Kasia Solus-Miśkowicz: Potrafię walczyć

Katarzyna Solus-Miśkowicz należy do niezbyt licznego grona kolarek, które po urodzeniu dziecka nie zakończyły kariery. Przeciwnie - Kasia, mama czteroletniego chłopca, deklaruje, że ściganie sprawia jej coraz więcej radości. Jedna z najlepszych polskich zawodniczek opowiedziała nam między innymi o dużych zmianach, jakie przyniósł jej rok 2019 pod względem sportowym.

Bikeworld: Cześć Kasiu! Niefortunnie zaczęłaś rok 2019 od kontuzji kolana. Mam nadzieję, że wracasz już do zdrowia? Powiedz proszę, co się stało i kiedy będziesz mogła wrócić do treningów?

Katarzyna Solus-Miśkowicz: To prawda. 16 stycznia przeszłam operację zszycia łąkotki przyśrodkowej i rekonstrukcji więzadła krzyżowego przedniego. 11 stycznia podczas zjazdu na nartach przy skręcie w lewo miałam wrażenie, że prawe kolano wpadło do środka i poczułam bardzo silny ból. Kolana nie dało się wyprostować ani zgiąć, ponieważ łąkotka albo jej kawałek zablokowało kolano. W związku z tym udało się szybko zrobić zabieg i do tego poddałam się jeszcze rekonstrukcji więzadła, które tak naprawdę zerwałam wiele lat temu (również na nartach).

Niestety był to poważny zabieg i dlatego czeka mnie dłuższa przerwa od startów. Już się rehabilituję i mam nadzieję, że niedługo będę mogła kręcić na trenażerze.

BW: Poprzednią poważną kontuzją było dla Ciebie złamanie obojczyka tuż przed Igrzyskami w Rio de Janeiro. Poświęcasz się bez reszty treningom, szykujesz najlepszą formę i... wszystko bierze w łeb. Jak radzisz sobie psychicznie z takimi sytuacjami?

Niestety trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że uprawiając sport ryzyko kontuzji jest zawsze. Pogodziłam się już z tą kontuzja jakiej uległam przed Igrzyskami, chociaż nie ukrywam że żałuje że nie szukałam pomocy u psychologa, bo bardzo długo to we mnie siedziało. To co się teraz wydarzyło było kwestią czasu, wiedziałam że kolano jest niestabilne i  że tak się stanie wcześniej czy później. Tak że nie ma co się załamywać, dobrze że teraz tak się stało a nie w trakcie sezonu :) .

 

BW: Zanim porozmawiamy o tym, co przed Tobą, może opowiesz w skrócie o tym, jak oceniasz miniony sezon?

Miniony sezon nie był zły. Pokazał mi, że pomimo niezbyt dobrej kondycji psychicznej i fizycznej nadal potrafię walczyć i być dobra w tym co robię.

BW: Który z wyścigów wspominasz najlepiej?

Mistrzostwa Polski i Mistrzostwa Świata. Te starty podbudowały troszkę moje morale i dlatego postanowiłam, że chcę nadal walczyć i robić to, co kocham.

BW: Masz na koncie podia w przełajowych mistrzostwach Polski, nie kusiło Cię aby tej zimy powalczyć o kolejne trofea?

Nie. Potrzebowałam przerwy psychicznej i fizycznej po sezonie. W sezonie przełajowym 2016/2017 ścigałam się właśnie po kontuzji obojczyka, próbowałam wtedy wyżyć się i zapomnieć, a tak naprawdę bałam się każdej przeszkody, każdego zakrętu, że zaraz, gdy upadnę, to się połamię. Może kiedyś spróbuję jeszcze swoich sił w przełaju, nie ukrywam, że to fascynująca dyscyplina, ale chciałabym  wówczas lepiej się do niej przygotować.

BW: Z końcem 2018 roku po trzech owocnych latach rozstałaś się z zespołem Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team, który gruntownie odmienił swój skład. Czy możesz podzielić się z nami informacjami o tym, kto będzie wspierał Ciebie w tym roku?

Ten rok to zmiany od podstaw. Będę miała swój własny Team i wspierać mnie będą zaprzyjaźnione firmy. Największa zmiana to rowery i akcesoria, będą to rowery marki Trek i akcesoria Bontrager. Do tego ubierać mnie będzie firma Martombike. Wahoo Fitnes to moje narzędzia do monitorowania treningów. O dobre hamowanie zadba firma Kool-Stop, której przedstawicielem jest Pro Bikes. Spider Suspensions będzie dbał o mój sprzęt. Nadal będę używać owalnych zębatek od absoluteBLACK.  Firma SportFuel dostarczy mi odżywek na ten sezon, a badania wydolnościowe to powrót do korzeni, czyli centrum Diagnostyczne Diagnostix w Wiśle.Głównym Sponsorem jest mój mąż, który wziął na siebie wszystko, od organizacji po treningi, wyjazdy, finanse, jak i wsparcie, a w tym momencie również rehabilitacja odbywa się pod jego czujnym okiem. 

BW: Czy będziesz kontynuowała wieloletnią współpracę z trenerem Bogdanem Czarnotą?

Po wielu owocnych latach, kiedy to prowadził mnie Bogdan, poczułam, że najwyższy czas na zmiany. Od jesieni trenuje mnie mój mąż Mariusz Miśkowicz, a mogę szczerze powiedzieć, że zna się tym dobrze i całkowicie mu ufam.

BW: Na jakim sprzęcie będziesz ścigała się w 2019 roku?

Do zimowych treningów wybrałam Trek Procaliber 6, na którym miałam przyjemność trenować aż do kontuzji. Na sezon będę miała do dyspozycji Treka Top Fuel 9.9 SL z pełnym zawieszeniem oraz Treka Procaliber 9.9 SL. :)

 

BW: Jakie są Twoje plany startowe? Zobaczymy Cię na trasach Pucharu Polski?

W związku z kontuzją muszę zmienić kalendarz startów, miałam plan, aby wystartować w tych edycjach PP, które są wpisane do kalendarza UCI, jednak w maju dla przykładu jeszcze nie będę się ścigać, więc będzie ciężko. Byłam jedną z trzech osób, które zbierają punkty dla kraju, aby mogła pojechać jak największa ilość osób i jeśli będę się czuła na siłach, to będę chciała jeździć punktowane wyścigi, aby móc jak najwięcej dołożyć od siebie w tej kwestii.

BW: Czy masz przed sobą sprecyzowany sportowy cel na sezon 2019?

W tym momencie to jest powrót do najwyższej formy i zdrowia.

BW: W jakich warunkach, na jakich trasach lubisz ścigać się najbardziej?

Lubię wymagające ciężkie naturalne trasy, gdzie mogę używać roweru z pełnym zawieszeniem, ale pasują mi też piekielnie ciężkie fizycznie trasy z długimi podjazdami. Nie przepadam za interwałowymi profilami tras.

BW: Mówiłaś mi kilka lat temu, że swoje ulubione trasy masz wokół rodzinnej miejscowości, Bukowiny Tatrzańskiej. Gdzie jeszcze lubisz jeździć?

To prawda, kocham nasze lokalne trasy zbudowane przez mojego kolegę Mariusza Bryję, oraz wycieczki w Tatry zachodnie na Słowację. Najbardziej wciągają mnie naturalne trasy i przeszkody, to właśnie jazda po nich i ta adrenalina - to jest coś dla mnie. 

BW: Twój syn Ksawery skończy w tym roku cztery lata. Widać go czasem, towarzyszącego mamie na podium zawodów polskich i zagranicznych. Twój mąż, Mariusz Miśkowicz jest uznanym fizjoterapeutą sportowym, jego praca również wiąże się z podróżami. Jak wygląda życie Waszej rodziny w ciągu całego roku?

Najgorszy jest okres startowy, wtedy faktycznie nie jest nam łatwo, jednak jesień oraz zima to czas, kiedy jesteśmy ciągle razem. Te zmiany od tego roku też mają służyć właśnie temu, aby nasza rodzina nie cierpiała na tym, że chcę zawodowo się ścigać.

BW: Miewasz, miewacie czasem dosyć? :-)

Wyjazdów - oj tak bardzo często, ale kocham rower, wolność, adrenalinę i na razie nie planuję z tym kończyć!

BW: Obserwując Twoją stronę na Facebooku nietrudno zauważyć, że lubisz sporty zimowe. :-) Jak wyglądają Twoje treningi w okresie przygotowawczym? Spędzasz więcej czasu na nartach, czy jednak na rowerze?

Rower w moich rejonach nie jest łatwy do uprawiania zimą, jednak muszę swoje też wysiedzieć na siodełku w tym okresie. Jednak w tym okresie przeważają inne formy ruchu jak biegówki, skitury, marszobiegi, siłownia.

BW: Ściganie daje Ci ciągle tyle samo satysfakcji?

Daje wiele satysfakcji... Co roku coraz więcej. :-)

BW: Szerokie grono Twoich kibiców wierzy, że zobaczymy Cię na starcie w Tokio już za półtora roku. A co dalej? Igrzyska w Paryżu w 2024, czy aż tak dalekosiężnych planów nie robisz?

Bardzo bym chciała zakwalifikować się na Igrzyska w Tokio, to moje marzenie. Jednak skupiam się na tym, co tu i teraz. Po roku 2020 na pewno robię przerwę, czy na stałe? Okaże się!

BW: Trzymam kciuki, że nie! :-) Bardzo dziękuję za rozmowę.  

Podobne artykuły