Z pełną powagą zostań amatorem

Drukuj

Postanowienia noworoczne: schudnę, przejadę XXX kilometrów, nie będę objadał się słodyczami po 20 ;-). Pojadę na koniec świata. Wystartuję w jakimś wyścigu. Będę miły dla złośliwej sąsiadki. Na wiosnę ogolę nogi.

Słownik.

Sportem kwalifikowanym zajmują się Ministerstwo i Związki. Sport amatorski wszyscy mają głęboko w... nosie. Chyba, że chodzi o doroczne statystyki o chorobach cywilizacyjnych – wtedy okazuje się, że Polacy nie uprawiają sportu. A gdy uprawiają to co robią? Oczywiście jeżdżą na rowerze. Np. od kwietnia do września raz w miesiącu przez dwie godziny.

Z drugiej strony, według tego, co policzono w jednym z czasopism rowerowych, w 2006 roku w maratonach MTB wystartowało przynajmniej 6600 osób! Teoretycznie jest to całkiem spora grupa osób, które były na tyle świadome, by spróbować sił na trasie zawodów rowerowych. Ponieważ, zależnie od definicji, zawodowych kolarzy górskich w Polsce nie ma, lub jest ich raptem kilku daje nam to 6600 amatorów. Amatorów, czyli, za Słownikiem Języka Polskiego, osób, które zajmują się czymś dla przyjemności.

Przyjemność, ale!
Maratony, wyścigi XC, czy choćby Family Cup, nawet jeśli z założenia, w całości lub częściowo mają charakter amatorski są jednak zawodami sportowymi. Tak, właśnie zawodami sportowymi. Ich celem jest “wyłonienie najlepszych zawodników w dyscyplinie X”. Krótko rzecz ujmując chodzi o to aby się postarać pojechać jak najlepiej. Oczywiście nie można odmówić nikomu prawa do startu w maratonie z kanapkami i aparatem fotograficznym, jednak warto zdać sobie sprawę, że imprezy tego typu organizowane są w nieco innym celu. Decydując się na start w zawodach, podejdźmy do tego poważnie. Poważnie, jak na prawdziwych amatorów przystało!

Poważnie, czyli jak?
Po pierwsze... spróbujmy popatrzeć możliwie obiektywnie, ale i krytycznie z jednej strony na swoje własne możliwości a z drugiej na szersze tło, jakim są inni amatorzy startujący w zawodach. Równocześnie pamiętając, że to wszystko tylko i aż dla przyjemności, satysfakcji, samorealizacji itd. Jak to połączyć? Fakt, nie jest łatwo, ale się da. Już słyszę argumenty w rodzaju “praca”, “rodzina”, “studia”. Właśnie! Im mniej mamy czasu na to, by przygotować się do sezonu startowego, tym bardziej poważnie, tym bardziej profesjonalnie powinniśmy do tego podejść. Jeśli to zrobimy, okaże się, że nawet kilka godzin spędzonych w tygodniu na rowerze może przynieść zaskakująco dobry efekt. Dobra dieta, zainteresowanie treningiem, rozsądna suplementacja, zdrowy wypoczynek. W ten sposób z entuzjasty, który być może jeździ na maratony “bo lubi”, bo chce się spotkać ze znajomi, dać się “sponiewierać” trasie itd. stanie się Amatorem. Nie sportowcem wyczynowym, nie zawodowcem, nie profesjonalistą a prawdziwym amatorem. Plusów takiej sytuacji będzie wiele, zaczynając od lepszego samopoczucia, przez poznawania własnego organizmu a być może na dekoracji w swojej kategorii kończąc! Wbrew pozorom zawodnicy, którzy wydają się być herosami, nie są wcale tak daleko, jakby się wydawało a wejście do pierwszej setki open maratonu nawet dla nowicjusza jest w zasięgu ręki, jeśli tylko zechce się tam znaleźć!

“Od sztubaka do Tomaca” *
Tak naprawdę zaczyna być lepiej. I znów trzeba poruszyć kwestię klubów, teamów czy też drużyn. Choć wiele z nich powstawało jako nieformalne grupy znajomych, powoli się “profesjonalizują”. Ostatnio z wielką przyjemnością przeczytałem na jednym z forów tego typu grupy, że jej członkowie zorganizowali sobie udział w badaniach wydolnościowych. Amatorzy owi zdecydowali się wydać po blisko “dwie stówki” każdy (przecież za to można kupić nową, lepszą przerzutkę!), żeby dowiedzieć się więcej o swoim organizmie i być może wykorzystać to do do lepszego przygotowania do sezonu. Stąd już tylko krok do regularnych i rozsądnych treningów i być może dobrych wyników! Nawet, jeśli przynależność do szeroko pojętej czołówki nie jest priorytetem za to jest nim dobra zabawa, to trzeba uwierzyć, że będąc lepiej przygotowanym, zabawy jest więcej! Przykład? Zespół nr 145 Bike Challenge 2006 jadący w damskiej bieliźnie na stroju kolarskim a równocześnie zajmujący 55 lokatę open, czyli w 1/3 stawki.

* śródtytuł zaczerpnięty z wydania magazynu “Góry”

FOTO: arch. bikeWorld.pl

Obserwuj nas w Google News

Subskrybuj