Kolejną istotną sprawą będzie decyzja, czy bardziej interesuje nas klasyfikacja generalna któregoś z cykli zawodów czy też dobre wyniki na wybranych imprezach. Założenie walki o dobre miejsce w tabelach klasyfikacji maratonów na koniec sezonu praktycznie równa się z koniecznością jazdy tylko na dużych dystansach. To z kolei może za sobą pociągnąć nieco inny sposób przygotowań i odebrać szansę na dobre wyniki w krócej trwających zawodach XC. Wybierając długie dystanse wypadałoby również zwrócić uwagę na kwestie regeneracji po wyścigu, szczególnie, jeśli poza priorytetowym cyklem maratonów planujemy jeszcze inne starty. Bez względu na liczbę zaplanowanych zawodów warto pokusić się o próbę zbudowania szczytu formy na konkretny wyścig i właśnie wtedy spróbować osiągnąć lepszy niż gdzie indziej wynik. Czas i miejsce na szczyt formy zależne jest od wielu czynników. Wybór najważniejszego startu sezonu może być motywowany np. tym, że wyścig rozgrywany jest w miejscu zamieszkania, jego trasa najbardziej nam odpowiada, lub też, co wydaje się być najbardziej naturalne, ma najwyższą rangę ze wszystkich, w których planujemy w nadchodzącym sezonie startować.
W przypadku amatora liczba startów w sezonie zależy od wielu więcej czynników niż w przypadku osoby jeżdżącej w klubie, która realizuje przede wszystkim cele sportowe. Nie dla każdego jazda przez pół Polski aby móc się pościgać przez godzinę będzie tak samo ważna. Do tego dochodzą kwestie możliwości wzięcia wolnego dnia w pracy, poświęcenia czasu rodzinie, i tzw. „wypadki losowe”. Plan planem, ale równie ważne jest to, aby potrafić być elastycznym i, w razie niespodziewanych okoliczności, móc się do nich dostosować. Należy również wziąć pod uwagę swoje możliwości fizyczne i psychiczne i pamiętać o możliwości przemęczenia sezonem lub też psychicznego „wypalenia”. Bez względu na podejście do startu udział w zawodach wiąże się z pewnego rodzaju stresem i wzmożoną koncentracją i niejednokrotnie wymaga równie dużego, jak fizyczny, wysiłku psychicznego. Osiem startów w maratonach, cztery dni wyścigu etapowego, kilka wyścigów xc to naprawdę sporo, dlatego też tak ważne jest, aby mierzyć swoje siły na zamiary i dostosować ilość i jakość startów do swoich możliwości.
Same daty startów jeszcze nie wystarczą. W udziałowi w zawodach towarzyszy jakiś cel. Samo stanięcie na starcie ośmiu maratonów może być celem, ale tylko dla osoby, która debiutuje w tego typu zawodach. Aby poczuć pełną satysfakcję z uczestnictwa, znaleźć motywację w trudnych chwilach, gdy leń w naszym uchu szepcze „zostań w domu” oraz stopniowo poprawiać swoją formę powinno się wyznaczyć sobie cele, które będzie się systematycznie realizowało w ciągu sezonu. Może być to np. poprawienie czasu na jakiejś, znanej już trasie, zajęcie danego miejsca w konkretnym wyścigu lub klasyfikacji generalnej cyklu zawodów, znalezienie się w grupie zawodników, którzy rywalizują w pewnym zakresie miejsc itd. Ważne, aby cele były ambitne, jednak możliwe do zrealizowania. Postawienie sobie bardzo odległych i wyśrubowanych założeń może się zakończyć jedynie frustracją. Podobnie ma się sprawa z celami zbyt mało ambitnymi: bycie mistrzem wyścigów „ogórkowych” może i jest przyjemne, jednak tak naprawdę nie jest odpowiedzią na pytanie o prezentowany przez nas faktyczny poziom sportowy. Dlatego też dobrym pomysłem jest postawienie sobie kilku celów, wśród których będą przeważały te „średnie”, ale także znajdzie się ten jeden, trudniejszy, „weryfikujący” i jeden łatwiejszy, dla poprawienia nastroju.
Znając już cel przygotowań a także czas, na który przypadnie ich kulminacja pozostaje już tylko jedno: zastanowienie się jak osiągnąć wyznaczone cele w wyznaczonym terminie, czyli, jednym zdaniem, ułożyć swój własny plan treningowy. Jest to o tyle trudne, że ilość źródeł, z których możemy czerpać wiarygodną wiedzę jest mocno ograniczona. Dyskusje w Usenecie czy też na przeróżnych forach dyskusyjnych, poza bardzo nielicznymi wyjątkami, prowadzone są przez podobnych Tobie entuzjastów, którzy jedyne co mogą, to podzielić się swoimi doświadczeniami. Teoretycznie dla początkującego amatora wiedza tego typu będzie w zupełności wystarczająca, co więcej, niejednokrotnie jasne i proste przedstawienie pewnych spraw przez bardziej doświadczonego kolegę przyniesie lepszy skutek niż nieumiejętne zastosowanie fachowej wiedzy. Z drugiej strony, szczególnie w Internecie można natknąć się na wiele błędnych tez opartych głównie na mitach i legendach krążących w kolarskim światku. Dlatego zawsze warto czytać i szukać, jednak najlepiej to, co można w jakiś sposób zweryfikować. Chcąc być swoim prywatnym trenerem należy uzbroić się w cierpliwość i uważnie obserwować swój organizm a równocześnie starać się zapoznawać z wypowiedziami fachowców (np. „Biblia treningu kolarza górskiego”, wartościowe artykuły p.Ryszarda Szula i innych trenerów polskich i zagranicznych). Inną, choć bardziej kosztowną opcją jest powierzenie swoich przygotowań profesjonaliście. W chwili obecnej także u nas w kraju pojawiają się firmy, które komercyjnie pomagają amatorom sportu osiągnąć jak najlepsze wyniki. Młodsze osoby mogą również próbować szczęścia poprzez zapisanie się do klubu.
Przy temacie klubów samo nasuwa się pytanie o licencję PZKol. Niektórzy nazywają ten plastikowy dokument „kartą wędkarską”, dla innych jest to wyznacznik pewnego statusu i przynależności do grupy. Obiektywnie rzecz ujmując licencja Polskiego Związku Kolarskiego umożliwia start w zawodach znajdujących się w oficjalnym kalendarzu rodzimej federacji. Decydując się na jazdę w barwach jakiegoś klubu praktycznie pewne jest, że wejdziemy w jej posiadania, jednak sam ten fakt nie świadczy o niczym – aby tak się stało niezbędne jest ubezpieczenie OC i NW, orzeczenie lekarskie stwierdzające zdolność do uprawiania sportu, zdjęcie oraz opłata w wysokości 30 PLN. Posiadanie licencji w żaden sposób nie świadczy o poziomie zawodnika, choć wybierając się na wyścig, gdzie takowy dokument jest wymagany można się spodziewać spotkać na starcie tylko takie osoby, które do współzawodnictwa i przygotowań podchodzą bardzo poważnie. Nie jest to również najlepszy pomysł dla osoby rozpoczynającej swoją przygodę z kolarstwem a nie będącej członkiem klubu. W ten sposób zamyka się sobie drogę do uczestnictwa w Mistrzostwach Polski Amatorów, czyli zawodach Family Cup. Bo choć w Polsce zawodowych kolarzy górskich można policzyć na palcach jednej ręki, to w oczach przepisów PZKol wykupując licencję status amatora tracimy.
Bez względu na to, czy będziemy ustalali swój plan sami, czy też zrobi to za nas ktoś wykształcony w tej dziedzinie lub po prostu bardziej doświadczony, trenowanie zgodnie z ustalonymi założeniami zawsze przyniesie lepsze efekty niż „radosna twórczość” i jazda na żywioł. Do pierwszego maratonu pozostało ponad 100 dni, kto nie zaczął jeszcze przygotowań, zupełnie spokojnie może zrobić to teraz bez obawy, że jest za późno. To, czy będziecie mieli licencję czy też nie, oraz to, jaki poziom uda Wam się osiągnąć nie jest tak istotne jak to, czy uda się osiągnąć postawione sobie cele. A najważniejszym, dla amatora, celem będzie dobre samopoczucie i satysfakcja z realizowanej pasji.
Foto: MTB Marathon