Trening czyni mistrza! (część 6)

Drukuj

<a href=zdjecia/trening/4.jpg target=_blank><img src=zdjecia/trening/4_m.jpg border=0 align=left vspace=5 hspace=5></a> Ten tydzień zaczął się wyjątkowo obiecująco. Ocieplenie, które nadeszło osuszyło szosy i można było rozpocząć treningi na rowerze... lecz, niestety nie na długo. Jednak po kolei:<br><br>Jak zawsze, poniedziałek był dniem wolnym, po całym tygodniu treningów zakończonych najdłuższym treningiem biegowym. We wtorek zaliczyliśmy solidne przetarcie na szosie 50km ze średnią 27 km/h z 5,5km podjazdem w środku. We środę powrót do biegania tradycyjna godzinka na sprawdzonej trasie. We czwartek, w związku z zachęcającą aurą 40km po szosie ze średnią 25 km/h, jednak okupione wywrotką, potłuczeniami, złamaną manetką. Niestety, na terenie zabudowanym oraz pod wiaduktami pod wpływem roztopów w dzień oraz przymrozków w nocy na szosach tworzył się tzw. czarny lód, który jest słabo widoczny, wygląda jak kałuża lub jest w ogóle niewidoczny. Chwila nieuwagi i przy 30km/h leżę na asfalcie i zbieram części gripshiftu. Całe szczęście, że z naprzeciwka ani za mną nie jechał żaden samochód. Nieco obolały w piątek biegam przez godzinę a wracając z treningu w kiosku kupuję kropelkę i naprawiam manetkę na weekend plany były dosyć ambitne, jednak w nocy z piątku na sobotę spadło 10cm śniegu, szosy zrobiły się jeszcze bardziej oblodzone

Ten tydzień zaczął się wyjątkowo obiecująco. Ocieplenie, które nadeszło osuszyło szosy i można było rozpocząć treningi na rowerze... lecz, niestety nie na długo. Jednak po kolei:

Jak zawsze, poniedziałek był dniem wolnym, po całym tygodniu treningów zakończonych najdłuższym treningiem biegowym. We wtorek zaliczyliśmy solidne przetarcie na szosie – 50km ze średnią 27 km/h z 5,5km podjazdem w środku. We środę powrót do biegania – tradycyjna godzinka na sprawdzonej trasie. We czwartek, w związku z zachęcającą aurą 40km po szosie ze średnią 25 km/h, jednak… okupione wywrotką, potłuczeniami, złamaną manetką. Niestety, na terenie zabudowanym oraz pod wiaduktami pod wpływem roztopów w dzień oraz przymrozków w nocy na szosach tworzył się tzw. „czarny lód”, który jest słabo widoczny, wygląda jak kałuża lub jest w ogóle niewidoczny. Chwila nieuwagi i przy 30km/h leżę na asfalcie i zbieram części gripshiftu. Całe szczęście, że z naprzeciwka ani za mną nie jechał żaden samochód. Nieco obolały w piątek biegam przez godzinę a wracając z treningu w kiosku kupuję „kropelkę” i naprawiam manetkę – na weekend plany były dosyć ambitne, jednak… w nocy z piątku na sobotę spadło 10cm śniegu, szosy zrobiły się jeszcze bardziej oblodzone.

Decyzja jest prosta: „nadal biegamy”. Tak więc w sobotę godzina w żwawym tempie a w niedzielę ciężki trening siłowy – 2 godziny biegu z solidnymi elementami interwału – podbiegi w dużym tempie, prawie na maximum, reszta w średnim, równym tempie.

Generalnie po tym, niezbyt szczęśliwym tygodniu stwierdzam, że stosowany trening przynosi spodziewane efekty: wytrzymałość jest na dobrym poziomie – świadczy o tym chociażby możliwość trzymania równego, mocnego tempa w pagórkowatym terenie pod wiatr przez około 2 godziny. Z drugiej zaś strony, co było jak najbardziej spodziewane, brak mi siły na mocniejsze i bardziej gwałtowne szarpnięcia na podjazdach – tym trzeba się będzie zająć (bez względu na pogodę – w ostateczności odpowiednio modyfikując trening biegowy) w najbliższym czasie – wszak pierwszy lokalny wyścig już za miesiąc!

Najpierw jednak w poniedziałek trzeba będzie solidnie wypocząć!

- Trening czyni mistrza! (część 5 - 24.02.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 4 - 10.02.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 3 - 31.01.2003)
- Trening czyni mistrza! (część 2 - 23.01.2003)
- Trening czyni mistrza! (wstęp - 9.01.2003)

Obserwuj nas w Google News

Subskrybuj