
Miniony weekend obfitował w ważne imprezy MTB. Finał Skoda Auto Grand Prix MTB, Danielki podczas Ligi BikeMaraton a także Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB w Dusznikach Zdroju. Na starcie stanęła praktycznie cała czołówka polskiego kolarstwa górskiego, zabrakło naprawdę nielicznych zawodników, którzy nie zdecydowali się na starty dzień po dniu lub też nie skupiają swojej uwagi na maratonach. Pewną niespodzianką była obecność na starcie ekipy Lotto – zawodnicy i zawodniczki trenera Piątka do tej pory w maratonach startowali sporadycznie a już szczególnie jeśli chodzi o imprezy w Polsce. Start Lotto Teamu podniósł z jednej strony prestiż imprezy, z drugiej zaś, z wiadomych przyczyn, odebrał szansę na mistrzowski tytuł zawodniczkom specjalizującym się w maratonach.

Po sukcesie w Author BikeChallenge za faworytów imprezy uchodziła para zawodników Intel Action: Andrzej Kajzer i Robert Banach. Na starcie stanęli jednak groźni rywale: Michał Bogdziewicz (Lechia Gdańsk), Bogdan Czarnota (Kolejarz Jura Częstochowa), Mariusz Kowal (Laufer Modafur) oraz zawodnicy Lotto: Kryspin Pyrgies i Paweł Szpila. Wśród pań, poza Anną Szafraniec, na starcie stanęły wszystkie liczące się zawodniczki XC i maratonów: Magda Sadłecka, Maja Włoszczowska (obie Lotto) Magda Balana (AZS Politechnika Rzeszów), Justyna Frączek (bikeBoard), Maria Teresa Jaworska (Adventure Łódź), Agata Jazic (Beskid Krynica), Sylwia Kapusta (Resovia Rzeszów), Karolina Kozela (RMF MD), Agnieszka Krok (Born Racing Team), Dorota Warczyk (Start Tomaszów Mazowiecki).

Trasa zawodów była, zgodnie z zapowiedziami organizatorów trudna i ciekawa. Być może nie była to najtrudniejsza trasa w Polsce, ale z pewnością, również ze względu na rangę zawodów, dała się zawodnikom we znaki. Jeśli chodzi o wymogi, jakie można postawić trasie maratonu, była praktycznie wzorowa. W pierwszej części szerokie szutrowe drogi, sporo podjazdów, możliwość rozciągnięcia stawki bezproblemowa możliwość wyprzedzania. W drugiej zaś, szybsze i bardziej techniczne zjazdy, częściowo po singletrackach, kilka sztywniejszych podjazdów przed metą oraz finisz na stadionie z kilkusetmetrowym dojazdem szerokimi alejkami umożliwiającymi finisz. Przewyższenie na dystansie około 65km sięgnęło 1770m, czyli więcej niż podczas uznawanych za trudne maratonów w Złotym Stoku czy Kościelisku. Układ trasy, w którym zawodnicy kilka razy przejeżdżali przez blisko siebie położone punkty ułatwiał obserwację zawodów kibicom. Oznaczenie było czytelne i dobrze przygotowane: strzałki na drzewach i asfalcie oraz duża ilość taśmy nie pozostawiały wątpliwości. Dwa bufety na trasie oferowały wodę, owoce i ciastka. Niekoniecznie najlepsze zaopatrzenie na zawody tej rangi, ale nie można i tu mieć zbyt wiele do zarzucenia.

Szybkie, kamieniste zjazdy dały się we znaki sprzętowi wielu zawodników. Już na pierwszym z nich zmieniali dętki Kajzer i Kowal a także wielu innych zawodników. Sytuacja powtarzała się na kolejnych szybkich zjazdach. Defekty wyeliminowały z rywalizacji m.in. Sylwię Kapustę i Andrzeja Kajzera. Swoją drogą to ciekawe, że zawodnik jego formatu nie wiezie ze sobą zapasu... Pomimo tego, że wraz z Kowalem (którego również nie ominęły problemy) rzucił się po usunięciu problemu w pogoń, przy tak doborowej stawce nie był w stanie dogonić czołówki. Kowal ostatecznie dojechał do siódmej lokaty. Z przodu stawki prowadził Michał Bogdziewicz, który pewnie

prowadził przed Bartoszem Banachem (Flota Gdynia) i w drugiej części trasy uzyskał kilkuminutową przewagę, którą dowiózł do mety. Zwycięstwo Bogdziewicza, który był już Mistrzem Polski w maratonie w 2003r, nie jest niespodzianką, zawodnik ten wygrał w sezonie 2005 zawody Ligi BikeMaraton w Kościelisku, jednak w tak mocno obsadzonej stawce triumf jest z pewnością bardzo cenny. Trzecią lokatę zajął Dariusz Kwiatkowski (Górskie Orły Rabka). Mimo pozornie szybkiej trasy różnice czasu pomiędzy kolejnymi zawodnikami były spore. Stało się tak między innymi ze względu na pogodę. W drugiej połowie wyścigu wyraźnie ochłodziło się (do ok. 14 stopni C), zaczął padać deszcz a na Jamrozowej Polanie w ośrodku biathlonowym sypnęło gradem.

W rywalizacji pań dwa pierwsze miejsca były pewne od początku. Pozostawało tylko do rozstrzygnięcia, czy pierwsze miejsce zajmie Maja Włoszczowska czy Magda Sadłecka. Większą część trasy zawodniczki Lotto pokonały razem, jednak to

Maja w końcówce pokonała Magdę. Emocjonująca rywalizacja rozegrała się natomiast za plecami zawodniczek trenera Piątka. Karolina Kozela, Magda Balana, Agnieszka Krok, Justyna Frączek i Agata Jazic (w takiej kolejności dojechały do mety) ścigały się od samego startu. Pewnego rodzaju ciekawostką jest, że każda z zawodniczek miała kogoś do pomocy, co na trasie, której spora część wiodła w otwartym terenie miało spore znaczenie.

Imprezę można uznać za w pełni udaną. Co prawda można było (jak zawsze) znaleźć drobne niedociągnięcia, jednak biorąc poprawkę na fakt, że maraton został przygotowany przez niewielki lokalny klub - KK ZEM Duszniki Zdrój - bez doświadczenia w organizacji tego typu imprez, nie można mieć większych zastrzeżeń. Szczególnie cieszy fakt, że na starcie zawodów stanęła silna i liczna stawka silnych zawodników i zawodniczek. Tym samym maratony powoli stają się pełnoprawną dyscypliną sportową a nie tylko

egzotycznymi piknikami dla amatorów, które średniej klasy zawodnik XC może wygrać „jedną nogą”. Stało się tak bez większej roli PZKol, który do tej pory nie bardzo wydaje się radzić sobie ze zjawiskiem maratonów i nie zwraca uwagi na inne imprezy tego typu, czego przykładem może być przykład terminu Mistrzostw Polski, które odbyły się w ten sam weekend co finał najważniejszego cyklu zawodów XC w kraju oraz maratony dwóch komercyjnych lig maratonowych.
Wyniki (open) znajdziecie
TUTAJ. (plik PDF)
FOTO: Krzysztof Szarecki