Przełaj, cyclocross, CX – za co go kochamy?

Cyclocross = Belgia

To co wielu podświadomie kocha w cyclocrossie to belgijski klimat – chociaż sport ten cieszy się również popularnością w Holandii, Francji, Czechach, a w ostatnim czasie jest na topie także w USA, to nad przełajami zawsze powiewała, powiewa i będzie powiewać flaga z flandryjskim gryfem na żółtym tle! 

W sezonie praktycznie każdy weekend w Belgii przynosi zawody na najwyższym poziomie, gdzie poziom może i nawet przewyższa ściganie na Mistrzostwach Świata. Jak to możliwe!? A no tak... w końcu na MŚ kadra belgijska może pomieścić tylko kilku zawodników, a na ich rodzimych wyścigach jest ich kilkudziesięciu. ;-)

I chociaż na przedostatnich Mistrzostwa Świata w Taborze złoty medal w elicie zgarnął młody Holender Mathieu Van Der Poel, to już rok później tęcza wróciła na belgijskie podwórko za sprawą drugiego z największych talentów młodego pokolenia – Wouta Van Aerta. Zmiana pokoleniowa w cyclocrossie jest już faktem, natomiast wszyscy w pamięci nadal mają legendarnego Svena Nysa, który jest najbardziej utytułowanym przełajowcem w historii i w zeszłym roku zawiesił rower na przysłowiowy kołek.

Mistrzostwa Świata,Mathieu Van Der Poel,Wout Van Aert
 
Mistrzostwa Świata,Sven Nys
 

 

Wysoki poziom sportowy to jednak nie wszystko. W Belgii wszyscy żyją tym sportem, a na każdym z wyścigów pojawiają się tysiące kibiców (którzy muszą zapłacić za wstęp - u nas nie do pomyślenia!), aby wspólnie kibicować kolarzom, ale i miło spędzić niedzielne lub sobotnie popołudnie, często z najbliższymi przy dobrym jedzeniu i lokalnym piwie. Umówmy się – musicie zobaczyć to sami podczas jakiejś z internetowych relacji, a następie wybrać się na któryś z przełajowych wyścigów w Polsce. To jak? Widzimy się?

 

 

 

 

Dlaczego warto spróbować?

A gdyby tak zamienić się miejscami i z kibica stać się przełajowcem? Wbrew pozorom przełaj jest świetnym sportem dla amatorów, chociaż z bólem serca trzeba przyznać, że póki co w Polsce mało jest jeszcze imprez, gdzie amatorzy mogliby spróbować swoich sił – to wraz ze wzrostem popularności cyclocrossu się na szczęście zmienia. Wyścigi przełajowe mogą być fajną okazją do spędzenia rodzinnego dnia, bo imprezy tego typu obfitują zawsze w jakieś atrakcje towarzyszące (a przynajmniej tak powinno być), a poza tym Twoi bliscy mają sporo okazji do kibicowania Ci na trasie – w przeciwieństwie do maratonów czy szosy. 

 

 

Jeśli chodzi natomiast o same walory sportowe, przełaj może być naturalną drogą przygotowań do kolarskiego sezonu letniego. Zimą trzeba klepać kilometry, ale nie można jeździć kilka miesięcy wyłącznie w tlenie. Mocne bodźce dla organizmu też się przydadzą i na pewno zaprocentują latem. Poza tym jeśli jest piekielnie zimno czy masz ochotę jechać na szosowy dystansik? No właśnie... no to wio do lasu, gdzie nie wieje, organizuj rundę i zagnij się na maksa – gwarantujemy, że chłód poczujesz jedynie na dojazdówce... Co ważne przełaj świetnie działa na naszą siłę (grząskie nawierzchnie i podjazdy, a więc przepychanie i niska kadencja), którą głównie budujemy zimą.

 
 

 

Kiedy pierwszy raz wybierzesz się na trening przełajowy, poza rozpaleniem miłości do tego sportu poczujesz coś jeszcze – górne partie mięśni! To zupełnie coś innego niż szosa, a brak amortyzatora względem MTB też jest odczuwalny. Cyclocross angażuje po prostu całe ciało do wysiłku, a jeśli Twoje ręce zawiodą, szykuj się do rychłej wywrotki.

Cyclocross jest piękny m.in. dlatego, że jest tak różny od MTB – surowy, momentami szalony, oferuje zupełnie inny charakter jazdy. Tak jak zmienne są u nas pory roku, tak różny jest przełaj od innych odmian kolarstwa. No i jest też powodem, by sprawić sobie jeszcze jeden rower lub... wręcz przeciwnie... po zmianie opon używać go także w lecie jako szosówki. ;-)

comments powered by Disqus

Podobne artykuły