W poprzedni weekend wykonaliśmy solidną pracę - około 20 km biegu w terenie w sobotę oraz 2,5 godziny na szosie (65km) w niedzielę i już we wtorek (po dniu przerwy w poniedziałek) widoczne były efekty. Z racji paskudnej pogody rower na chwile został odstawiony na bok a w zamian za to właśnie we wtorek i w środę biegaliśmy po około 40 minut, za to cały czas trzymając bardzo mocne, ale równe tempo. W czwartek dłuższa przebierka przebieżka terenie pagórkowatym, ale w spokojnym tempie, nieco ponad godzinkę. Dziś (piątek, 31.01) przestało padać, więc wróciliśmy na szosę - 40 km ze średnią 25 km/h, raczej po płaskim. Nieco zmęczone intensywnym bieganiem nogi po kilku kilometrach rozgrzewki przestały boleć i można było normalnie jechać.
Również dziś upłynął miesiąc od momentu, gdy po kontuzji rozpocząłem treningi, dlatego warto zrobić krótkie podsumowanie.
Wyraźnie widać, że wykonywana praca przynosi pozytywne, i w miarę spodziewane efekty. Powróciła ogólna kondycja (poparta dodatkowo codzienną poranną gimnastyką ;), nie jest już problemem przebiegnięcie kilkunastu kilometrów w równym, dość żwawym tempem. Powoli trudności przestają sprawiać również podjazdy, których kilka można znaleźć w okolicy Krakowa. Ogólne samopoczucie jest dobre, systematycznie powracam do stosownej wagi. Czas zatem na wydłużanie dystansów (zarówno biegu jak i jazdy na rowerze) rowerze, stopniową zmianę proporcji bieg / rower na korzyść tego drugiego wraz z dłuższym dniem i oczekiwaną poprawą (lub chociaż stabilizacją na nie bardzo uciążliwym poziomie) pogody. Fakt, długie, niezbyt szybkie jazdy po szosie w temperaturze +3 stopni nie są może czymś fascynującym, ale są podstawą budowania wytrzymałości w tym okresie przygotowań.
- Trening czyni mistrza! (część 2 - 30.01.2003)
- Trening czyni mistrza! (wstęp - 9.01.2003)