Trening czyni mistrza! (część 2)

Drukuj

<a href=zdjecia/trening/2.jpg target=_blank><img src=zdjecia/trening/2_m.jpg border=0 width=160 align=left vspace=5 hspace=5></a> No i minął nam kolejny tydzień (a właściwie to dwa brak aktualizacji usprawiedliwiam spalonym monitorem :)<br><br>Całe szczęście przez ostatnie dwa tygodnie mieliśmy przyjemną pogodę najpierw lekki mróz i śnieg a później od razu sucho. Dzięki temu można było <b>stopniowo zwiększać dawkę biegu</b> do około jednej godziny. Oprócz dystansu zmieniliśmy również teren zamiast nudnego i niezbyt zdrowego dla stawów truchtania wokół krakowskich Błoń zaczęliśmy nieco bardziej żwawe przebierki w terenie w okolicach Kopca Kościuszki

No i minął nam kolejny tydzień (a właściwie to dwa – brak aktualizacji usprawiedliwiam spalonym monitorem :)

Całe szczęście przez ostatnie dwa tygodnie mieliśmy przyjemną pogodę – najpierw lekki mróz i śnieg a później od razu sucho. Dzięki temu można było stopniowo zwiększać dawkę biegu do około jednej godziny. Oprócz dystansu zmieniliśmy również teren – zamiast nudnego i niezbyt zdrowego dla stawów truchtania wokół krakowskich Błoń zaczęliśmy nieco bardziej żwawe przebierki w terenie w okolicach Kopca Kościuszki. Z racji zbliżających się egzaminów biegaliśmy wieczorami – główna przewaga biegania nad rowerem – bez problemu można wyjść na trening po zmroku!

Po dwóch tygodniach biegania wyraźnie czuć zwyżkę formy - bezstresowo można biegać nawet godzinę w terenie pagórkowatym.

Dzień staje się dłuższy a szosy wysychają, w związku z tym w ostatni weekend wybraliśmy się na kilka przejażdżek po szosie w okolicach Krakowa – raczej po płaskim i w spokojnym tempie, w sumie ok. 160 km. Ogólna dyspozycja i wydolność wydają się w miarę szybko wracać do stanu sprzed kontuzji, choć wiadomo, że pod koniec stycznia nie można i nawet nie należy oczekiwać super dyspozycji – trzeba zacisnąć zęby i pracować. Generalnie ważna jest regularność, w miarę możliwości treningi przez sześć dni w tygodniu (jeden przerwy i jeden o mniejszej intensywności) – należy uważać, aby nie przesadzić, bo skutki przeforsowania mogą być długo odczuwalne.

Do tego dochodzi jeszcze jeden problem – niestety przez dwa miesiące grzania tyłka przed telewizorem (w związku z kontuzją) ważę nieco ponad 69 kg, co przy wzroście 179 cm i dość szczupłej budowie ciała jest raczej niewskazane. Wniosek prosty – czas nieco schudnąć – nieco bardziej zoptymalizowana dieta i dużo ruchu powinno wystarczyć. Ważne też jest, aby nie stracić przy tym witamin i minerałów – na to powinna wystarczyć multiwitamina z minerałami. W sumie można być nastrojonym optymistycznie – forma rośnie! (zobaczymy, jak będzie za tydzień ;)

Trening czyni mistrza! (wstęp - 9.01.2003)

Obserwuj nas w Google News

Subskrybuj