Intel(R) Powerade(R) Bike Maraton#6, 25.06.2005 - Kościelisko. Relacja.

Drukuj

<a href=javascript:Fotka('ppg_fotki/foto_big/8_3131_27_06_05.jpg','','')><img src=ppg_fotki/foto_small/8_3131_27_06_05s.jpg border=0 align=left vspace=5 hspace=5></a>Z opisywaniem maratonów takich jak ten warto poczekać kilka dłuższych chwil aż opadną największe emocje. Kościelisko przywitało maratończyków znakomitą pogodą, według meteorologów miał to być najcieplejszy dzień tego roku. Choć spora część trasy przebiegała na wysokości powyżej 1000m n.p.m. mój Polar wskazał średnią temperaturę 31*C. Na starcie stanęła cała czołówka Ligi Bike Maraton a także goście ze Słowacji oraz czołowi zawodnicy XC: Bogdan Czarnota i Michał Bogdziewicz. Trudny, górski teren i owiana legendą trasa kat skusiły do udziału w maratonie ponad 600 maratończyków. Spora część z nich miała z nią nie uregulowane porachunki z ubiegłego sezonu, gdy wielu uczestników, mimo najszczerszych chęci nie zmieściło się w limicie czasu wjazdu na drugą pętlę.

Z opisywaniem maratonów takich jak ten warto poczekać kilka dłuższych chwil aż opadną największe emocje. Kościelisko przywitało maratończyków znakomitą pogodą, według meteorologów miał to być najcieplejszy dzień tego roku. Choć spora część trasy przebiegała na wysokości powyżej 1000m n.p.m. mój Polar wskazał średnią temperaturę 31*C. Na starcie stanęła cała czołówka Ligi Bike Maraton a także goście ze Słowacji oraz czołowi zawodnicy XC: Bogdan Czarnota i Michał Bogdziewicz. Trudny, górski teren i owiana legendą „trasa kat” skusiły do udziału w maratonie ponad 600 maratończyków. Spora część z nich miała z nią nie uregulowane porachunki z ubiegłego sezonu, gdy wielu uczestników, mimo najszczerszych chęci nie zmieściło się w limicie czasu wjazdu na drugą pętlę. Trasa maratonu została oparta o zbocza Gubałówki i Butorowego Wierchu z jednej strony i o szczyt Magury Witowskiej z drugiej. Nie licząc dojazdu ze stadionu biatlonowego w Kirach do trasy właściwej rundy oraz krótkiego odcinka w Dzianiszu i Chochołowie w całości poprowadzona została w terenie. Trzeba przyznać, że była bardzo urozmaicona: polne, kamieniste drogi, szybkie zjazdy po łąkach, techniczne singletracki, błoto, korzenie, kamienie... Pierwszy podjazd na Gubałówkę, choć o nastromieniu 10% nie dokonał znaczącej selekcji w czołówce. Przez długi czas z przodu stawki bądź w jednej grupie bądź w kilku mniejszych, jednak w niewielkich odstępach czasowych. Pokazuje to, jak bardzo wyrównał się poziom zawodników uczestniczących w maratonach. Już na pierwszych kilometrach z rywalizacji wyeliminowanych zostało dwóch zawodników Borna: Szymon Cebula złapał defekt, natomiast Wojciech Rakowski uległ poważnemu wypadkowi. Większe różnice między zawodnikami powstały dopiero na zjeździe z Magury Witowskiej, którego dolna część wymagała od maratończyków wykazania się sporymi umiejętnościami technicznymi. To właśnie tam na drugiej rundzie zaatakował Michał Bogdziewicz i zgubił swoich rywali, powiększając przewagę nad Mirosławem Bieniaszem do blisko sześciu minut. Drugim miejscem, które decydowało o wynikach maratonu w Kościelisku było przejście przez rzekę. To tam walczący o podium Remigiusz Ciok wypadł z rywalizacji o pierwszą trójkę a wielu innych zawodników dopadły skurcze na skutek nagłego wychłodzenia mięśni. Na dystansie Amator (~50km, 1380m przewyższenia) najszybszy, co nie było szczególną niespodzianką, był Bogdan Czarnota, drugie miejsce zajął Jarosław Miodoński a trzecie Dariusz Poroś. Wśród pań kolejny sukces w tym sezonie odniosła Agnieszka Krok, która na metę przyjechała przed zawodniczką z Nowego Targu, Katarzyną Głodkiewicz i Agnieszką Zych z Legionu. Na dystansie Pro bezkonkurencyjny był Michał Bogdziewicz przed Mirkiem Bieniaszem i Pawłem Urbańczykiem. Wygląda na to, że podobnie jak w ubiegłym sezonie podczas Ligi Bikeboardu tak w tym roku podczas Intel® Powerade® Bike Maraton 2005 to właśnie Bieniasz i Urbańczyk, dwóch wyjątkowo regularnych maratończyków będzie rywalizowało o pierwsze miejsce w elicie mężczyzn. Dystans Pro ukończyły cztery panie, jednak biorąc pod uwagę fakt, że start odbył się punktualnie, tylko dwie: Katarzyna Szczurek i Anna Ożóg zmieściły się w wcześniej deklarowanym przez organizatora limicie czasu. Czy jednak maraton w Kościelisku można uznać za udany? Nie chodzi nawet o kwestie organizacyjne, ponieważ te, pomimo kilku niedociągnięć trzymały niezły poziom. Co prawda niektóre drobiazgi jak np. płatny parking raziły, ale z drugiej strony najważniejsze elementy zostały przygotowane jak należy. Warto jednak przypominać organizatorom także o podstawowych kwestiach, ponieważ drobiazg w postaci jednej strzałki wskazującej kierunek za mało potrafi zepsuć obraz całego maratonu. Dużo ważniejszą kwestią jest, czy tak właśnie powinna wyglądać trasa maratonu. Przypomnijmy, że dystans amator miał 50km i 1380m przewyższenia. To niewiele, w porównaniu ze Złotym Stokiem czy Karpaczem. Mimo to, trasę większość uczestników określiło jako trudną. Nie jest prawdą, że była ona w całości przejezdna . Czytając relacje można spotkać się z opisami osób sprowadzających i podprowadzających rowery. Owszem, w Karpaczu było wiele podprowadzania, jednak organizator twierdził, że fragmenty te zostały wprowadzone w trybie awaryjnym. Kościelisko jest jednak dla mnie przykładem trasy, na której trudności szukane i dokładane są na siłę. Przejście przez rzekę może i jest punktem charakterystycznym tego maratonu i wielu uczestników wyrażało się o nim entuzjastycznie, jednak wystarczyło stanąć przy rzece, by usłyszeć, co tak naprawdę na ten temat mają do powiedzenia zawodnicy. Swoją drogą obraz sportowca – kolarza musiał nieźle ucierpieć w oczach opalających się w tym miejscu wczasowiczów. Najgorsze wrażenie wywarł jednak fragment od końca zjazdu z Magury Witowskiej do przejścia przez rzekę właśnie. Był to odcinek, który podobnie jak przejście przez rzekę mógł znakomicie wypaczyć rywalizację. Długie odcinki bez wyraźnie poprowadzonej drogi, błotne rozlewiska, ścinka drewna, konieczność kluczenia między kryjącymi tajemnicze okazy fauny i flory bajorami umożliwiały skuteczne nadrobienie lub stratę czasu. Podobna sytuacja miała miejsce na licznych fragmentach poprowadzonych przez łąki i pola. Całe szczęście, że przez ostatnie dziesięć dni na Podhalu było względnie sucho i nie padał deszcz. W sytuacji kilkudniowych opadów trasa zmieniła by swoje oblicze z trudnej i wymagającej na niebezpieczną i na wpół nieprzejezdną. Co do bezpieczeństwa, to nie należy jednak zapominać, że pomimo ciągle podnoszącego się poziomu zawodników jest to impreza masowa a spektrum umiejętności maratończyków jest bardzo szerokie. Wytyczając trasę w taki właśnie sposób wydaje się, że większą odpowiedzialność za zdrowie uczestników składa się na barki ich zdrowego rozsądku. To, że nie doszło w Kościelisku do zbyt wielu groźnych wypadków, zawdzięczamy właśnie rozsądkowi zawodników oraz szczęśliwie przyjaznej pogodzie. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że jak na taką liczbę uczestników, poza raptem kilkoma miejscami, trasa nie ułatwiała wyprzedzania, co również może prowadzić do wielu niebezpiecznych sytuacji, także z udziałem doświadczonych zawodników. Pozostaje również do rozważenia kwestia tego, czy trasa zapewnia zawodnikom warunki do równej rywalizacji. Po zastanowieniu może w ogóle trzeba przeanalizować celowość organizacji maratonów w takich lokalizacjach. Gór na południu Polski dostatek, o tym, jak może wyglądać dobra trasa maratonu w trudnym terenie będzie można przekonać się np. w Istebnej. Szersze szlaki Beskidu Sądeckiego czy Gorców być może bardziej nadawałyby się na przyjęcie maratonu, były bardziej „odporne” na kaprysy pogody, bezpieczniejsze a dzięki większemu przewyższeniu równie, jeśli nie bardziej wymagające. Nawet w Kościelisku można poprowadzić trasę w taki sposób, aby była bardziej uniezależniona od kaprysów pogody, była równie trudna, jednak bardziej przyjazna, trudności były bardziej naturalne a nie szukane na siłę. Klimat stworzony na trasie tego maratonu bardziej kojarzy się z ekstremalnymi imprezami w typie Trans Carpatii niż z obwarowanym licznymi regułami maratonem MTB. Jest to jednak moja prywatna opinia i głos w dyskusji na temat wyglądu maratonów jako takich, do której również Was szczerze zachęcam.

Obserwuj nas w Google News

Subskrybuj