
Czego by nie mówić, to był pierwszy taki wyścig u nas w kraju. Wzorem jest oczywiście TransAlp, w zeszłym zaś roku rozegrana została TransCarpatia, jednak, mimo wszystko, zawodom rozegranym w ostatnich dniach lipca w górach południowo-zachodniej Polski bliżej było do pierwszej z wspomnianych imprez. Rodzaj tras, sposób ich poprowadzenia oraz rzut oka na listę startową sprawiły, że BikeChallenge jawił się raczej jako sportowa rywalizacja niż wakacyjna przygoda, choć niewątpliwie dla większości uczestników zawody te miały właśnie taki charakter. Hasło reklamowe imprezy „Podejmij wezwanie” okazało się być jak najbardziej trafne: z różnych powodów trasa okazała się za trudna dla sprzętu lub zawodników 22 z 89 zespołów. Mimo kilku niedociągnięć, które miały raczej charakter„choroby wieku dziecięcego” niż poważnych niedopatrzeń czy złej woli organizatora, większość uczestników Author BikeChallenge wspominać będzie te zawody bardzo dobrze
Prolog:

W środowe popołudnie plac przed urzędem miasta w Dusznikach Zdroju powoli zapełniał się samochodami uczestników. Co prawda rozgrywany tego dnia prolog nie był obowiązkowy (decydował jedynie o kolejności ustawienia na starcie), większość zespołów zdecydowała się wziąć w nim udział. Była to bowiem znakomita okazja do sprawdzenia sprzętu, „przetarcia” organizmu przed czekającymi w kolejnych dniach trudnościami a dla rywalizujących o czołowe lokaty możliwość do przetestowania rywali i wywarcia na nich presji. Trasa prologu początkowo wiodła brukowanymi uliczkami Dusznik, by w swojej końcowej części przejść w asfaltowe alejki trasy biathlonowej. Miejscami stromy podjazd najlepszym nie zajął wiele więcej niż siedem minut.
Prolog pewnie wygrali faworyci, czyli Andrzej Kajzer z Robertem Banachem, na drugim miejscu ekipa Borna a faworyzowani Czesi dopiero na czwartej lokacie.
W okolicy mety prologu rozstawiono namioty, w których nocowała spora część uczestników zawodów, jednak zanim kolarze udali się na odpoczynek, czekała na nich odprawa techniczna oraz obfite pasta party.
Wrażenia własne:
Pierwszy dzień minął nam (Born Racing Team, Mix) spokojnie. W biurze zawodów formalności załatwione zostały szybko i sprawnie, podobnie jak zakwaterowanie w namiocie i sprawdzenie sprzętu. Prolog pojechaliśmy dość żwawo, ponieważ tego dnia wolno było przekroczyć na pomiarze czasu różnicę 20sek między partnerami w zespole, każdy swoim tempem.
Podczas pasta party dobre wrażenie zrobiły duże ilości makaronu, owoców i różnego rodzaju ciast i ciastek. Panująca w pomieszczeniach wysoka temperatura była zapowiedzią pogody w nadchodzących dniach. Noc pod namiotami na Jamrozowej Polanie minęła spokojnie, choć część uczestników do późnych godzin raczyła się złocistym napojem o gorzkawym smaku, nieco utrudniający wypoczynek innym zespołom.
Wieczorem i rano następnego dnia widoczny był wyraźny entuzjazm i pobudzenie u większości uczestników. Tylko nieliczni mieli doświadczenie w kilkudniowym ściganiu. Dla większości z nas pierwszy etap miał być początkiem sporego wyzwania.
Etap pierwszy, Duszniki Zdrój – Bystrzyca Kłodzka, 28.07.2005

Jak się później okazało była to tak naprawdę przygrywka przed dalszymi zmaganiami, jednak już pierwszy dzień prawdziwej rywalizacji wskazał faworytów i uzmysłowił wielu uczestnikom, jak ciężkie będą to zawody. Trasa etapu startowała z Dusznik, by fragmentami znanymi z BikeMaratonów („Wieczność”, Huta, Droga Stanisława) wrócić do uzdrowiska znanego z festiwalu chopinowskiego i ponownie przez Góry Bystrzyckie dotrzeć do Bystrzycy Kłodzkiej. Nie licząc ostatniego, skróconego etapu w Izerach był to najszybszy odcinek Author BikeChallenge, jednak z powodu kamienistej nawierzchni oraz nasilającego się z każdą godziną upału dał się uczestnikom silnie we znaki. Maksymalna temperatura sięgała 40*C, odczuwalna na rozgrzanych asfaltowych podjazdach była zapewne wiele wyższa.
Upał był na tyle dokuczliwy, że w oczekiwaniu na drugi na trasie bufet zawodnicy czerpali wodę z górskich strumieni i potoków, polewali się wodą i chowali w cieniu. Z drugiej strony aż 29 zespołów przyjechało na metę w czasie poniżej pięciu godzin, czyli nie było jeszcze tak ciężko, jak mogło się w trakcie jazdy wydawać.
Na mecie pierwsi zameldowali się zawodowcy z Intel Action przed Czechami z Rock Machine i męskim zespołem Borna. O ile jednak Kajzer z Banachem przyjechali na metę 20 minut przed Veną Hornym i Radkiem Dite, o tyle różnice między kolejnymi zespołami były niewielkie. Wśród Mixtów zwyciężył Legion Bike Team (Zych, Jędrzejwski) przed Bornem (Krok, Tyniec) i Thule 12 (Zeman, Miężalski).
Wrażenia własne:
Wystartowaliśmy żwawo, kontrolując sytuację i mając na oku konkurencyjne zespoły. Wśród zawodników pobudzenie dnia wczorajszego ustąpiło miejsca respektowi przed nadchodzącymi trudnościami. Najlepiej chyba ujęli to Czesi, którzy, gdy chcieliśmy im zrobić miejsce w sektorze startowym powiedzieli: „Czasu dość”.
Na podjeździe pod Hutę atakujemy pozycję Legionistów i do momentu zgubienia trasy na kilka kilometrów przed metą pewnie prowadzimy. Ostatecznie metę osiągamy minutę za rywalami. Trasa w pierwszej części dobrze znana z maratonu w Polanicy zaczęła się nieco dłużyć przed Bystrzycą Kłodzką, gdzie dodatkowo oznaczenie przestało być intuicyjne - nie jedyni pomyliliśmy drogę w końcówce trasy.
Meta usytuowana była na obrzeżach miasteczka, baza namiotowa zorganizowana była przy szkole. Trochę szkoda, ponieważ sama Bystrzyca jest bardzo pięknym i zabytkowym miejscem z zachowanym średniowiecznym układem centrum. W nocy zapowiadana burza nie nadeszła – spodziewane huragany ominęły tę część Kotliny Kłodzkiej a kolejny dzień przywitał nas jeszcze większym upałem.
C.D.N.
FOTO: Marek Tyniec, Krzysztof Szarecki
Przeczytaj również:
Author BikeChallenge 27-31.07.2005. Relacja, część 2.
Author BikeChallenge 27-31.07.2005. Relacja, część 3.