Pożegnania z peletonem - Erik Zabel.

Choć jego seryjne zwycięstwa nie pobudzały wyobraźni niemieckich kibiców tak bardzo jak sukcesy Jana Ullricha, to jednak również jego sukcesy w wielkich tourach i wyścigach klasycznych znacząco przyczyniły się do wzrostu popularności kolarstwa w Niemczech.

Jego karierze nie przeszkodziła nawet dopingowa „spowiedź”, która stała się jedną z przyczyn odejścia niemieckiego Telekomu od sponsorowania dyscypliny.

Mr Green
Zabel najbardziej kojarzony jest z seryjnym wygrywaniem zielonej koszulki najlepszego sprintera Tour de France. Niemiec nieprzerwanie triumfował w walce o zieloną koszulkę w latach 1996-2001, jego hegemonię przerwali dopiero błyskotliwi sprinterzy z Australii. Tym samym Zabel jest rekordzistą pod względem ilości zwycięstw w tej klasyfikacji, drugi Sean Kelly wygrywał czterokrotnie, zatem nawet jeśli Zabelowi „zabrać” zwycięstwo z 1996r, gdy jak sam przyznał, stosował EPO i tak będzie nadal prowadził. Co ważne, i co w jakiś sposób pokazuje, jakim zawodnikiem był Zabel, w ciągu piętnastu lat zawodowej kariery wygrał dwanaście etapów Touru. Czy był więc najlepszym sprinterem? Zdecydowanie nie, tytuł króla czy nawet cesarza sprintu tamtych czasów (a być morze w ogóle!) należy się bezsprzecznie Mario Cipolliniemu. Zabel był jednak również skuteczny w wyścigach klasycznych a w przeciwieństwie do Włocha kończył większość wieloetapówek, w których startował. Być może właśnie w tym tkwi tajemnica jego sukcesu. Zabel, w przeciwieństwie do większości swoich rywali potrafił podjeżdżać pod górę, jego zwycięstwa często więc miały miejsce po finiszach z mniejszej grupy lub przerzedzonego peletonu. Gdy inni zostawali w „grupetto”, Mr Green zbierał cenne punkty potrzebne do klasyfikacji.

Urażona ambicja
Przy Zabelu wyrosło kilku bardzo dobrych zawodników. W pewnym momencie poważnym zagrożeniem wewnątrz własnej drużyny stał się Danilo Hondo. Początkowo pomocnik, wkrótce zaczął realizować własne ambicje. Co jest równie istotne, szczyt jego możliwości przypadł na szczytowy okres kariery Zabela. Otwartego konfliktu nigdy nie było, „Ete” miał bowiem w drużynie na tyle silną pozycję, że Hondo w końcu zmienił team. Sprintersko Zabel dominował w ekipie Telekomu, jego pomocnicy jak choćby Olaf Pollack również nie mieli łatwego życia tym bardziej, że główny cel sezonu, czyli Tour de France podporządkowany był Janowi Ullrichowi. Obaj zawodnicy kilkukrotnie spierali się na temat roli, jaką każdy z nich miał pełnić w drużynie z Bonn. Ullrich, który podobnie jak Zabel jest spadkobiercą enerdowskiej szkoły kolarskiej uważał, że to on w lipcu zasługuje na całkowite wsparcie ze strony teamu. Efektem tego było, że często Zabel na finiszach musiał radzić sobie sam, korzystając z rozprowadzania innych drużyn. Spore doświadczenie w klasykach dawało mu pewne szanse, ale kto wie, jak potoczyłaby się jego kariera, gdyby miał do dyspozycji ośmiu wiernych gregario jak Cipollini czy Petacchi. Co było szczególnie dla Zabela dotkliwe to fakt, że w przeciwieństwie do Ullricha był wzorem profesjonalisty. Nie miewał problemów z wagą, potrafił utrzymywać wysoką dyspozycję przez większą część sezonu. Niemal zawsze stawał na starcie w pełni umotywowany. Tymczasem to nie on a Ullirch przyciągał większą uwagę, miał lepszy kontrakt i większe wsparcie w klubie. Wyrazem tego ostatniego było nie włączenie „Ete” do składu na TdF w 2005r i prawdopodobnie przechyliło to szalę na rzecz zmiany teamu przez niemieckiego sprintera. Gdy okazało się, że w Tourze może być mu ciężko nadal seryjnie zwyciężać, Zabel przerzucił się na hiszpańską Vueltę. Po pierwsze tam miał większe wsparcie ze strony swojej ekipy, nieco mniejszą konkurencję (w sumie wygrał osiem etapów w latach 2001-2007) i okazję przygotowania się do mistrzostw świata, gdzie dwukrotnie zdobywał srebro.

Pechowa przegrana
Zabel dobrze pokazywał się w klasykach. Na swoim koncie ma m.in. wygrane w Mediolan Sanremo, jednym z najważniejszych kolarskich monumentów. Sztuki tej dokonał aż czterokrotnie a niezmiernie blisko był piątego triumfu w 2004r. Niemal pewny swojej wygranej uniósł na Via Roma ręce w geście triumfu i... został „podstępnie” minięty przez Oscara Freire. Jak się później okazało, był to przełomowy sezon w karierze Niemca. W zasadzie na roku 2004 kończą się jego największe sukcesy. Wygrane w klasykach (HEW, Amstel, Paryż – Tours, klasyfikacja generalna Pucharu Świata), przychodziły wcześniej. Ostatnim wielkim zwycięstwem Zabela był „klasyk sprinterów” w 2005r, gdy „Ete” wygrał Paryż – Tours. Wcześniejsze konflikty oraz powolny spadek formy sprawiły, że nasz bohater zmienił barwy klubowe. Od 2006r reprezentował niemiecko-włosko grupę Milram, gdzie już nie był liderem sprinterów a raczej pomocnikiem i dublerem Alessandro Petacchiego. Ten okres znakomicie pokazuje, jak profesjonalnym i wielkim sportowcem był Erik Zabel. Gdy było trzeba, chował swoją ambicję mistrza i rozprowadzał „Ale Jeta”. Doprowadził Włocha m.in. do zwycięstwa w Paryż – Tours, mogąc śmiało myśleć o własnym sukcesie. Gdy trzeba było, podczas kontuzji i zawieszenia Petacchiego, godnie go zastępował. Choć wygrywał zdecydowanie mniej, cały czas był liczącym się w stawce zawodnikiem, zarówno latem na szosie jak i zimą na torze – Zabel regularnie startował w sześciodniówkach odnosząc sporo sukcesów.
Latem 2007r, wraz ze swoimi dawnymi kolegami z grupy Team Telekom Zabel przyznał się do stosowania dopingu. Jak się później okazało, jego wizerunek na tym nie ucierpiał, tym bardziej, że Niemiec „sprytnie” przyznał się do dopingu w 1996r, czyli z czasów, gdy jeszcze nie testowano na obecność podanej z zewnątrz erytropoetyny. Swoją spowiedzią przysporzył natomiast kłopotów byłej grupie, z którą odnosił największe sukcesy. M.in. po tym fakcie T-Mobile wycofał się ze sponsorowania kolarstwa. Sam Zabel bez przeszkód kontynuował karierę w Milramie a po sezonie 2008 postanowił rozstać się z zawodowym uprawianiem sportu. Choć oficjalnie nie pożegnał się jeszcze z szosą, symbolicznie zakończył ściganie podczas mistrzostw świata w Varese wraz z innym „emerytem”, Paolo Bettinim. Trzeba przyznać, że „Ete” spędził w peletonie nieco więcej czasu. Urodzony w 1970r startował z zawodowcami nieprzerwanie od piętnastu lat.

FOTO: https://www.team-milram.com/

Podobne artykuły