Author BikeChallenge 27-31.07.2005. Relacja, część 2.

Drukuj

<a href=javascript:Fotka('ppg_fotki/foto_big/8_3316_11_08_05.jpg','','')><img src=ppg_fotki/foto_small/8_3316_11_08_05s.jpg border=0 align=left vspace=5 hspace=5></a><b>Etap drugi, Bystrzyca Kłodzka Głuszyca, 29.07.2005.</b> Przed drugim etapem prognozy pogody zapowiadały jeszcze większy upał. W związku z tym organizatorzy obiecali dodatkowy, trzeci bufet na trasie, co przy równoczesnej informacji o zwiększeniu dystansu przyjęto z jak największą aprobatą. Trasa etapu miała pokrywać się w w pierwszej części z tą znaną z maratonu w Złotym Stoku a w końcówce zespoły miały przejechać przez Podziemne Miasto Osówka, zbudowany przez hitlerowców system podziemnych korytarzy i hal. Okazało się jednak, że przez sztolnię, w której panowała temperatura 5*C dane było przejechać tylko nielicznym

Etap drugi, Bystrzyca Kłodzka – Głuszyca, 29.07.2005. Przed drugim etapem prognozy pogody zapowiadały jeszcze większy upał. W związku z tym organizatorzy obiecali dodatkowy, trzeci bufet na trasie, co przy równoczesnej informacji o zwiększeniu dystansu przyjęto z jak największą aprobatą. Trasa etapu miała pokrywać się w w pierwszej części z tą znaną z maratonu w Złotym Stoku a w końcówce zespoły miały przejechać przez „Podziemne Miasto Osówka”, zbudowany przez hitlerowców system podziemnych korytarzy i hal. Okazało się jednak, że przez sztolnię, w której panowała temperatura 5*C dane było przejechać tylko nielicznym... Do pierwszego bufetu w miejscowości Bardo (40km) wszystko wyglądało na z góry zaplanowane. Szutrowe drogi, łąki, nieco asfaltu. Co prawda bufet „oddalił się” o 10km od jego planowanej lokalizacji, ale w tym miejscu jeszcze nikt nie zdawał sobie sprawy, że prawdziwy hardcore zacznie się dopiero za chwilę. Fragment między Bardo a bufetem na przełęczy Woliborskiej większości zespołów zajął 3h i więcej. Fragmenty prowadzone leśnymi drogami do Przełęczy Srebrnej, na której stał ratownik a następnie długi podjazd na przełęcz Woliborską wielu uczestników będzie pamiętało bardzo długo tym bardziej, że z tego miejsca do mety było jeszcze ponad 30km... Niedługo potem pojawił się kolejny problem: w niewielkiej odległości za bufetem i matą kontrolną trasę pomyliła spora część zespołów, na skutek czego, po licznych konsultacjach telefonicznych z organizatorem do mety dojechały one asfaltem przez Nową Rudę. Nie był to jednak koniec kłopotów tego dnia. W związku z drastycznym zwiększeniem dystansu pewne stało się, że kilkanaście ekip przekroczy limit czasu, co więcej, zostanie samotnie w górach w sytuacji zbliżającego się zmierzchu. W takim układzie organizator podjął słuszną decyzję zapewniającą bezpieczeństwo uczestnikom zawodów i zamknął trasę na Przełęczy Jugowskiej, skąd transportowano zespoły na metę. Aby w jakiś sposób zaliczyć jednak wyniki etapu wszystkim zespołom zaliczono czas z maty kontrolnej, z czego tym, które prawidłowo przejechały cały dystans przyznano po 15 minut bonifikaty. Z oznakowaniem trasy problemu nie miała para Kajzer – Banach, która cały czas jechała w okolicach pilota na motocyklu oraz podążający za nimi jak cień Czesi, jednak już trzeci na mecie zespół Borna miał problemy ze znalezieniem prawidłowej drogi do mety. W parku w Głuszycy wiele pracy miał lekarz wyścigu. Zasłabnięcia, odwodnienie czy udar cieplny były standardowymi dolegliwościami, z jakimi zgłaszali się uczestnicy. Kroplówka z elektorlitami, glukoza, witaminy, chłodzenie organizmu to standardowy zestaw czynności, jakich dokonywali ratownicy. Za poniesiony trud na maratończyków czekała najlepsza i największa kolacja podczas całej imprezy. Z ciekawostek, co bardziej przezorni i doświadczeni kolarze rano przed startem pod kaski wkładali liście kapusty dla zapewnienia lepszego chłodzenia czaszki :-) Wrażenia własne: Ten dzień to był jakiś koszmar. Upał, zgubienie trasy, ale przede wszystkim problemy żołądkowe dały nam się solidnie we znaki. Zatrucie połączone z udarem i przeszło 100km w górach to mieszanka, jaka może zmóc najbardziej wytrwałych kolarzy. Już na początku etapu poważnie rozważaliśmy możliwość wycofania się z rywalizacji, jednak będąc „gdzieś w lesie” podjęliśmy próbę dojechania przynajmniej do bufetu w Bardo. Następnie wzorem Ivana Basso na tegorocznym Giro di Italia spokojnym tempem pojechaliśmy dalej, starając się oszczędzać siły i zminimalizować starty do konkurencji. Jak się potem okazało, przyjęta taktyka była słuszna – na decydującej o wynikach macie kontrolnej mieliśmy niewielką stratę do poprzedzających nas dwóch mixtów. Pomimo poważnej wpadki, jaką było złe oznakowanie trasy oraz zdecydowanie przerastający przedetapowe zapowiedzi dystans, wieczorem organizatorzy zaimponowali odpowiedzialną postawą, dbając w pierwszym rzędzie o bezpieczeństwo i zdrowie uczestników, zamykając trasę i dowożąc ich do bazy w Głuszycy. Kompromisowe rozwiązanie sprawy wyników sprawiło, że wilk stał się syty a owca cała, choć być może w przypadku, bądź co bądź, winy organizatora należałoby drugi etap „zneutralizować”. Etap trzeci, Głuszyca – Przesieka, 30.07.2005. Trzeciego dnia upał nie ustawał, lecz na szczęście pojawił się lekki wiatr. Choć etap dnia poprzedniego dał się wszystkim solidnie we znak, to właśnie trzeci odcinek Challengu zapowiadany był jako królewski. Łączący w sobie fragmenty maratonów w Sokołowsku, Karpaczu i Przesiece z wyjątkowo ciężką końcówką, w której znalazły się podjazdy na przełęcz Okraj (omijając najwyższy punkt stokówką), Orlinek i Droga Sudecka. Tym razem organizacja była jak w zegarku. Rozmieszczenie bufetów, oznakowanie trasy, wszystko na poziomie znanym z najlepiej ocenianych imprez Ligi Bike Maraton. Lepsza, niż w poprzednich dniach pogoda – choć nadal było upalnie, to lekki wiatr dawał chwile ulgi, choć z drugiej strony utrudniał jazdę w otwartym terenie, bardzo ciężka trasa oraz skumulowane z dwóch pierwszych dni zmęczenie spowodowały, że to właśnie tutaj rozegrały losy Author BikeChallenge 2005. Co prawda w kategorii zespołów męskich tym razem, na skutek pomyłki ekipy Intel Action zwyciężyli Czesi, to jednak ich starta na etapie 3. do Czechów była na tyle niewielka, że w obliczu szybkiej końcówki w Izerach trudno było już myśleć o innym układzie na podium w Świeradowie. Trzecie miejsce, jak podczas dwóch poprzednich dni zajął zespół Borna. Wśród Mixtów Thule i Legion zapłaciły za atak dnia poprzedniego tracąc do zwycięskiego zespołu Borna około pół godziny. Wieczorem w Przesiece udekorowano nie tylko triumfatorów trzeciego etapu, ale również oficjalnie rozwiązano sprawę etapu drugiego. W nocy zaś zespoły nocujące pod namiotami przeżyły solidną burzę. Wrażenia własne: Rację miał Grzegorz Golonko „strasząc” wszystkich przed imprezą tym właśnie etapem. Nawet jadąc cały etap spokojnie, można było w morderczej końcówce nadrobić sporo czasu. Trasa po prostu piękna: widoki z okolic Okraju zapierające dech w piersiach, techniczne zjazdy w pierwszej części trasy, leśny fragment w Kowarach i zjazdy z Karpacza. Szutry, kamienie, korzenie, błoto, wiatr, słońce... wszystko, co najlepsze w kolarstwie górskim – po prostu klasyk. Zaczęliśmy spokojnie – w końcu to nie my prowadzimy po dniu wczorajszym – niech inni martwią się kontrolą sytuacji. Na pierwszym podjeździe tempo nadawane przez konkurencję wyraźnie spada. Jedziemy więc swoje, aż wszystkie pary znikną za nami. Mimo to nie forsujemy tempa aż do początku podjazdu na Okraj. Najbardziej wymęczyły nas płaskie i wietrzne odcinki polnymi drogami wśród łąk, jednak wbrew zmęczeniu podkręcamy tempo, poprawiamy na zjazdach i sztywnym podjeździe na Orlinek i finiszujemy na Drodze Sudeckiej z blatu. Na mecie knock out. Co prawda drugi zespół (z Anią Ożóg z bikeWorld.pl w składzie) przyjeżdża na nami nieco tylko ponad osiem minut, to już trzeci na mecie Legion przegrywa ponad 26 minut a Thule blisko godzinę. Wszelkie nieporozumienia i starty zostały więc wyjaśnione – obejmujemy pewne prowadzenie, którego w obliczu szybkiej trasy w Izerach, podobnie jak zespół Intel Action nie zamierzamy oddać do Świeradowa. W Przesiece czeka na nas równie dobra, co w Głuszycy kolacja. Kilka rodzajów sosów, na słodko, na słono, ryż, makaron, dla mięsożerców jak i dla wegetarian. Niebo się chmurzy, więc przed zasłużonym odpoczynkiem poprawiamy namiot, aby nie zamókł w obliczu nadciągającej ulewy... C.D.N. Foto: https://www.bikechallenge.pl/, Krzystof Szarecki Przeczytaj również: Author BikeChallenge 27-31.07.2005. Relacja, część 1. Author BikeChallenge 27-31.07.2005. Relacja, część 3.

Obserwuj nas w Google News

Subskrybuj