Siedząc przed komputerem i patrząc w moje dachowe okno widzę śnieg i lód. Od razu zapalam coś i wspominam wakacyjna wyprawę do Holandii na rowerze zapakowanym do granic możliwości. Marzyłem o niej 2 lata aż w końcu marzenia stały się rzeczywistością. Przed wyjazdem na taką wyprawę należy się ubezpieczyć. Ja się ubezpieczałem w Allianz i ubezpieczenie na 30 dni kosztowało mnie 120 złotych. Jak będziecie się ubezpieczać to agent przedstawi Wam korzystną ofertę. Kolejną rzeczą jaką zrobiłem to zorientowałem się jak dotrzeć do znajomego, który mieszka w Niemczech. Wybrałem autokar międzynarodowy firmy Globus. Dotarcie (w moim przypadku) do znajomego kosztowało mnie 270 złotych. Duży komfort jazdy, wygoda i ładna młoda pilotka zagwarantowane. Przed wyjazdem zorganizowałem trochę kasy (400 Euro) i byłem gotowy wyjechać z Polski.
Końcem sierpnia 2002 roku zapakowałem rower w papierowe pudło, wsadziłem do autokaru i jazda do Niemiec do znajomego przygotować się do wyprawy. Po 19 godzinach jazdy dotarłem na miejsce i po odpoczynku zajęliśmy się przygotowaniem rowerów do jazdy. Jako pierwsze zajęliśmy się zakładaniem przedniego bagażnika z Koga’i. Ja preferuje XC i taki tez mam rower, więc trzeba było sprawić sobie jakieś mocowania na sakwy. Bagażnik ten jest dosyć delikatny i można na niego zakładać jedynie małe sakwy (25 litrów). Zabawa była niesamowita, gdyż Koga ma swoje standardy związane z grubością zacisków na amora. Ale luz, poradziliśmy sobie. Nic nie działa tak dobrze jak... imadło. Po kilku godzinach walki z kogą przyszedł czas na tylni bagażnik. Był on mocowany na sztycę (mało wytrzymały, jedyne 10kg). Ale i tak zapakowałem więcej czego później były konsekwencje. Po 2 dniach coś zaczęło stukać. Spaw pęknął i zaczął mnie denerwować stukaniem bagażnika. Problem znikł jak użyłem taśmy izolacyjnej w miejsce stukania.
Najważniejsze w takiej wyprawie są koła. Proponowałbym wszystkim mocno naciągnąć szprychy, gdyż przeciążenia są ogromne. Wracając do kół, na felgi zaciągnęliśmy semi-sliki z lekkim bieżnikiem po boku firmy Semperit (wcześniej Continental). Jazda na nich jest niesamowita. Zero oporu na asfalcie, a w razie nagłego ostrego skręcania boczny bieżnik trzyma koło na nawierzchni. Kolejną rzeczą, na którą należy zwrócić uwagę to sakwy. Koniecznie lub przede wszystkich muszą być nieprzemakalne. Jechałem 8 godzin w ulewie i moje sakwy Ortlieb’a nie przepuściły nawet kropli. Jak mamy bagażniki, sakwy, gumy to można się zacząć pakować. Nie wspominam o braniu dętek, łyżek, łatek i innych niezbędników, bo to chyba zbyteczne. Należy ograniczyć ciuchy do minimum gdyż każdy kilogram na rowerze to dodatkowe drgania, ograniczona kontrola nad rowerem i brak komfortu podróżowania. Ważną rzeczą w takiej wycieczce są ciuchy. Musicie mieć coś nieprzemakalnego i oddychającego. Mieliśmy 3 dni deszczowe i gdyby nie ciuchy wodoodporne, ta wyprawa była by przez nas przeklęta na maxa.Teraz sprawy finansowe. Należy wziąć ze sobą minimum 400 Euro, aby tam wyżyć, tzn. zapłacić campingi oraz kupić sobie jakieś żarcie, bo wożenie kupionego wcześniej to głupota. Mając do dyspozycji 4 sakwy jest to niemożliwe, aby wziąć jedzenie na cała wyprawę. Ceny campingów wahają się w zależności od ilości gwiazdek: od 3 do 7 Euro za dobę na osobę plus 3 Euro za średni namiot. Dziennie na jedzenie wydaję się 10 Euro, ale to nie jest jakieś wystrzałowe jedzenie tylko bułki, chleb, jajka, boczek, jakieś konserwy i makaron. Ja z moimi dwoma przyjacielami kupowaliśmy jedzenie na 2 dni i koszty dzieliliśmy na 3. Holandia pod względem jedzenia jest droga w porównaniu do Polski.
Już wkrótce ukaże się druga część artykułu opisująca jazdę i wrażenia z wojaży.