Kasia Szczurek - wywiad

Drukuj

Katarzyna Szczurek, czołowa polska zawodniczka specjalizująca się w maratonach MTB. W latach 2003 2004 zwyciężyła w klasyfikacji generalnej kobiet cyklu maratonów G&G Promotion.

Katarzyna Szczurek, czołowa polska zawodniczka specjalizująca się w maratonach MTB. W latach 2003 – 2004 zwyciężyła w klasyfikacji generalnej kobiet cyklu maratonów G&G Promotion.W minionym sezonie jeździła w barwach Born Teamu. Nie miała sobie równych na długich dystansach a jej końcowy triumf był pewny praktycznie już w połowie sezonu. O tym, co sądzi o swoich startach, organizacji maratonów oraz sytuacji kobiet w peletonie przeczytacie w poniższym wywiadzie. Bikeworld.pl: Jak się czujesz rozpoczynając nowy sezon? Miniony był dla Ciebie bardzo udany, właściwie gdzie nie wystartowałaś, tam odnosiłaś sukces. Nie brak Ci przez to motywacji? Kasia Szczurek: Nie, nie straciłam motywacji, ponieważ mam świadomość, iż do moich sukcesów doszłam poprzez pracę, bez której nie osiągnęłabym takiej formy. Poza tym trenuję już prawie 6 lat i na razie nie wyobrażam sobie żeby się to miało zmienić i naprawdę lubię to robić.

bW:
W jaki sposób przygotowujesz się do maratonów? Ile czasu poświęcasz na trening?
K.S.:Czas mojego treningu jest uzależniony od fazy treningowej w której aktualnie się znajduje. Nie wdając się w szczegóły na trening poświęcam 1 do 5 godzin dziennie. W sezonie 2004 przejechałam około 10,5 tys. Kilometrów. Oprócz jazdy na rowerze biegam a wtedy trening jest znacznie krótszy. W zimie oprócz roweru i biegania raz w tygodniu staram się biegać na nartach (łyżwą). W sezonie startowym na około tydzień przed maratonem staram się zmniejszyć objętość treningu. Kilka dni przed startem stosuje trening na pętlach z ściśle określoną przerwą.

bW: Trenujesz pod okiem jakiegoś fachowca czy też może sama starasz się dążyć do jak najlepszej formy?
K.S.: Kolarstwa nie trenuję pod okiem fachowca. W treningu rowerowym wykorzystuje doświadczenie, które zdobyłam biegając wcześniej 4 lata na orientację. Plany treningowe biegowe rozpisuje mi mój były trener z biegów. A poza tym staram „wsłuchiwać” w swój organizm tak, żeby nie doprowadzić do przetrenowania lub nie trenować za mało.

bW: Czym zajmujesz się, poza jazdą na rowerze?
K.S.: Właśnie dostałam moją pierwszą pracę w Straży Miejskiej Miasta Krakowa. Na razie mam 3 miesiące szkolenia, po którym czeka mnie egzamin na Policji, jeśli go zdam, zostanę strażniczkiem. W między czasie czeka mnie jeszcze obrona pracy magisterskiej, ponieważ kończę właśnie studia na Akademii Ekonomicznej - specjalność gospodarka i administracja publiczna.

bW: Od kiedy ścigasz się na rowerze górskim? Wcześniej zajmowałaś się orienteeringiem, pomimo tego, że podczas zawodów z mapą i kompasem niejednokrotnie trzeba spędzić sporo czasu na trasie, to jednak do maratonów MTB temu jest daleko. Co skłoniło Cię do takiej zmiany?
K.S.: Na rowerze ścigam się drugi sezon. Wcześniej 5 sezonów zajmowałam się „orientacją” w każdym aspekcie znaczenia tej dyscypliny: bieg, jazda narciarska i jazda na rowerze na orientacje. Osiągałam sukcesy: do tytułu Mistrzyni Polski w sztafetowym biegu na orientacje w 2000 roku dołączyłam tytuły wielokrotnej Mistrzyni Polski w orientacji rowerowej i narciarskiej. Niestety nie prowadziło to do mojego sportowego rozwoju, owszem zostało stworzone coś takiego jak kadra narodowa w rowerowej jeździe na orientacje i nawet miałam w niej miejsce ale zrezygnowałam, ponieważ zawodnicy kadry sami muszą sobie po części finansować dojazdy i wpisowe na straty zagraniczne, brak jest również osoby która by prowadziła zawodników. Nie jest to kadra z prawdziwego zdarzenia która by mnie interesowała. Poza tym jazda w maratonach sprawia mi większą przyjemność, w orientacji nie mogłam do końca wykorzystać moich możliwości fizycznych, ponieważ często na trasie trzeba było jechać wolno i czytać mapę aby się nie zgubić dystanse też były krótkie - trudno było się naprawdę zmęczyć.

bW: W minionym sezonie drugi raz z rzędu wygrałaś klasyfikację generalną cyklu Bike Maraton. O ile w sezonie 2003 o końcowy sukces walczyłaś do ostatniego wyścigu, to w 2004 w zasadzie już po Polanicy wiadomo było, że ciężko będzie wydrzeć Ci zwycięstwo. Praktycznie nie miałaś konkurentek. Jak smakuje taki sukces?
K.S.: „Smakuje” bardzo dobrze jest tylko pozbawiony aspektu stresu. W 2004 jak już wspomniałeś było wszystko jasne po Polanicy, to w sezonie 2003 trwało do ostatniego momentu liczenie punktów i minut o które mogę ewentualnie przegrać w ostatnim etapie BM w Wałbrzychu. Jeśli chodzi o konkurentki to nie tylko cieszy mnie to, że zajmuję miejsce w czołówce ale również to, ile podczas zawodów dam z siebie - czy dobrze pojadę.

bW: Nie uważasz jednak, że swoje, prestiżowe skądinąd sukcesy osiągasz w pewnej mierze dzięki temu, że jesteś tak naprawdę jedyną liczącą się zawodniczką, która wybiera długie dystanse podczas cyklu BM? Jak myślisz, co powoduje, że się tak dzieje?
K.S.: Sądzę, że dzieje się tak dlatego iż liczące się zawodniczki zadowalają się zwycięstwami na krótkim dystansie. Poza tym uważam, iż moje cechy psychiczne i fizyczne predysponują mnie do wyboru długich dystansów - przez krótki okres mojej kariery zajmowałam się rajdami przygodowymi w których wysiłek, oczywiście umiarkowany ale wysiłek, trwał bardzo długo i to chyba przygotowało mnie do konkurencji w której jedzie się na rowerze, w moim przypadku nawet 6 godzin. Czasami się jednak zdarza, że kończąc pierwsze kółko (kiedy maraton zorganizowany jest na pętlach) prowadzę i spokojnie mogłabym jechać do mety wygrywając jednak tak nie robię ponieważ lubię długi wysiłek (ostatnie starty BM kiedy wszystko było jasne), bądź zależy mi na klasyfikacji generalnej. Planując start biorę również pod uwagę trening. Myślę, że do krótkiego dystansu trochę inaczej bym się przygotowywała. Sadzę, że część dziewczyn nie jeździ na długie dystanse bo nie mogą - po prostu nie mieszczą się w ustalonym limicie czasu wjazdu na 2 pętle, który czasami również mnie przeraża, równocześnie mobilizując do szybszej jazdy. Uważam iż osoby ustalające limity nie biorą pod uwagę dziewczyn, które spokojnie długi dystans by przejechały, tylko trochę wolniej ponieważ to wynika z natury kobiecej a nie z braku wytrenowania.

bW: Sytuacja kobiety na starcie maratonu w tłumie kilkuset naładowanych adrenaliną facetów nie jest zbyt różowa, tym bardziej, jeśli chce ona walczyć o dobrą lokatę. Jak sobie radzisz z brakiem uprzejmości, czasami kultury lub niebezpiecznymi zachowaniami innych zawodników?
K.S.: Nie, chyba nie jest aż tak źle. Owszem, przez parę pierwszych kilometrów po starcie trzeba uważać na siebie, najlepiej nie odwracać się pod żadnym pozorem do tyłu i jechać jak najszybciej, niekiedy trzeba „pokazać zęby” . Trzeba też uważać na potrącenia, ponieważ w przypadku kiedy znacznie większy zawodnik potrąca osobę mniejszą zwykle kończy się to upadkiem dla mniejszej - miałam taką sytuację podczas maratonu BM 2003 w Lubinie - zostałam lekko trącona na asfalcie przy znacznej prędkości - skończyło się to na szczęście tylko poobdzieranymi łokciami, kolanami i mnóstwem strachu. Wielu mężczyzn którzy mnie wyprzedzają zaraz po starcie są potem przeze mnie doganiani bo znacznie tracą tempo - jeżdżą trochę inaczej od dziewczyn, po starcie rozwijają dużo większe prędkości, zwykle nie osiągalne dla płci pięknej za to po kilkunastu kilometrach znacznie zwalniają. Jeśli chodzi o dobrą lokatę to przy wyścigu trwającym 5-6 godzin dla mnie strata kilku minut w wyniku wolniejszej jazdy spowodowanej nagłym wjazdem z asfaltu w teren znacznej ilości zawodników nie ma znaczenia, ponieważ później i tak się to nadrabiam - jest to chwila na złapanie oddechu po to, żeby móc wyprzedzać. Owszem sytuacja może się diametralnie zmienić w przypadku gdyby doszło do całkowitego „zakorkowania” trasy i stania w takim korku paru minut na szczęście nie byłam jeszcze nigdy w takiej sytuacji.

bW: Co mogłabyś poradzić kobietom, które zastanawiają się, czy wziąć udział w maratonie MTB?
K.S.: Mogę doradzić, żeby nie bały się startować, ponieważ ja też pierwszy raz kiedyś wystartowałam. Oprócz tego jak wcześniej wspomniałam nie odwracać się do tyłu, bo to nic nie daje lepiej żeby ten z tyłu uważał i żeby, jeśli startują po raz pierwszy postarały się jechać równym tempem oraz odpowiednio się „zaopatrzyły” na trasę w picie oraz żele lub batoniki bo czasami na punkty żywnościowe nie można liczyć. I jeśli któryś z panów trochę mniej kulturalnie zachowuje się na trasie po prostu nie zwracać uwagi

bW: Co sądzisz o pomyśle na pojawiające się na forach internetowych zorganizowanie konkursu na „Miss Bike Maratonu”?
K.S.: Wdziałam ten post na forum Bike Maratonu, myślę, że nie jest to zły pomysł pod takim warunkiem tylko żeby co poniektórzy wypowiadający się swoje często nie na miejscu uwagi pozostawili dla siebie. Można by również dla równowagi zrobić konkurs na mistera Bike Maratonu.

bW: Jakie są Twoje plany sportowe na nadchodzący sezon?
K.S.: Generalnie maratony. Chciałabym również spróbować sił w czterodniówce G&G i w Trans Carpati oraz w wyścigach szosowych i xc. Jednakże najbliższy start nie będzie startem rowerowym, tylko narciarskim: będzie to Bieg Piastów w Jakuszycach.

bW: Chciałabyś się zmierzyć z Katarzyną Marszałek, zawodniczką, która podobnie jak Ty Bike Maraton zdominowała Ligę bikeBoardu? K.S.: Kiedyś już z Kasią startowałam w maratonie. Było to w sezonie 2003 podczas BM w Świeradowie oraz dzień później podczas edycji maratonu BikeBoardu w Szczawnie. Kasia okazała się wtedy o wiele mocniejsza. W 2004 nie miałyśmy okazji się „spotkać”. Aktualnie jeśli chodzi o chęć zmierzenia się, to zupełnie nie odczuwam takiej, ważniejsze dla mnie jest myślenie o tym żeby być w jak najlepszej formie a nie o moich potencjalnych konkurentkach. Myślenie o przeciwniku wcale nie utrudnia mu sprawy za to ciebie może znacznie zdeprymować a to nie jest wskazane.

bW: Jak oceniasz organizację maratonów w naszym kraju? Które trasy należą do Twoich ulubionych?
K.S.:Cykl Bike Maraton oceniam na 5+ w sześciostopniowej skali. Dlaczego 5+ a nie 6, ponieważ nagrody mogły by być ciut lepsze ,ale jest to moje zdanie i inni mogą sądzić inaczej. Ktoś powie, że narzekam na nagrody, ale prawda jest taka, że lwią część nagród sprzedaję przeznaczając pieniądze na następny start lub uzupełnienie sprzętu (nie zawsze starcza). Jeśli chodzi o inne maratony w których brałam w 2004 to też nie było źle chyba, że zdarzyły się takie kwiatki jak totalny brak punktu żywieniowego na drugiej pętli bądź, co jest niedopuszczalne pogubienie się zawodników w wyniku przestawienia oznakowania przez „miejscowych”. Wtedy jest to wina organizatora który nie sprawdził trasy tuż przed startem bądź za małej liczby organizatorów na trasie. Moje ulubione trasy to Polanica, Jelenia Góra niestety w kalendarzu na 2005 nie znalazłam ich. Uogólniając lubię maratony w górach z długimi podjazdami ponad kilka kilometrów i zjazdami.

bW: Sama zajmujesz się swoim sprzętem, czy ktoś Ci w tym pomaga?
K.S.: Pomaga mi mój chłopak - Leszek który pracuje w serwisie rowerowym. Jednakże drobne rzeczy typu wymiana klocków hamulcowych robię sama, zdarza się, że próbuje zrobić coś czego nie umiem i psuję to, muszę wtedy prosić o pomoc Leszka

bW: Co najbardziej lubisz jeść? Gustujesz w typowo kolarskich potrawach?
K.S.: I tu pojawia się problem: zostałam obdarzona naprawdę dobrym apetytem – lubię większość potraw kuchni polskiej jak i włoskiej (pizza, spaghetti), dania z grila, nie gardzę również słodyczami jednakże aby utrzymać odpowiednią formę wagową znacznie się ograniczam.

bW: Czy chciałabyś kiedyś uprawiać sport zawodowo czy też wolisz, aby pasja była zawsze uzupełnieniem „normalnego” życia?
K.S.: Prawdę mówiąc kiedyś o tym myślałam, ale nigdy zawodowstwo nie wyszło poza sferę marzeń, po prostu nie było propozycji. W tej chwili uważam, że lepiej próbować łączyć pracę ze sportem, ponieważ kariera po kilkunastu latach skończy się i wtedy zajdzie konieczność powrotu do „normalnego” życia, co może nie okazać się takie proste bo nie każdy (a właściwie niewielu) sportowców odnosi sukcesy takie jak Robert Korzeniowski. Najbardziej odpowiadał by mi model „mieszany” to znaczy posiadanie takiego sponsora bądź bycie w takiej grupie kolarskiej która pokrywa koszty startów i sprzętu a utrzymywanie się z normalnej pracy - ale na razie jest to marzenie.

bW Dziękujemy za wywiad K.S.: Dziękuję Foto: Maciej Łuczycki, mat.własne

Obserwuj nas w Google News

Subskrybuj