Trening czyni mistrza! (częśc 10).

Drukuj

<a href="/multimedia/foto/medium/8_176_30_03_03.jpg" target=_blank><img src="/multimedia/foto/medium/8_176_30_03_03.jpg" border=0 align=left vspace=5 hspace=5 alt=Jacek_Szalewski></a> Wiosna w pełni. Szosowcy na szosach, zjazdowcy na hopkach, a ja?<br><br>W tym tygodniu plan był taki, że dokładamy jeszcze jeden interwał we wtorek, z tymże taki stricte siłowy. W moim przypadku było to 7 podjazdów na twardym przełożeniu pod zoo (od wysokości dawnej Baby Jagi), czyli mniej więcej 3,5 minuty do góry na twardym przełożeniu i odpoczynek podczas zjazdu (około 1,5 minuty). <br><br>We środę pierwsza w tym sezonie przejażdżka w terenie. Nieco ponad 1,5 godziny po ścieżkach w Lasku Wolskim

Jacek_Szalewski Wiosna w pełni. Szosowcy na szosach, zjazdowcy na hopkach, a ja?

W tym tygodniu plan był taki, że dokładamy jeszcze jeden interwał we wtorek, z tymże taki stricte siłowy. W moim przypadku było to 7 podjazdów na twardym przełożeniu pod zoo (od wysokości dawnej „Baby Jagi”), czyli mniej więcej 3,5 minuty do góry na twardym przełożeniu i odpoczynek podczas zjazdu (około 1,5 minuty).

We środę pierwsza w tym sezonie przejażdżka w terenie. Nieco ponad 1,5 godziny po ścieżkach w Lasku Wolskim.

We czwartek planowany był kolejny interwał (taki jak w poprzednich tygodniach, czyli 30 sek podjazdu i 10 minut między nim w takim nieco mocniejszym, równym tempie), jednak przyplątało mi się jakieś przeziębienie. Nie było ono jednak na tyle dokuczliwe, żeby pozostać w domu, więc w ramach „aktywnego wypoczynku” przejechałem około 50 km w luźnym tempie na szosie.

W piątek w zasadzie to samo, tylko tempo nieco żywsze i… katarek i kichanie odeszły gdzieś daleko :-)

Sobota to kolejna jazda w terenie. Tym razem 2 godziny i momentami trochę żywsze tempo. Generalnie myślę, ze przypomniałem sobie, jak mniej więcej poruszać się po ścieżkach (zwłaszcza na sztywnym widelcu i slickach ;-), choć jeszcze wyraźnie odczuwam pewne braki w przygotowaniu kondycyjnym.

Niedziela to ok. 90 km po szosie ze średnią oscylującą w okolicach 30km/h (teren raczej płaski, niewielkie pagórki, niewielki wiatr).

Podsumowując, gdyby nie przeziębienie, ten tydzień byłby całkiem udany. Po szosie mogę się już w zasadzie (biorąc pod uwagę pewne ograniczenia, jakie nakłada rower górski) bez względu na ukształtowanie terenu, wiatr itd. w całkiem żwawym tempie przez czas około 3 - 4 godzin. Pewne braki wychodzą jednak na jaw w terenie, gdzie potrzebna jest „zwykła, brutalna siła”, oraz wytrzymałość siłowa, nad którą cały czas trzeba pracować. W miarę możliwości pogodowych będę się także starał jeździć nieco w terenie aby na najbliższych zawodach nie mieć fobii przed drzewami, korzeniami itd.

- Trening czyni mistrza! (część 9 - 24.03.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 8 - 16.03.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 7 - 09.03.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 6 - 02.03.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 5 - 24.02.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 4 - 10.02.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 3 - 31.01.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 2 - 23.01.2003)
- Trening czyni mistrza! (wstęp - 9.01.2003)

Obserwuj nas w Google News

Subskrybuj