mają zawodnicy grup zawodowych, są praktycznie poza naszym zasięgiem. Nie twierdzę, że to stawia nas na przegranej pozycji, ale mocno „osłabia” w walce o czołowe pozycje. Mi pozostaje już tylko pogratulować tym, którzy posiadają tyle talentu i determinacji, i wywalczyli sobie miejsce w grupie zawodowej. bW.pl: Przy okazji mistrzostw Polski: mnie osobiście bardzo podobała się trasa maratonu w Dusznikach. Jak uważasz, jako osoba, która przejechała wiele maratonów w Polsce i zagranicą, jak powinna wyglądać trasa tego typu zawodów? M.B.: Jak już wspominałam wcześniej trasa maratonu powinna być urozmaicona i sprawdzać wszechstronne umiejętności kolarza. Polskie maratony (oczywiście nie wszystkie!) mają to do siebie, że albo są prowadzone łatwymi odcinkami albo na tyle „ekstremalnymi”, że zamiast na rowerze, to trzeba je przemierzać pieszo, a przecież nie o to chodzi. Osobiście podobają mi się trasy z elementami zaczerpniętymi z wyścigów XC, prowadzone częściowo krętymi leśnymi ścieżkami oraz z dłuższymi podjazdami wymagającymi nie tylko wytrzymałości, ale i techniki. bW.pl: Podczas ważnych maratonów często kobietom towarzyszą pomocnicy – co sądzisz o takiej formie rozgrywania tego typu zawodów? M.B.: Jestem przeciwna, choć sama korzystałam z takiej formy pomocy. Start w maratonie powinien być nie tylko rywalizacją, ale i sprawdzaniem samego siebie. W najważniejszych startach dominuje to pierwsze, ale to nie zmienia faktu, iż nadal jest to sport indywidualny. Co najśmieszniejsze rozwiązanie jest proste: kobiety powinny startować co najmniej pół godziny później niż mężczyźni jak to jest na najważniejszych imprezach na świecie. Myślę że już czas wprowadzić to w Polsce. bW.pl: Studiujesz na Politechnice Rzeszowskiej i... mieszkasz w akademiku. Czy łatwo jest pogodzić „sportowy tryb życia” ze znanym „życiem studenckim”? M.B.: Czasem łatwiej, czasem trudniej, ale staram się czerpać jak największe korzyści zarówno ze „sportowego” i ze „studenckiego” życia :)! Kwestia tylko dobrania odpowiednich proporcji, ale jak na razie wychodzi mi to całkiem nieźle… bW.pl: Jak w takim układzie radzisz sobie z tak prozaicznymi jak np. właściwie odżywianie? Korzystasz ze stołówek czy przyrządzasz sobie odpowiednie posiłki sama (jeśli tak, to jak znajdujesz na to czas!)? M.B.: Hm... Pojęcie „właściwe odżywianie” w słowniku studenta ma trochę inne znaczenie i raczej mija się ze sportową dietą, ale powiedzmy że staram się z tym walczyć :D! Nie ma co ukrywać – jeśli chodzi o jedzenie, to nie jestem przykładnym sportowcem! bW.pl: W 2005r. planowałaś wystartować w TransAlpie, jednak ostatecznie do tego nie doszło. Czy nadal chciałabyś pojechać w alpejskiej etapówce lub innych zawodach tego typu? M.B.: Tego typu zawody, to zawsze nowe doświadczenie i niezapomniane przeżycie, więc myślę, że kiedyś ponownie znajdzie się w rubryce „plan startów”. bW.pl: Na koniec: dlaczego „Dizzy”? :) Because I feel dizzy :P Magda Balana prowadzi swoją stronę internetową www.dizzy.ovh.org FOTO: www.dizzy.ovh.org

Obserwuj nas w Google News

Subskrybuj