Od ostatniego opisu moich przygotowań minęło już sporo czasu. Ostatni raz pisałem na kilka dni przed krakowskim maratonem, który okazał się być, pomimo dwóch przebitych dętek pełnym sukcesem: 5 miejsce na dystansie 63km przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Co najbardziej mnie jednak cieszy to fakt, że udało mi się praktycznie co do dnia trafić z formą, uzyskać tzw. szczyt formy. Jest to dla mnie tym ważniejsze, że ten sezon to jednak ciągłe zbieranie doświadczeń a tak udany start, w którym właściwie wszystko było dograne tak jak trzeba może być dla mnie wzorcem na kolejną taką okazję.Przed maratonem postanowiłem zastosować pewien rodzaj diety (podziękowania dla tompoza :), która trwa około 10 dni i służy zgromadzeniu jak największej ilości świeżego glikogenu w mięśniach. W tym celu w pierwszym okresie trwania diety ogranicza się spożywanie węglowodanów i przeprowadza mocne treningi. W moim przypadku tym najmocniejszym treningiem na tydzień przed głównym startem były zawody xc. Należy wtedy ograniczyć jedzenie makaronów, ryżu, ziemniaków, pieczywa kosztem produktów zawierających białko (np. nabiał) – ma to na celu „wypłukanie” z organizmu resztek glikogenu. W jego miejsce, przez 4 ostatnie dni przed startem gromadzimy „świeży” glikogen w postaci spożywanych w dużych ilościach węglowodanów, czyli generalnie jemy wszystko, czego nie jedliśmy w poprzednie dni a także dużo owoców, miodu itp. Do tego należy dużo pić.
Z powodu intensywnych treningów w okresie nie spożywania węglowodanów powinno wystąpić pewne osłabienie. W moim przypadku wystąpiło ono we czwartek. W piątek wszystko było już jak najbardziej w porządku i wyraźnie czułem, ze zbieram siły.
W dzień startu na śniadanie zjadłem 3 bułki kajzerki, które uprzednio wydrążyłem a „miąższ” wymieszałem z dżemem i bananem. Na około godzinę przed startem zjadłem 2 batony energetyczne Maxim i dużo piłem. W czasie wyścigu zużyłem 4 bidony, w których miałem wodę z glukozą i cytryną a także 3 żele energetyczne Maxim. To wszystko, połączone ze wspomnianą dietą i niezłym przygotowaniem kondycyjnym sprawiło, że podczas wyścigu nie wystąpiły u mnie najmniejsze oznaki osłabienia – miałem siłę aby do samego końca mocno kręcić (a zważywszy na fakt, ze od połowy dystansu bardzo mocno,
w zasadzie bez żadnego kalkulowania i rozkładania sił, goniłem po pierwszym defekcie, osłabienie mogło nadejść).
Przed samym startem nie zrobiłem typowej rozgrzewki – ponieważ chciałem sobie zapewnić jak najlepsze miejsce na starcie zdecydowałem się tylko na rozciąganie i nasmarowanie spora porcją maści rozgrzewającej – na 20 minut przed startem zdjąłem długie ubranie.
W miarę możliwości będę się starał powtórzyć te wszystkie elementy przed maratonem Szklarskiej Porębie, który to potraktuję jako najważniejszy start w drugiej części sezonu.
Dlatego też właśnie rozpoczynam przygotowania, aby jak najlepiej wystartować w tym najstarszym i chyb najbardziej prestiżowym maratonie w Polsce.
Aby to osiągnąć postanowiłem 2 tygodnie po przygotowaniach do startu i po samym maratonie krakowskim nieco odpuścić – jeździłem 3 razy w tygodniu średnim tempem, głównie po szosie (w moim przypadku nic nie wpływa tak stabilizująco/wypoczynkowo jak właśnie luźne przejażdżki po szosie).
Od zeszłej niedzieli rozpocząłem natomiast szereg żwawszych treningów szosowych.
I tak: w niedzielę ~55km ze średnią około 28.
Poniedziałek, aby z powrotem wejść w rytm przygotowań zrobiłem wolny.
We wtorek, w miejsce interwału jazda po szosie, 60km ze średnią 29km/h, ale za to z czterema bardzo stromymi, jak na lokalne warunki podjazdami o długości oscylującej w okolicach 1,5km każdy, następujące praktycznie jeden po drugim. Do tego doszedł wiatr :-)
We środę, z racji niepewnej pogody i nadzwyczaj silnego wiatru (chyb najsilniejszego w tym roku!!) tylko 40 km, ze średnią 27.
We czwartek dłuższa i żwawsza przejażdżka – 90km ze średnią 30km/h w terenie lekko pagórkowatym.
W piątek z powodu niepewnej pogody (a i zmęczenia po wtorku i czwartku, które było już wyraźnie odczuwalne) raptem 25 km, które udało się zrobić między jedną a drugą ulewą.
W sobotę 45 km (znów bardzo silny wiatr) ze średnią 27 – raczej po płaskim.
W niedzielę 90 km w podkrakowskich dolinkach w nieco większym gronie tempem „wycieczkowym”.
W najbliższą niedzielę planuję start w wyścigu cyklu Euroligi Tatry, który ma się odbyć w Czorsztynie a ma mieć rangę Mistrzostw Małopolski. Zapewne w związku z tym trasa będzie odpowiednio trudna a obsada bardzo mocna. Dlatego jadę tam głównie z nastawieniem dobrej zabawy (bardzo lubię takie klasyczne „górskie” trasy) i solidnego treningu – na jakiekolwiek lepsze miejsce raczej nie ma co liczyć.
Foto: Jacek Szalewski
- Trening czyni mistrza! (część 18 - 31.05.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 17 - 20.05.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 16 - 12.05.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 15 - 05.05.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 14 - 28.04.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 13 - 21.04.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 12 - 14.04.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 11 - 07.04.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 10 - 30.03.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 9 - 24.03.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 8 - 16.03.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 7 - 09.03.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 6 - 02.03.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 5 - 24.02.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 4 - 10.02.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 3 - 31.01.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 2 - 23.01.2003)
- Trening czyni mistrza! (wstęp - 9.01.2003)