Giro po 9. etapie

Wypowiedzi i komentarze po 9. etapie Giro d´Italia

Drukuj

Drugie zwycięstwo w tegorocznym wyścigu odniosła ekipa Katiuszy, której jeszcze niedawno mogło wcale nie być na Giro ditalia. Kolarze rosyjskiego zespołu udowadniają jednak, że decyzja CAS o przyznaniu licencji Pro Team była jak najbardziej słuszna.<br />

Drugie zwycięstwo w tegorocznym wyścigu odniosła ekipa Katiuszy, której jeszcze niedawno mogło wcale nie być na Giro d’italia. Kolarze rosyjskiego zespołu udowadniają jednak, że decyzja CAS o przyznaniu licencji Pro Team była jak najbardziej słuszna.

Katiusza jeszcze niedawno nie mogła być pewna występu w Giro, jak i innych najważniejszych wyścigach z kalendarza, gdyż początkowo UCI odmówiła jej przyznania licejci Pro Team. Kolarze rosyjskiego zespołu odnieśli już drugie zwycięstwo w tegorocznym Giro udowadniając, jak bardzo myliła się UCI. Po triumfie Luki Paoliniego na 3. etapie, dziewiątego dnia rywalizacji to Maxim Belkov jako pierwszy minął linię mety.

Młodzieżowy Mistrz Rosji w jeździe na czas z 2006 roku i Mistrz Europy z 2007 roku przyznał po etapie, że na czasówce specjalnie oszczędzał siły, by móc walczyć o zwycięstwo na kolejnym etapie – „lepiej pierwszym dziś, niż 20 wczoraj” – powiedział. Dodał jednak, że do końca nie mógł być pewien zwycięstwa etapowego, „nie wiedziałem, czy uda mi się wygrać. Zwłaszcza, że na ostatnich dwóch kilometrach miałem skurcze, a wiedziałem, że peleton jest już bardzo blisko” – przyznał, „wiedziałem, że muszę dać z siebie wszystko, bo ci goście za mną jadą bardzo szybko”, stwierdził 28-letni Rosjanin.

Po raz kolejny, gdy etap zapowiadał się jako teoretycznie spokojny, jeden z faworytów stracił cenne sekundy do rywali. Na ostatnim podjeździe z grupy faworytów odpadł Ryder Hesjedal (Garmin-Sharp), który ostatecznie stracił 66 sekund do grupki, w której finiszowali wszyscy jego najgroźniejsi rywale w walce o maglia rosa. „To nawet nie był zły dzień, tylko nieodpowiedni moment” – mówił o swoich kłopotach na podjeździe Kanadyjczyk, „moje nogi nie pracowały tak, jak trzeba, a na czele grupki kilkudziesięciu kolarzy ścigało się o klasyfikację generalną i zwycięstwo etapowe. Może jeszcze nie doszedłem do siebie po czasówce i te czynniki złożyły się na moją stratę” – powiedział Hesjedal, „ale mogło być gorzej, gdyby podjazd miał 10 kilometrów, nie miałbym już szans” – stwierdził.

Bradley Wiggins (Team Sky), ponownie miał problemy z utrzymaniem tempa czołówki na zjazdach, jednak tym razem zakończyło się jedynie na strachu i Brytyjczyk przyjechał na metę wraz z liderem, Vincenzo Nibalim (Astana). Wciąż traci jednak do Włocha 1.16 w klasyfikacji generalnej. Wiggins uważa, że strata ta, choć duża, nie jest nie do odrobienia. „Nibali jest do pokonania. Mimo iż jest w życiowej formie, to uważam, że można go pokonać, choć będzie to niezwykle ciężkie” – przyznał

Nibali, z kolei, uważa, że ta dwójka rywali – Wiggins i Hesjedal – wciąż jest groźna w klasyfikacji generalnej i żadnego z nich nie można lekceważyć – „wciąż są groźni, razem z Cadelem Evansem (BMC Racing) i Michele Scarponim (Lampre-Merida)” – stwierdził lider, „wyścig jest długi, przed nami wiele ciężkich etapów, a każdy może mieć zły dzień.

W klasyfikacji generalnej Nibali prowadzi z przewagą 29 sekund nad Wigginsem i 1.15 nad Robertem Gesinkiem (Blanco Pro Team). Czwarty jest Wiggins, który traci 1.16, a piąty Scarponi, ze stratą 1.24. 8. miejsce, ze stratą 2.44, zajmuje Przemysław Niemiec (Lampre-Merida), a Hesjedal jest 11., ze stratą 3.11.

Fot.: Sirotti

Obserwuj nas w Google News

Subskrybuj