Pobieram dane...
| Przemysaw Wilczyski 16-06-2007, Sobota |
Komentarzy: 1 Tagi: Sudety |
Dzień rozpoczął się…fatalnie. W nocy temperatura spadła poniżej 0ºC (według informacji uzyskanych przez nas u właściciela pola namiotowego było -2ºC). Wojtka tak wyziębiło, że biedak całą noc nie zmrużył oka, mimo że spał opatulony jak mumia we wszystkie ubrania, które miał. Zresztą ja też nie spałem dobrze. Po tych doświadczeniach umówiliśmy się z gospodarzem, że kolejną noc spędzimy w świetlicy. Trochę nas to pocieszyło, bo Wojtek stwierdził, że jeśli kolejna noc ma wyglądać tak samo, to pakuje się i jedzie do domu;). Nad rozlanym mlekiem nie płakaliśmy jednak długo, bo czekała nas droga na Śnieżnik. Ta prowadziła wśród lasu aż na sam szczyt, z którego można było podziwiać wspaniałe widoki: na wschodzie majestatyczny Pradziad w paśmie Jeseników z charakterystyczną wieżą telewizyjną; na zachodzie lśniące od śnieżnej bieli grzbiety Karkonoszy. Coś niesamowitego! Serce każdego miłośnika gór raduje się na taki widok. Mieliśmy szczęście, że przejrzystość powietrza była znakomita. Czyste powietrze, wiatr dmuchający ze wszystkich stron, wszechogarniająca przestrzeń…Tak wygląda magia gór…Tak smakuje wolność…W drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o malowniczy Wodospad Wilczki i z nadzieją oczekiwaliśmy kolejnego dnia, kiedy to mięliśmy dojechać do serca Karkonoszy – Karpacza.
Ten dzień okazał się dla mnie najtrudniejszy ze wszystkich. Dopadły mnie jakieś problemy żołądkowe, a co za tym idzie osłabienie całego organizmu. Myślałem, że nie dam rady wejść na najwyższy szczyt Karkonoszy i zarazem Czech - Śnieżkę, jednak dzięki wyciągowi zabierającemu turystów na wysokość 1377 m n.p.m. udało się. Potem jeszcze tylko godzinka na szczyt, która dla mnie ciągnęła się w nieskończoność…Uff, było naprawdę ciężko. Tylko siła woli pchała mnie do przodu i pozwoliła mi wejść na sam szczyt. Ktoś kiedyś powiedział, że każdy ma swój Mount Everest. Moim Everestem w tym dniu była Śnieżka. Po wejściu na szczyt byłem tak padnięty, że nawet nie potrafiłem się cieszyć ze wspaniałych widoków. Wielka szkoda. Po powrocie do obozu zwinęliśmy namiot i na spoczynek udaliśmy się do schroniska Liczyrzepa. W tym miejscu muszę napisać kilka krytycznych słów o samym Karpaczu. To mieścina typowo turystyczna (a czego się spodziewałem?), bardzo skomercjalizowana, nastawiona na zdzieranie kasy z turystów i łatwy zarobek. Tłumy ludzi w sandałach i szpilkach chodzą od jednej restauracji do drugiej i rozglądają się za tanimi pamiątkami. Nie mój klimat. Karpacz przypomina Zakopane (notabene też nie lubię tego miasta), choć jest oczywiście mniejszy, a i same Karkonosze nie robią takiego wrażenia, jak Tatry. No cóż, nie wszędzie znajdę to, czego szukam, ale chyba warto próbować, bo może kiedyś się uda (taką mam nadzieję)?
Zobacz także...Turystyka: Wyprawy po Polsce
13.06



KomentarzeKomentarze
komentarzy 1
| Patronat medialny - IMPREZY |
|
| Patronat medialny - DRUŻYNY |
|
© bikeWorld.pl 2011 Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie oraz rozpowszechnianie materiałów zawartych na niniejszej stronie jest zabronione!