Nie inaczej było w niewielkim, podwarszawskim mieście – Legionowie, gdzie w minioną niedzielę wystartowała pierwsza edycja cyklu PolandBike Marathon. Pod naporem nieustannie napływającej fali osób chcących wziąć udział w wyścigu, Organizator zdecydował się otworzyć grodzie i opóźnił start o godzinę. Po raz wtóry w okolicy dało się słyszeć szum opon, oraz brzdękanie łańcuchów rozgrzewających się zawodników.
Złe pierwsze wrażenie zatarła jednak dobrze ułożona i oznakowana (choć z drobnym wyjątkiem) trasa.
Jacek Rządca, 13 m. w Open Max (55 km.): „Jestem w szoku, że tyle można było wyciągnąć z Legionowa. Dużo singli po wydmach między drzewami i krótkich podjazdów. Cała masa „nawrotek” i zakrętów, piachu niewiele. 99% poprowadzono w terenie”.
Szczególnie na początku główny atut – ścieżki, bywał wadą podczas konfrontacji z resztą kolarzy.
Jacek: „Ruszyłem z 3-ego sektora i ciężko było mi wyprzedzać zwłaszcza, że w lesie nie pootwierano szlabanów. A przed samą metą ktoś zdjął strzałki”.
Z pierwszego sektora wystartowało kilku mocnych, liczących się w okolicy zawodników i to oni byli faworytami tej rywalizacji. Częste zmiany tempa, umiejętność ucieczki grupie, jak i jazdy na kole, szczególnie przydatna na rubieżach Mazowsza, decydowały o roszadach. Na tej trasie szybkość ostrego trzasku gripów i miękkiego dźwięku cyngli bywały wyznacznikiem tego, czy utrzymasz się w kolarskim pociągu. Idealnie sprawdził się tu lekki hardtail, z twardo napompowanym widelcem.
Co ważne dla wielu, postawiono na rodzinny charakter wyściu i zadbano o najmłodszych.
Jacek: „Impreza była szczególnie udana na tych, którzy jeżdżą z dziećmi. Moja Magda ścigała się w Mini Cross-ie, bawiła na huśtawce, zjadła rurkę z kremem. Miła ucieczka od codziennego zgiełku miasta”.
Równie zacięta walka przebiegała na 28-mio km. trasie Mini. Sprinterski dystans i zawodnicy z tuningowanym po zimie sprzętem, to jak zawsze wybuchowa mieszanka.
Michał „Atlas” Dobrzyński, 4 m. w Open Mini: „Organizacja w miasteczku na wysokim poziomie, atmosfera również przyjazna. Forma zawodników jak w szczycie sezonu, ale to zasługa naszej zimy”.
Początek trasy to raczej szybkie, ubite dukty od czasu do czasu witające charakterystycznym na Mazowszu piaskiem, oraz korzeniami. Choć drogi lawirowały w różnym kierunku, przez pierwsze kilometry prędkość czołówki nie spadała poniżej 35 km/h.
Michał: „Na 10-tym km. zaczęło się prawdziwe XC mazowieckie i tu miała miejsce pierwsza selekcja. Jedni „gotowali się” naturalnie, inni przez przeszkody. Droga była kręta i pagórkowata, więc o jeździe w siodle można było zapomnieć. Przetasowania w czołówce prawie znikome”.
Chwilę później dało się złapać oddech na płaskich, ubitych drogach. Jednak na sam koniec dobrze było zachować jeszcze nieco sił i starać się kontrolować sytuację.
Michał: „Ostatni kilometr to bajka, gdyż wjechaliśmy w kręty, techniczny odcinek bez możliwości wyprzedzania. Finalne 100 m. to sprint szosą do mety”.
Wyniki
Max:
1. Piotr Truszczyński Warszawa 02:06:19
2. Daniel Pepla MBike Retro Team 02:06:49
3. Grzegorz Maleszka Dachland Olsztyn 02:06:49
…
1. Urszula Luboińska BDC Retro MTB Team 02:23:21
2. Krystyna Żyżyńska MYBIKE.PL 02:28:32
3. Katarzyna Ebert Ośka Warszawa 02:31:51
Mini:
1. Jacek Tomczak BLU Cersanit Team Refleks 01:06:01
2. Piotr Abramczyk WKK 01:06:56
3. Tomasz Jurkowski Warszawa 01:07:04
…
1. Sława Staszczak Kwiatkówek 01:24:09
2. Magdalena Chmielewska WKK 01:24:41
3. Patrycja Świerczyńska LKK START Tomaszów Mazowiecki 01:26:08
Fan:
1. Dawid Bojarczak Ergo Team Metal-Fach 00:17:12
2. Mateusz Jakubiuk Międzyrzec Podlaski 00:17:57
3. Konrad Czabok WKK 00:18:05
…
1. Aleksandra Lach UKK BDC Huragan Wołomin 00:19:52
2. Wiktoria Janicka SK Bank Team 00:21:19
3. Weronika Janikowska Sante – BSA Pro Tour 00:21:35