Tour po 4. etapie

Wypowiedzi i komentarze po 4. etapie Tour de France

Tony Martin (ETixx-Quick Step) po wielu próbach wreszcie założył maillot jaune Sirotti

Wspaniałym zwycięstwem Tonego Martina i ekipy Etixx-Quick Step zakończył się 4. etap Tour de France. Po popisie zespołowej jazdy Niemiec wygrał etap z metą w Cambrai i założył koszulkę lidera Wielkiej Pętli.

Martin wreszcie wykończył pracę swoich kolegów, którzy przez dwa poprzednie dni bezskutecznie próbowali wyprowadzić swojego lidera na czoło klasyfikacji generalnej, lecz zawsze brakowało mu sekundy, by na podium odebrać maillot jaune. Niemiec na etapie do Cambrai popisał się znakomitym atakiem na ostatnich trzech kilometrach, choć jeszcze kilkanaście kilometrów wcześniej musiał gonić czołową grupę po defekcie. „Szczerze mówiąc, to po defekcie i zmianie roweru myślałem tylko o dojechaniu do mety. Ale gdy znaleźliśmy się w czołowej grupie w końcówce etapu i nikt nie chciał pracować, pomyślałem, ze mogę zaatakować” – relacjonował przebieg etapu zwycięzca, „miałem jeszcze trochę siły i się udało. Ale nie wiem, jak to się stało, nie pamiętam wiele, po prostu instynktownie pedałowałem jak najmocniej” – dodał. Martin pochwalił również swoich kolegów z ekipy, którzy bardzo mocno pracowali na niego w trakcie etapu, a po wyścigu razem z Niemcem cieszyli się ze zwycięstwa. „W końcu się udało. Praca ekipy przez cały wyścig była niesamowita, a teraz mogłem się im odwdzięczyć” – stwierdził.  

Rzeczywiście, kolarze belgijskiej ekipy pokazali zespołową jazdę, dzięki czemu Martin mógł walczyć o zwycięstwo. „Przed ostatnim odcinkiem bruku miałem defekt, a nasz wóz techniczny utknął za peletonem. Matteo [Trentin] był obok i powiedział, żebym wziął jego rower” – mówił Martin, który potem na rowerze swojego kolegi minął linię mety. „Problemem było nieco wyżej ustawione siodło i hamulce ustawione na odwrót, dlatego musiałem bardzo skupić się na jeździe. Jechałem tylko po to, żeby dojechać, bo miałem w głowie jeszcze kilka innych etapów. Ale w końcówce nikt nie pracował, wszyscy patrzyli na siebie i zdecydowałem się ruszyć. Dziś miałem szczęście, którego zabrakło przez ostatnie dwa dni” – cieszył się Niemiec, „teraz cała presja z nas zeszła, jestem szczęśliwy i wdzięczny moim kolegom, że tak mocno na mnie pracowali cały czas” – zakończył.

Nie wszyscy mieli tyle szczęścia co Martin, gdy mieli defekt. Jeden z faworytów wyścigu, Thibaut Pinot (FDJ.fr) także miał defekt, ale na odcinku bruku. Francuz długo czekał na koło, a gdy pomoc zaoferował mu Mathieu Ladagnous, nie wziął roweru kolegi – „Nie chciałem brać roweru od Mathieu, bo jest 10 centymetrów wyższy ode mnie” – powiedział Francuz, który ostatecznie stracił kontakt z czołówką i na metę przyjechał ze sporą stratą, a po 4. etapie traci do lidera już 6.30 i jego marzenia o podium w Paryżu prysły.

Etap na brukach północnej Francji mógł też przynieść zmiany wśród faworytów wyścigu, jednak mimo kilku ataków, kandydaci do podium pojechali na remis. Najaktywniejszy z wielkiej czwórki faworytów był zdecydowanie Vincenzo Nibali (Astana), który rok wcześniej na podobnym etapie rozpoczął marsz po maillot jaune. Włoch wielokrotnie atakował, podkręcał tempo na odcinkach bruku, mocno naciągając grupę i sprawiając swoim rywalom nie raz problemy, ale ostatecznie nie był w stanie zgubić rywali, jak rok temu. Jego jazda mogła się jednak podobać, a już na pewno docenili ją organizatorzy, którzy uhonorowali kolarza Astany nagrodą dla najagresywniejszego kolarza etapu, czerwonym numerem startowym.

Tak łatwej przeprawy przez bruki nie miał inny z faworytów, Alberto Contador (Tinkoff-Saxo). Choć Hiszpan etap ukończył w grupie razem z rywalami, to jednak ostatnie 25 kilometrów nie były łatwe dla El Pistolero. Kolarz Tinkoff-Saxo uszkodził tylną obręcz na brukach i ta ocierała o hamulce, zwalniając go w decydujących momentach. „Miałem pewne problemy z obręczą w końcówce, ale gdybym zatrzymał się i zmieniał rower, mógłbym stracić jeszcze więcej czasu” – stwierdził Contador, który nie decydował się ponownie zmieniać roweru – wcześniej po pierwszym odcinku bruku on, jak i większość rywali, zmieniali roweru na te bardziej dostosowane do jazdy po kocich łbach, „dlatego muszę podziękować moim kolegom, którzy cały czas byli blisko mnie i mnie pilnowali do samego końca” – dodał. W klasyfikacji generalnej Contador zajmuje 8. miejsce ze stratą 48 sekund do lidera.

Podobne artykuły