Nagrodzony upór Pozzato. Niespodzianka w Hiszpanii. Sensacje we Francji. Powrót Boonena. Rabobank w Niderlandach. Neo-profi w Niemczech. Kolorowy Saxo Bank. W Rosji jak zwykle Iwanow. Dubeltowy Taaramae.
Zgodnie z odwieczną tradycją kolarstwa szosowego ostatnim ważnym sprawdzianem przed najważniejszą imprezą sezonu czyli Tour de France są rozgrywane w ostatnim tygodniu czerwca o tytuły mistrzowskie w niemal wszystkich krajach europejskich. Kulminacją kilkudniowych zmagań w różnych specjalnościach i kategoriach są oczywiście niedzielne wyścigi ze startu wspólnego przedstawicieli profesjonalnej elity. Wedle wizji organizatorów poszczególnych zawodów jedni ścigają się na płaskich trasach stworzonych dla górali, inni na pagórkowatych rundach stworzonych dla specjalistów od górzystych klasyków, zaś nieliczni na górskich trasach faworyzujących kolarzy naprawdę najwytrzymalszych. W większości krajów dochodzi też do starcia nielicznych rodzimych gwiazd startujących na co dzień za granicą z teoretycznie słabszymi krajowcami, których głównych atutem jest siła drużyny tym istotniejsza im trasa mniej selektywna. Co roku przy tej okazji dochodzi do niespodzianek czyli zwycięstw zawodników bez nazwiska znanego szerokiej publiczności, ale i nie brak przykładów potwierdzenia swej klasy przez asów światowego formatu. Prześledźmy w skrócie niedzielne wydarzenia na europejskich szosach i poznajmy zawodników, z których niektórzy już za tydzień wyrusza w narodowych trykotach na trasę „Wielkiej Pętli”.
Włosi ścigali się na 257-kilometrowej trasie wokół Imoli tzn. miasta, które w 1968 roku gościło uczestników Mistrzostw Świata. Około 50 kilometrów przed metą powstała 27-osobowa czołówka, w której było aż pięciu kolarzy Lampre-NGC. Pomimo tego na finiszu Filippo Pozzato z Katiuszy ubiegł Damiano Cunego, zaś brąz przypadł Luce Paoliniemu z Acqua e Sapone. Pozzato nareszcie dopiął swego, albowiem nie raz był już stawał na podium włoskiego czempionatu, lecz nigdy na najwyższym jego stopniu. Ten dziś 28-letni kolarz, już 2003 roku był drugi za Paolo Bettinim, w 2005 roku drugi za Enrico Gasparotto, zaś przed rokiem trzeci za swym „osobistym wrogiem” Filippo Simeonim i obrońcą tytułu z 2007 roku Giovanni Viscontim.
W Hiszpanii wygrał reprezentant maluczkich czyli Ruben Plaza z dziś portugalskiej ekipy Liberty Seguros. Ten świetny czasowiec, który w 2005 roku wygrał jedną z czasówke podczas Vuelta a Espana i następnie otarł się w tej specjalności o podium Mistrzostw Świata w Madrycie był już mistrzem Hiszpanii ze startu wspólnego w 2003 roku. Jak wielu kolarzy Kelme był zamieszany w aferę doktora Fuentesa i ostatecznie jak wielu jego rodaków skończył w ekipie trzeciej dywizji. Co ciekawe na trasie wokół Torrelavegi (rodzinnego miasta 3-krotnego świata Oscara Freire) wyprzedził innego „portugalskiego trzecioligowca” Costantino Zaballę z Paredes Rota dos Movens, zaś trzeci był Mikel Astarloza z Euskaltel. Dopiero czwarty był obrońca tytułu Alejandro Valverde z Caisse d’Epargne. Na uwagę zasługuje też pewne zwycięstwo Alberto Contadora nad Luisem Leonem Sanchezem i wspomnianym właśnie Plazą na trasie blisko 48-kilometrowej czasówki.
Do jeszcze bardziej niespodziewanego rozstrzygnięcia doszło po północnej stronie Pirenejów. Mistrzem Francji został kolarz o mistrzowskim nazwisku czyli Dimitrij Champion z trzecioligowej drużyny Bretagne-Schuller. Na finałowym wzniesieniu trasy wokół bretońskiego Saint-Brieuc zdołał on „urwać z koła” swych dwóch ostatnich rywali. Choć Anthony Geslin i Anthony Roux reprezentowali tą samą ekipę czyli Francaise des Jeux nie byli w stanie uporać się z Paryżaninem, który w latach 2005-2006 zdobywał już tytuły mistrza Francji młodzieżowców i amatorów. Na marginesie należy dodać, iż bez sensacji nie było się również podczas czwartkowej czasówki, w której góral rodem z MTB czyli Jean-Christophe Peraud pokonał zdecydowanego faworyta Sylvaina Chavanela z Quick Stepu.
Bywa, że najtrudniej być „prorokiem we własnym domu”. Doświadczył tego trapiony ostatnio kłopotami natury dyscyplinarnej Tom Boonen. Belg już jako niespełna 25-letni młokos sięgnął po tytuł mistrza świata w 2005 roku na ulicach Madrytu. Niemniej pomimo licznych zwycięstw w północnych klasykach i na sprinterskich finiszach etapów Tour de France na podobny sukces w krajowym czempionacie musiał czekać cztery lata dłużej. W końcu po trzecim miejscu w 2006 i drugim w 2007 roku przyszła jego kolej i choć zawsze groźny Philippe Gilbert z Silence-Lotto „wychodził ze skóry” to jednak kolarz Quick Stepu był najszybszy w gronie 16-osobowej czołówki. Trzecie miejsce zajął mało znany Kristof Goddaert z Topsport, który ubiegł utalentowanego Grega Van Avermaeta z Silence.
W Holandii prawdziwym specjalistą od krajowego czempionatu stał się w mijającej dekadzie „gregario” z Rabobanku Koos Moerenhout. Był on już mistrzem Niderlandów w 2007 roku oraz trzykrotnym wicemistrzem w latach 2000, 2004 i 2008. Na trasie wokół Heerlen-Landgraaf wygrał po raz drugi na finiszu ogrywając czterech rywali przy pomocy swych dwóch kolegów z drużyny Sebastiana Langevelda i Maartena Tjaallingi. W obliczu liczebnej przewagi kolarzy Rabobanku srebrnym i brązowym medalem musieli się zadowolić Kenny van Hummel ze Skil-Shimano i Joost van Leijen z Van Vliet-EBH.
Tymczasem w Niemczech faworyzowane teamy czyli Milram i Team Colombia musiały się obejść smakiem. Wyścig w Cottbus należał do „młodzieży”. Dwudziestodwuletni Martin Reimer z Cervelo pokonał o rok starszego Domenika Klemme z ekipy Saxo Banku. Obaj neo-profi wyprzedzili Rogera Kluge z malutkiego LKT Team Brandenburg. Tuż za podium finiszowali wielcy przegrani czyli Marcel Sieberg z Team Colombia i Fabian Wegmann z Milramu.
W Szwajcarii mała rewolucja: Rubens Bertogliati z Diquigiovanni zastąpił na tronie króla czasówek samego Fabiana Cancellarę z Saxo Banku. Sensacja? Nic z tych rzeczy. Po prostu znajdujący się w rewelacyjnej formie „Spartakus” postawił wszystkie karty na wyścig ze startu wspólnego i pewnie wygrał dystansując Mathiasa Franka i Thomasa Freia. Ekipa Bjarne Riisa mogłaby być najbardziej kolorową drużyną w peletonie 96. Tour de France, albowiem oprócz Cancellary tytuły mistrzowie na swych „podwórkach” wywalczyli też: Luksemburczyk Andy Schleck, Norweg Kurt-Asle Arvesen, Duńczyk Matti Breschel i Szwed Marcus Ljunqvist – niemniej dwaj ostatni nie znaleźli się w składzie tej ekipy na rozpoczynający już sobotę Tour. Podobnych zmartwień nie ma nowy-stary mistrz Rosji Siergiej Iwanow. Zawodnik Katiuszy wygrał swoje Mistrzostwa już po raz szósty w ostatnich dwunastu latach, więc na trasę „Wielkiej Pętli” po raz wtóry wyruszy w biało-niebiesko-czerwonych barwach. Z kolei Estończyk Rein Taaramae z Cofidisu wywalczył tytuły w obu specjalnościach, dzięki czemu podczas francuskiego Touru bodaj jako jedyny zawodnik będzie mógł jechać w narodowych barwach przez wszystkie 21 dni.
Mistrzowska niedziela
Podsumowanie Mistrzostw Krajowych
Nagrodzony upór Pozzato. Niespodzianka w Hiszpanii. Sensacje we Francji. Powrót Boonena. Rabobank w Niderlandach. Neo-profi w Niemczech. Kolorowy Saxo Bank. W Rosji jak zwykle Iwanow. Dubeltowy Taaramae.<br />