Kilka minut po ósmej. Wokoło cisza, nie słychać nic poza lekkim terkotaniem nowego napędu. Nie mijał mnie jeszcze ani jeden samochód, żadnego buczenia opon, świstu wiatru – nic. Cienkie, gładkie 1.25-calowe IRC’e, napompowane do granic wytrzymałości, toczą się prawie bezszelestnie, pomimo, że licznik wskazuje 39km/h. Jedyną rzeczą psującą ten obrazek jest ciążący na plecach ładunek. Niby niewiele, ale jednak...
Pedałując raźno, kieruję się w stronę Krościenka n. Dunajcem. Dzień zapowiada się słoneczny, temperatura nie jest zbyt wysoka – około 17 stopni. Pomykającemu szosą bikerowi, cały czas kręcącemu pedałami, poranny chłód nie przeszkadza jednak w niczym. Również i ja nie czuję zimna, wręcz odwrotnie, spiesząc się na umówione spotkanie mam wrażenie, że zaraz się ugotuję.
Szosa prowadzi przez Gołkowice i Jazowsko, skąd można odbić szlakiem na Przehybę i dalej w pasmo Radziejowej. Następnie mijam Łącko – miejscowość będącą centrum produkcji słynnej Łąckiej Śliwowicy. Po obu stronach szosy bielą się kwitnące sady dodające krajobrazowi uroku o tej porze roku. Kilka minut później przejeżdżam przez Zabrzeż, podróżujący tymi szlakami znają to miejsce, gdzie można odbić bezpośrednio na Zakopiankę i Kraków. Dalej najdłuższa (podobno) wieś w Polsce – Ochotnica (22km) oraz Tylmanowa położona bezpośrednio przy brzegu Dunajca. Stąd już niedaleko, jakieś 14 km. Jeden mały podjazd i znów płasko aż do samego Krościenka. Pogoda coraz ładniejsza, słońce zaczyna przygrzewać mocniej. Dochodzi dziewiąta, mam więc dużo czasu – Piotr i Adam przyjadą na umówione spotkanie najwcześniej za pół godziny. Na rynku w Krościenku niewielki ruch pomimo majowego weekendu. Kilka osób czeka na mający nadjechać autobus, od czasu do czasu podjeżdża ktoś autem aby się zatrzymać i rozprostować kości. Do tej pory przejechałem 46,6km asfaltem ze średnią 38,7km/h.
Rozwiesiwszy mokrą bluzę i podkoszulek usiadłem na chwilę by odpocząć. Po chwili zabrałem się do pracy. Trzeba przygotować rower do jazdy w terenie. Odkręciłem amortyzatorek na miękko, wyciągnąłem z plecaka zwinięte opony i zabrałem się do zmiany ogumienia z szosowego na terenowe. W tym momencie pojawił się Adam. Gotowy do drogi, na swoim nowym Giancie NRS w pełnym uzbrojeniu. Uścisk ręki i krótka informacja o zaplanowanej trasie przejazdu i mamy następnego uczestnika. Pojawił się Piotr ze swoim Scottem. Zabieram się z powrotem do mojego bike’a, Adam z Piotrem sprawnie pomagają w zmianie opon i kilka minut po dziesiątej jesteśmy gotowi do drogi.
Ruszamy w kierunku siedziby zarządu Pienińskiego Parku Narodowego, obok niej przechodzą szlaki zółty i zielony, prowadzące na szczyt Trzech Koron (982m npm) i Polanę Wyrobek (780m npm). Pierwszy odcinek szlaku zaczyna się stromo kamienistą i gliniastą nawierzchnią. Pierwszy raz mamy okazję użyć młynków, na których jak do tej pory nie było śladów katowania. Jednakże mimo solidnego przełożenia (22-32) podjazd w niektórych miejscach jest niemożliwy. Bardzo stromy i śliski odcinek nie pozwala jechać na stojąco, a próba utrzymania się w siodle kończy się dla każdego z nas stanięciem dęba lub poślizgiem. Sytuacja zmienia się gdy dojeżdżamy do wyciągu narciarskiego widocznego po lewej stronie. Tu szlak wychodzi z lasu, jest sucho i słonecznie. Zatrzymujemy się na chwilę aby zrobić zdjęcia i obejrzeć malowniczy widok rozciągający się z tego miejsca. Widać jak na dłoni całe pasmo Radziejowej. Najbliżej nas jest Dzwonkówka (983m npm) a za nią Przehyba (1193m npm). Oba te szczyty są celem wielu bikerów kręcących po Beskidzie Sądeckim.
Po wykonaniu kilku fotografii ruszamy dalej. Mijamy tablicę informującą o wjeździe na teren parku oraz grupę odpoczywających na ławkach turystów. Tu szlak znów pnie się ostro pod górę, lecz nie jest już tak ślisko i wilgotno jak w niżej położonej części. Mimo tego zatrzymuję się na moment aby zmniejszyć ciśnienie w oponach. Skutek jest natychmiastowy, kamienie i korzenie, nawet te śliskie, znikają pod kołami bez kłopotu. Adam jadący na czele też nie ma większych problemów, nie widać za to Piotra. Czekamy więc, zastanawiając się czy coś się nie stało złego. Po chwili Piotr wyłania się zza zarośli. Okazuje się, że nowy łańcuch w jego rowerze nie radzi sobie z lekko zużytymi zębami kasety i na podjazdach niebezpiecznie przeskakuje. Kawałek dalej szlaki rozchodzą się. Zielony odbija w lewo w kierunku Zamkowej Góry. Tam już jazda jest niemożliwa. My kontynuujemy jazdę żółtym do samej Polany Wyrobek. Zanim jednak udaje nam się rozpędzić trafiamy na pierwszą przeszkodę...
- A panowie dokąd na tych rowerkach? – donośnym głosem powitał nas strażnik.
- My na wycieczkę – padła szybka odpowiedź.
- Ale tu jest Park i nie wolno jeździć rowerem. – ostudził nasz zapał sympatyczny człeczyna.
- Właśnie, a wy tu co?! Po Parku się nie jeździ! – odezwał się z tyłu jakiś głos.
Tego już nie wytrzymałem: - A to przepraszam, co to za różnica? Dlaczego w Parku nie można a gdzie indziej można? – zapytałem zdenerwowany. Na to pytanie jednak nie dostałem odpowiedzi, ponieważ gburowaty turysta umilkł. Strażnik popatrzył na nas, zmarszczył brwi i zapytał: - A panowie skąd są? Pytanie to było mi nie bardzo na rękę, lecz Piotr szybko i zgodnie z prawdą odparł: - Z Warszawy. To chyba ubawiło naszego rozmówcę bo rozchmurzył się i szybko zapytał gdzie mamy zamiar jechać. Dowiedziawszy się, że zamiast na Trzy Korony skierujemy się w stronę Niedzicy, machnął ręką mówiąc: - Możecie jechać, tylko uważajcie.
Pożegnawszy się z sympatycznym strażnikiem odjeżdżamy szybko obrzucani zawistnym spojrzeniem kilku turystów. Teraz już tylko kawałek ostrzejszego podjazdu i jesteśmy na Polanie Wyrobek (780m npm).
W tym miejscu krzyżują się szlaki żółty i niebieski. Niebieski, główny szlak pieniński, prowadzi aż z Wielkiego Rogacza poprzez Durbaszkę i Sokolicę do Trzech Koron, później w kierunku Czorsztyna i dalej przez Lubań (1211m npm) do Ochotnicy Dolnej. Warto zaznaczyć, że jedynie odcinek spod Sokolicy do Trzech Koron jest nieprzejezdny dla rowerów ze względu na strome podejścia, schody, skały i inne utrudnienia. Żółty natomiast jest krótkim szlakiem prowadzącym z Krościenka do przystani flisackiej w Sromowcach Niżnych, skąd rozpoczyna się spływ tratwami Przełomem Dunajca. Chwila przerwy... zmieniamy ciuchy, zjadamy wzmacniający posiłek i zabieramy się za robienie zdjęć. O! Idzie jakaś pani wyglądająca na osobę obeznaną z aparatem, szybka prośba o zrobienie fotki i... - Służba Pienińskiego Parku Narodowego, co panowie tu robią? – pada nie pozostawiające wątpliwości hasło... No nie... tego już za wiele, nie dość, że człowiek się namęczył żeby tu wyjechać, grzecznie prosi o zrobienie fotki to na końcu takie coś słyszy... Po krótkiej wymianie zdań udaje się nam wynegocjować rozejm i uzyskać zezwolenie na spokojny odjazd.
Natychmiast, po zrobieniu zdjęć i spakowaniu plecaków, nie czekając jak miła pani zmieni zdanie, odjeżdżamy niebieskim szlakiem w kierunku Czorsztyna. Tu droga prowadzi początkowo grzbietem, następnie musimy zmierzyć się z ziemnymi schodkami prowadzącymi kilka metrów do góry, lecz dość łagodnie i można na nie wjechać nie zsiadając z roweru. Jedziemy spacerowym tempem ze względu na obecność wielu tyrystów na szlaku. Cała nasza uwaga skupiona teraz jest na kręceniu po kamienistej ścieżce. Znajdujemy się w lesie, stąd jedynym widokiem jest koło partnera lub znikający w lesie trakt. Dopiero po upływie kilkunastu minut wyjeżdżamy na otwartą przestrzeń skąd roztacza się malowniczy widok na okolicę. Tutaj małe pozerstwo z naszej strony. Piotr przypłaca je efektowną utratą równowagi... Żeby tak migawka poszła ułamek sekundy później... Cóż, nasz sposób robienia zdjęć jest efektowny sam w sobie.
Po spakowaniu aparatów udajemy się w dalszą drogę, najpierw zjeżdżamy trawiastym grzbietem z prędkością wiatru, potem kawałek pluskamy w błocie jadąc leśną drogą. W końcu stromy zjazd kamienistym traktem i jesteśmy na asfalcie w okolicy wsi Hałuszowa. Tutaj stajemy przez drogowskazem i koniecznością wyboru. W prawo droga prowadzi do Czorsztyna, tam znajdują się warte zwiedzenia ruiny zamku. Kierując się w lewo dojedziemy do Niedzicy. Wybieramy tę druga możliwość, dlaczego? Ponieważ w Niedzicy została zbudowana zapora tworząca obecnie barierę dla wód zbiornika czorsztyńskiego. Wkomponowana dość udanie w krajobraz doliny wraz z górującym nad nią Niedzickim zamkiem tworzy widok warty zobaczenia i uwiecznienia na kliszy.
W kierunku zapory zjeżdżamy asfaltem pokonując kilka serpentyn. Po kilku minutach przejeżdżamy przez most i kierujemy się w stronę zamku. Po kilkuset metrach szosa skręca w lewo i zaczyna piąć się do góry, znowu pokonujemy serpentynę i wjeżdżamy na zamkowy dziedziniec. Zamek Niedzicki został wzniesiony w latach 1320-1330. Był wielokrotnie przebudowywany, aż wreszcie obecny wygląd nadała mu rodzina Horvathów. Z tarasu zamkowego rozciąga się panorama na całe jezioro oraz Pieniny. Obejrzawszy zamek ruszamy w kierunku przejścia granicznego Lysa nad Dunajcem. Tam bez żadnych kłopotów przekraczamy granicę i szosą już po słowackiej stronie jedziemy wzdłuż Dunajca w kierunku Cevrenego Klastoru, gdzie rozpoczyna się trasa turystyczna prowadząca przełomem Dunajca. Tu roztacza się wspaniały widok na górujące nad okolicą Trzy Korony, u których podnóża jeszcze niedawno walczyliśmy ze strażnikami parku. Na szczycie można zobaczyć majaczące postacie turystów podziwiających panoramę okolicy z platformy widokowej. Po krótkiej przerwie na zdjęcia pedałujemy dalej w kierunku Szczawnicy. Po drodze mijamy piesze przejście graniczne w Leśnicy i mozolnie przepychając się wśród tłumu spacerowiczów docieramy do miasta. Trochę zmęczeni całodziennym pedałowaniem zatrzymujemy się na posiłek.
Częste postoje i luźna, turystyczna atmosfera wyjazdu spowodowały, że jest już późno. Na planowany wyjazd w Małe Pieniny nie ma już czasu. Dodatkowo pogoda się pogarsza i na niebie zaczynają zbierać się chmury. Nie wróży to nic dobrego, lecz postanawiamy kontynuować jazdę w kierunku Wąwozu Homole. Od Jaworek dzieli nas około 8km asfaltowej szosy. Przejeżdżamy ulicami Szczawnicy wolnym tempem i wlot Homola osiągamy po ponad półgodzinnej jeździe. Zasadzam się z Piotrem aby zrobić zdjęcie,
Adam w tym czasie wytęża wszystkie siły aby utrzymać nasze rowery. Dobiegnięcie do roweru i zajęcie na nim pozycji odpowiedniej do zdjęcia jest nie lada wyczynem z uwagi na 10s opóźnienie migawki w aparacie Piotra, mój ma 12s więc zawsze pozostaje rezerwa.
Chwilę później zaczyna padać deszcze i chcąc nie chcąc musimy szybko zmykać przebrani w przeciwdeszczowe peleryny. Droga powrotna wiedzie cały czas w dół, więc bez wysiłku dojeżdżamy do centrum Szczawnicy, skąd po małym posiłku wracamy do Krościenka n. Dunajcem, skąd rozpoczęliśmy nasze pedałowanie. Jest godzina 18:20, najwyższy czas się pożegnać i wrócić do domu. Pierwszy odjeżdża Adam, nie ma oświetlenia, więc musi się spieszyć aby dotrzeć do hotelu przed zmrokiem. Wkrótce żegnam się z Piotrem i zabieram się do zmiany opon na szosowe.
Mapę trasy znajdziecie TUTAJ.
Pieniny cz. I - Pieniński Park Narodowy - Przełom Dunajca
Kilka minut po ósmej. Wokoło cisza, nie słychać nic poza lekkim terkotaniem nowego napędu. Nie mijał mnie jeszcze ani jeden samochód, żadnego buczenia opon, świstu wiatru nic. Cienkie, gładkie 1.25-calowe IRCe, napompowane do granic wytrzymałości, toczą się prawie bezszelestnie, pomimo, że licznik wskazuje 39km/h. Jedyną rzeczą psującą ten obrazek jest ciążący na plecach ładunek. Niby niewiele, ale jednak... Pedałując raźno, kieruję się w stronę Krościenka n. Dunajcem. Dzień zapowiada się słoneczny, temperatura nie jest zbyt wysoka około 17 stopni. Pomykającemu szosą bikerowi, cały czas kręcącemu pedałami, poranny chłód nie przeszkadza jednak w niczym. Również i ja nie czuję zimna, wręcz odwrotnie, spiesząc się na umówione spotkanie mam wrażenie, że zaraz się ugotuję