Trening czyni mistrza! (częśc 19)

Drukuj

<a href="/multimedia/foto/medium/8_440_24_06_03.jpg" target=_blank><img src="/multimedia/foto/medium/8_440_24_06_03.jpg" border=0 align=left vspace=5 hspace=5></a> Od ostatniego opisu moich przygotowań minęło już sporo czasu. Ostatni raz pisałem na kilka dni przed krakowskim maratonem, który okazał się być, pomimo dwóch przebitych dętek pełnym sukcesem: 5 miejsce na dystansie 63km przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Co najbardziej mnie jednak cieszy to fakt, że udało mi się praktycznie co do dnia trafić z formą, uzyskać tzw. szczyt formy. Jest to dla mnie tym ważniejsze, że ten sezon to jednak ciągłe zbieranie doświadczeń a tak udany start, w którym właściwie wszystko było dograne tak jak trzeba może być dla mnie wzorcem na kolejną taką okazję.<br><br>Przed maratonem postanowiłem zastosować pewien rodzaj diety (podziękowania dla tompoza :), która trwa około 10 dni i służy zgromadzeniu jak największej ilości świeżego glikogenu w mięśniach. W tym celu w pierwszym okresie trwania diety ogranicza się spożywanie węglowodanów i przeprowadza mocne treningi. W moim przypadku tym najmocniejszym treningiem na tydzień przed głównym startem były zawody xc. Należy wtedy ograniczyć jedzenie makaronów, ryżu, ziemniaków, pieczywa kosztem produktów zawierających białko (np. nabiał) ma to na celu wypłukanie z organizmu resztek glikogenu. W jego miejsce, przez 4 ostatnie dni przed startem gromadzimy świeży glikogen w postaci spożywanych w dużych ilościach węglowodanów, czyli generalnie jemy wszystko, czego nie jedliśmy w poprzednie dni a także dużo owoców, miodu itp. Do tego należy dużo pić

Od ostatniego opisu moich przygotowań minęło już sporo czasu. Ostatni raz pisałem na kilka dni przed krakowskim maratonem, który okazał się być, pomimo dwóch przebitych dętek pełnym sukcesem: 5 miejsce na dystansie 63km przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Co najbardziej mnie jednak cieszy to fakt, że udało mi się praktycznie co do dnia trafić z formą, uzyskać tzw. szczyt formy. Jest to dla mnie tym ważniejsze, że ten sezon to jednak ciągłe zbieranie doświadczeń a tak udany start, w którym właściwie wszystko było dograne tak jak trzeba może być dla mnie wzorcem na kolejną taką okazję.

Przed maratonem postanowiłem zastosować pewien rodzaj diety (podziękowania dla tompoza :), która trwa około 10 dni i służy zgromadzeniu jak największej ilości świeżego glikogenu w mięśniach. W tym celu w pierwszym okresie trwania diety ogranicza się spożywanie węglowodanów i przeprowadza mocne treningi. W moim przypadku tym najmocniejszym treningiem na tydzień przed głównym startem były zawody xc. Należy wtedy ograniczyć jedzenie makaronów, ryżu, ziemniaków, pieczywa kosztem produktów zawierających białko (np. nabiał) – ma to na celu „wypłukanie” z organizmu resztek glikogenu. W jego miejsce, przez 4 ostatnie dni przed startem gromadzimy „świeży” glikogen w postaci spożywanych w dużych ilościach węglowodanów, czyli generalnie jemy wszystko, czego nie jedliśmy w poprzednie dni a także dużo owoców, miodu itp. Do tego należy dużo pić.

Z powodu intensywnych treningów w okresie nie spożywania węglowodanów powinno wystąpić pewne osłabienie. W moim przypadku wystąpiło ono we czwartek. W piątek wszystko było już jak najbardziej w porządku i wyraźnie czułem, ze zbieram siły.

W dzień startu na śniadanie zjadłem 3 bułki kajzerki, które uprzednio wydrążyłem a „miąższ” wymieszałem z dżemem i bananem. Na około godzinę przed startem zjadłem 2 batony energetyczne Maxim i dużo piłem. W czasie wyścigu zużyłem 4 bidony, w których miałem wodę z glukozą i cytryną a także 3 żele energetyczne Maxim. To wszystko, połączone ze wspomnianą dietą i niezłym przygotowaniem kondycyjnym sprawiło, że podczas wyścigu nie wystąpiły u mnie najmniejsze oznaki osłabienia – miałem siłę aby do samego końca mocno kręcić (a zważywszy na fakt, ze od połowy dystansu bardzo mocno,

w zasadzie bez żadnego kalkulowania i rozkładania sił, goniłem po pierwszym defekcie, osłabienie mogło nadejść).

Przed samym startem nie zrobiłem typowej rozgrzewki – ponieważ chciałem sobie zapewnić jak najlepsze miejsce na starcie zdecydowałem się tylko na rozciąganie i nasmarowanie spora porcją maści rozgrzewającej – na 20 minut przed startem zdjąłem długie ubranie.

W miarę możliwości będę się starał powtórzyć te wszystkie elementy przed maratonem Szklarskiej Porębie, który to potraktuję jako najważniejszy start w drugiej części sezonu.

Dlatego też właśnie rozpoczynam przygotowania, aby jak najlepiej wystartować w tym najstarszym i chyb najbardziej prestiżowym maratonie w Polsce.

Aby to osiągnąć postanowiłem 2 tygodnie po przygotowaniach do startu i po samym maratonie krakowskim nieco odpuścić – jeździłem 3 razy w tygodniu średnim tempem, głównie po szosie (w moim przypadku nic nie wpływa tak stabilizująco/wypoczynkowo jak właśnie luźne przejażdżki po szosie).

Od zeszłej niedzieli rozpocząłem natomiast szereg żwawszych treningów szosowych.

I tak: w niedzielę ~55km ze średnią około 28.

Poniedziałek, aby z powrotem wejść w rytm przygotowań zrobiłem wolny.

We wtorek, w miejsce interwału jazda po szosie, 60km ze średnią 29km/h, ale za to z czterema bardzo stromymi, jak na lokalne warunki podjazdami o długości oscylującej w okolicach 1,5km każdy, następujące praktycznie jeden po drugim. Do tego doszedł wiatr :-)

We środę, z racji niepewnej pogody i nadzwyczaj silnego wiatru (chyb najsilniejszego w tym roku!!) tylko 40 km, ze średnią 27.

We czwartek dłuższa i żwawsza przejażdżka – 90km ze średnią 30km/h w terenie lekko pagórkowatym.

W piątek z powodu niepewnej pogody (a i zmęczenia po wtorku i czwartku, które było już wyraźnie odczuwalne) raptem 25 km, które udało się zrobić między jedną a drugą ulewą.

W sobotę 45 km (znów bardzo silny wiatr) ze średnią 27 – raczej po płaskim.

W niedzielę 90 km w podkrakowskich dolinkach w nieco większym gronie tempem „wycieczkowym”.

W najbliższą niedzielę planuję start w wyścigu cyklu Euroligi Tatry, który ma się odbyć w Czorsztynie a ma mieć rangę Mistrzostw Małopolski. Zapewne w związku z tym trasa będzie odpowiednio trudna a obsada bardzo mocna. Dlatego jadę tam głównie z nastawieniem dobrej zabawy (bardzo lubię takie klasyczne „górskie” trasy) i solidnego treningu – na jakiekolwiek lepsze miejsce raczej nie ma co liczyć.


Foto: Jacek Szalewski


- Trening czyni mistrza! (część 18 - 31.05.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 17 - 20.05.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 16 - 12.05.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 15 - 05.05.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 14 - 28.04.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 13 - 21.04.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 12 - 14.04.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 11 - 07.04.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 10 - 30.03.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 9 - 24.03.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 8 - 16.03.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 7 - 09.03.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 6 - 02.03.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 5 - 24.02.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 4 - 10.02.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 3 - 31.01.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 2 - 23.01.2003)
- Trening czyni mistrza! (wstęp - 9.01.2003)

Obserwuj nas w Google News

Subskrybuj