Kiedyś było tu na co popatrzeć, wystawcy (a było ich prawie 100) „walczyli” o miejsce na swoje stoisko. Wiedzieli, że jeśli chcą się liczyć w polskim przemyśle rowerowym to muszą się tu pojawić ze swoim stoiskiem. Widać było także profesjonalizm w przygotowaniu i dbałość o klienta. Tegoroczna edycja targów była „trochę” inna.
W tym roku odstraszała już sama liczba wystawców - według organizatorów miało ich być 29. Niestety wystawcy na parę dni przed imprezą, po ujżeniu listy pełnej i ostatecznej listy, rezygnowali i wkońcu wystawiło się jedynie około 20 firm. O złym przygotowaniu targów przekonałem się już przed wejściem na halę wystawową – zarząd targów podał błędne numery autobusów, jeden z nich został zawieszony jeszcze w czerwcu! Po kupieniu biletu ulgowego (3zł) oraz katalogu (6zł, strata pieniędzy - oprócz zdjęcia na okładce nic pożytecznego nie można było w nim znaleźć) znalazłem się w hali wystawowej.
Szok!! Liczba stoisk wartych uwagi „powalała z nóg”. Do atrakcyjniejszych można zaliczyć m.in. PowerBara ze swoimi strojami oraz odżywkami, MagnumLocka z bardzo solidnymi zapinkami i innymi zabezpieczeniami przeciw złodziejom, stoisko marki ORBEA, które uważam za najlepsze stoisko całych targów.
W ich ofercie znalazło się około 20 rowerów z różnych przedziałów cenowych 1500-7000zł i jedna szosówka na pełnym Dura Ace za ok. 20 000zł. Oprócz tych seryjnych modeli wystawili jeszcze rowery CCC Polsat: kilka szosowych i górala Marka Galińskiego (sam Marek też był, spotkałem też Maję Włoszczkowską). To właśnie rower Galińskiego wzbudzał największe zainteresowanie spośród wszystkich rowerów na targu. Oprócz roweru „mistrza” duże wrażenie robiły jeszcze rowery miejscowych, m.in. Scott Octane, RB Monster. Reszty stoisk nie będę opisywał, ponieważ nie było na nich nic, co mogłoby zainteresować prawdziwego rowerzystę, wymienię tylko kilka produktów, żeby pokazać, z czym mieliśmy do czynienia. Były to m.in. fulle za 1000 zł z tarczówkami, korby za 20 zł i światełka za „piątaka”.
Poziom imprezy znacznie podnieśli "nasi” trialowcy - Rafał Kumorowski, Tomasz Kramarczyk , Paweł Reczek i wielokrotny mistrz słowacji. Urządzili wszystkim niezłe widowisko, ich skoki momentami powodowały, że na sali zapadała cisza, a po niej brawa. Widać było, że to światowa czołówka. Należy pochwalić także ich postawę wobec odwiedzających. Musze przyznać ze tego się nie spodziewałem. Z każdym można było porozmawiać, nawet zrobić rundkę na ich rowerach!! Oprócz trialu można było jeszcze obejrzeć zawody( a raczej pokazy) flatlandu, który również przyciągnął wielu kibiców. Gdyby nie te pokazy to przekreśliłbym te targi na zawsze.Po tych targach zostaje tylko nadzieja, że za rok będzie lepiej, jeżeli targi w ogóle się odbędą. Myślałem, że przemysł rowerowy w Polsce się rozwija, ale po tych targach zastanawiam się czy nie jest na odwrót.
A co wy sądzicie na temat targów? Zapraszam do wypowiedzi.