Kellysa traktowałem wieloma rodzajami asfaltu: od tego, który wszyscy kochamy, po którym opony biegną jak po lodzie, prawie nie odczuwając tarcia, przez asfalty zastępcze, aż po tymczasowe dziury mieszane z łatami. No i oczywiście bruki – one pozwoliły najlepiej zapoznać się z właściwościami tłumiącymi zestawu rama-widelec-siodło, które uzupełnione o żelowe rękawiczki pozwalają na całkiem komfortową jazdę po klinkierze i asfalcie nie pozbawionym szczelin. Oczywiście dłuższa jazda w takich warunkach mocno męczy ręce, ale panaceum na tę dolegliwość to tylko miękki full.
Serdeczne podziękowania dla firmy Kellys za udostępnienie sprzętu do testów.

Brukowe nawierzchnie pozwoliły również na przetestowanie jakości i trwałości kół, kilkukrotnie wpadałem z dużą prędkością na odcinki brukowe, z duszą na ramieniu, że jutro serwis będzie miał co centrować. I mile się dziwiłem. Ani takie wyczyny, ani częste w aglomeracji śląskiej przejazdy kolejowe i tramwajowe nie spowodowały najmniejszych odkształceń obręczy. Raz jedynie udało mi się na przejeździe tramwajowym złapać “snejka”. Obręcze Kellysa to trwały sprzęt.
Jeszcze kilka słów o kierownicy. W pierwszej części pisałem o dziwnym trzeszczeniu. Okazało się, że reset czyli rozkręcenie i skręcenie wyeliminowało wszystkie niedomogi. Podczas jazdy na stojąco i sprintów nie jest to z pewnością najstabilniejszy kokpit ale tu się jeździ, a nie lata. Szerokość dobrano prawidłowo, choć jak się domyślam każdy ma swoje gusta i rozmiary więc wielu z was zapewne wymieniłoby produkt Kalloya na coś bardziej kultowego. Mnie wygięcie i pozycja jaką mogą zajmować dłonie pasowały. O dziwo o wiele wygodniej jeździ się w cienkich rękawiczkach niż grubszych, żelowych padach. Ręce mogą znaleźć co najmniej 6 wygodnych pozycji, co pozwala na uniknięcie przykrych dolegliwości nadgarstków.
Do ramy nie mam zastrzeżeń. Lakier trzyma się świetnie, pochłanianie drgań bardzo dobre, sztywność zadowalająca, może powinna być jednak trochę krótsza. Ja do roweru zamontowałem dłuższą sztycę gdyż firmował nie pozwalała na dostatecznie dalekie wyciągnięcie siodła – a jest to najmniejszy rozmiar (520).
Osprzęt w wydaniu grupy 105 nie sprawił niespodzianek. Wszystko chodzi jak stara dobra maszyna do szycie Siegera – karmiony czerwonym finish line gładko przełyka wszystkie ustawienia łańcucha, blat wchodzi z gracją. Żadnego przeskakiwania, problemów z regulacją. Po pierwszym tysiącu nie widać śladów zużycia koronek, ani nadmiernego rozciągnięcia łańcucha. O napędzie się po prostu nie pamięta, wystarczy instynktownie odchylać klamki i mocniej pedałować. Żadnej filozofii. Skoro już jesteśmy przy manetkach: kalamkomanetki 105 to wzorcowy produkt, po przyzwyczajeniu się do kierunku wrzucania i zrzucania przełożeń obsługuje się je idealnie. Z dwóch pozycji obsługi znacznie wygodniejszy jest chwyt górny, który pozwala pewniej wrzucić blat niż majstrowanie tylko lewym palcem wskazującym. Z przyzwyczajenia szukałem przy nich śrub baryłkowych jednak producent stwierdził chyba, że te kilka gramów to zbyt wysoki koszt takiego przywileju swobodnej regulacji naciągu linki hamulca. A skoro dotarliśmy już do spowalniaczy, to kilka słów o nich. Jak na hamulce szczękowe posiadają bardzo dobrą modulację, rzecz jasna podczas mżawki punkt blokowania koła zaczyna wędrować ale nadal użytkownik panuje nad rowerem, a nie na odwrót. Przy oponach o szerokości 23mm modulacja hamowania jest sprawą kluczową, gdyż poślizg koła prowadzi do o wiele surowszych konsekwencji niż zablokowanie koła na oponie 2.3” czy 1.95”.Regulacja hamulca jest banalnie prosta, a do zdjęcia koła nie trzeba wypinać linki – wystarczy przekręcić dzwignię naciągu linki i szczęki rozchylają się; podobny manewr można zastosować przy rozcentrowaniu obręczy (nie miałem okazji).Całości obrazu dopełniają części łożyskowane. Ani stery, ani suport ani piasty nie sprawiły absolutnie żadnych kłopotów. Pomimo braku gumowych osłon łożysk piast, normalna jazda po szosie nie wpływa na stan smaru wewnątrz piast – stosowane uszczelnienie jest wystarczające na warunki, które daleko odbiegają od tych podczas Danielek.
Wszystkie łożyska toczą się idealnie i można stwierdzić, ze dopiero rozgrzały się przed dziesiątkami tysięcy kilometrów które je jeszcze w życiu czekają.
Pozytywów było podejrzanie wiele, więc pora na oczekiwane utyskiwania. W moim wypadku będą dotyczyć dołączonych w komplecie pedałów. W góralu mam shimanowskie 545 więc mała powierzchnia styku pedału z butem (SIDI Bullet) stanowi dla mnie wyczuwalna różnice, po kilku godzinach w trasie, da się wyczuć sztywnienie stopy. I to pomimo jazdy w butach ze sztywna podeszwą. Po pierwszych kilometrach zatrzaski złapały niewielki luz roboczy, który się nie powiększa. Choć w obu łożyska są poprawnie skręcone i czyste, lewy kręci się żwawo, a prawy można ustawić poziomo co dla mnie osobiście jest ogromną zaletą. Nie ma problemu z próbami odwrócenia butem pedału i wpięcia się. Na światłach próba szybkiego obrócenia pedału i wpięcia się to nie jest miłe przeżycie...Jednak gdyby producent nie zaoferował żadnych pedałów pewnie również zamontował bym coś kompatybilnego z SPD, pozwalającego na jazdę w tych samych butach co na góralu, a tym samym zostawiające około 400pln w mojej kieszeni.
Drugim minusikiem jest wykonanie lakieru – w miejscach stuku osi z hakami lakier nie ociera się ale odchodzi płatkami odsłaniając aluminium. Kells’y musi pomyśleć nad ulepszeniem metody nakładania farby.
Spędzone dotychczas na szosie kilometry wspominam mile, niedoścignionym jest uczucie pędzenia z wiatrem po gładkiej tafli nowych dróg, zjazdy dosłownie wyciskają łzy z nieosłoniętych oczu. Mimo wszystko jazdy Kellysem najlepiej popamiętał chyba mój kark, który każdą przesiadkę na górala wita z ulgą. Nie do pogodzenia jest podziwianie widoków z wygodnym pochyleniem głowy, co gorsza polskie drogi zmuszają do wybiegania wzrokiem daleko wprzód, w poszukiwaniu nagłych czarnych dziur, uskoków i tym podobnych niespodzianek.
Reasumując, przy moim stylu jazdy rower ten wytrzyma jeszcze wiele tysięcy kilometrów. Prawdziwy test prawdy pojawi się więc gdy licznik wskaże 5000km. Wtedy przekonamy się jak wykonano bieżnie piast i ile warta jest korba oraz kaseta.
Pierwszą część testu znajdziecie TUTAJ.