Przełaj, cyclocross, CX – za co go kochamy?

Niels Albert (BKCP Powerplus) nadaje tempo w czołowej grupie. Tuż obok mistrza świata elity biegnie Enrico Franzoi (Selle Italia-Guerciotti-Elite). Fot.: Łukasz Szrubkowski

Cyclocross, przełaj, CX – jak zwał, tak zwał. Postanowiliśmy zgłębić jedną z najbardziej widowiskowych odmian kolarstwa, bo chociaż coraz więcej osób ją kocha, to wciąż wielu nie rozumie fenomenu błotnego ścigania.

Definicja

Jak wyglądałaby podręcznikowa definicja kolarstwa przełajowego? Cyclocross to jedna z odmian kolarstwa i co ciekawe jest dyscypliną zimową – sezon przełajowy trwa tak naprawdę od września do lutego, ale jego szczyt przypada właśnie na miesiące zimowe. Przełajowcy, podobnie jak kolarze w Cross Country, rywalizują na rundach w terenie, jednak w przeciwieństwie do nich nie mają z góry ustalonej ilości okrążeń, bo wyścig trwa około godziny (w przypadku elity mężczyzn). W cyclocrossie używa się rzecz jasna rowerów przełajowych, które budową zbliżone są do szosówek – mają 28-calowe koła, sztywny widelec i kierownice typu baranek. Różnice widać natomiast w stosowanym ogumieniu – opony lub szytki z bieżnikiem o szerokości około 32 - 33 mm (maksymalna szerokość dopuszczona przez UCI to 33 mm), inna geometria roweru, większe prześwity w widełkach tylnych i przednich oraz hamulce – tradycyjne cantilevery lub tarczówki. Charakterystyczną cechą tras przełajowych jest bardzo duża ilość błota oraz zróżnicowana nawierzchnia, na której często spotykane są odcinki z grząskim piachem, który często uniemożliwia jazdę. Na trasach znajdują się także przeszkody sztuczne, przez które kolarze muszą przeskakiwać oraz schody, po których zawodnicy wbiegają, niosąc rower w rękach lub na plecach. Cyclocross największą popularnością cieszy się w Belgii, gdzie uznaje się go za sport narodowy i skąd wywodzą się też najbardziej utytułowani specjaliści tej dyscypliny.

 

 
 

 

A co w sercu?

Przełaj to jednak nie suche fakty, to przede wszystkim emocje i widowisko, których fenomen ciężko zmieścić w jednym akapicie. Z tego też powodu tworzymy ten tekst, starając się uchwycić wszystko to, dlaczego coraz więcej osób jesienią i zimą traci głowę dla przełaju.

Emocje, dynamika, widowisko

To że cyclocross jest najbardziej widowiskową odmianą kolarstwa (nie mamy tutaj na myśli ekstremalnych odmian, jak DH czy Freeride), nie jest teorią wyssaną z palca. Krótki czas trwania wyścigu sprawia, że zazwyczaj zawodnicy jadą w przysłowiowego „trupa” przez pełne 60 minut. Ustawianie na mecie (po groźnych minach poznasz prawdziwych "spalaczy"), skupienie, start i pełen piec!

 

 

A co na trasie? Są prawdziwe dramaty i chwile chwały, ale po kolei. W cyclocrossie, tak samo jak w kolarstwie górskim, kluczowa jest nie tylko moc fizyczna, ale i technika. Warto pamiętać, że trasa przełajowa różni się od tej w cross country. W przełaju zawodników czekają krótkie, dynamiczne podjazdy, zróżnicowana nawierzchnia – błoto, trawa, głęboki piach oraz momentami asfalt, bardzo dużo ciasnych zakrętów (często 180-stopniowych) oraz to, co kibice kochają najbardziej – sztuczne przeszkody, przez które zawodnicy przeskakują z rowerem w ręce lub po prostu robiąc bunny hopa, co niejednokrotnie prowadzi do efektownych upadków. Charakterystyczne są podbiegi pod górę lub schody z rowerem na plecach, elementy wypięcia, zeskoczenia i późniejszego wskoczenia na rower, rozkręcanie tempa od zera... To wszystko składa się na piekielną dynamikę takiego ścigania.

 
 

 

Element „show” stanowią też problemy ze sprzętem, który w ekstremalnych warunkach poddawany jest ogromnej próbie – kluczowy jest odpowiedni dobór ogumienia. Zawodowcy chętnie korzystają także z możliwości zmiany roweru w boksach technicznych w przypadkach, kiedy przytrafi się im defekt lub ich napęd i rama zbierze pokaźną ilość błota i piachu.

 

 

No i oczywiście sama forma ścigania – rywalizacja na krótkiej rundzie (około 3 km) pozwala kibicom wygodnie oglądać swoich bohaterów w akcji na żywo!

(czytaj dalej)
comments powered by Disqus

Podobne artykuły