Majówka, majówka, czyli by nie rozpisywać za długo opowieść o podróży rowerkiem po górach przez 4 dni. Początek opowieści ma miejsce w Dęblinie w piątek 28 kwietnia o 18-stej na stacji PKP.
Po 2 godzinkach podróży znalazłem się na dworcu „Warszawa Wschodnia” by tu z ok. połową mieszkańców Stolicy, którzy mieli też wolne wcisnąć się do jednego pociągu. Kierunek - „Szklarska Poręba”. To jak upłynęła podróż wiedzą wszyscy podróżni tego pociągu - ścisk, ścisk, ścisk.
Tu obowiązkowo przesyłam ukłony dla dyrekcji PKP za brak wyobraźni, by na dłuuuugi majowy weekend nie zaplanować dodatkowych składów w Nasze góry. Po ok. 50 min opóźnienia (musieli podstawiać już na Wschodniej dodatkowe wagony) nasza podróż rozpoczęła się na dobre aż do......... „Warszawy Centralna” gdzie 2-ga połowa mieszkańców stolicy czekała na ten sam pociąg . Gdy już wszyscy się wcisnęli stwierdziłem ze jestem szczęśliwym człowiekiem- miałem w rowerowym swoje 1,5 m kwadratowego na podłodze i prawie mogłem rozprostować nogi. Podróż upływała na długich konwersacjach o rowerach, trasach rowerowych w „Rowerowej Stolicy Polski”, górach, Maybachach księży i polityków. Dojechaliśmy do Wrocławia, gdzie ku mojej wielkiej uciesze dołączyła moja serdeczna przyjaciółka Ania,by razem ze mną dzielić trudy i radości majówki w Sudetach.



Do Szklarskiej Poręby dojechaliśmy ok. 9 rano i tak jak większość podróżnych udaliśmy się w poszukiwaniu kwatery by odpocząć po podróży. Nie mając jakiejkolwiek rezerwacji wraz z Anią i nowo poznanym kolega Hubertem znaleźliśmy bardzo przyzwoity pokoik w schronisku „Wojtek” (pozdrowienia dla sympatycznego personelu – bardzo mili ludzie). Po kilku godzinkach snu i obiadku udaliśmy się na mały rekonesans okolicy. Nasz mały rekonesans przekształcił się w kilku godzinną przejażdżkę po okolicach Szklarskiej m.in. drogą czeską aż do Polany Jakuszyckiej. Z centrum szklarskiej rozciągają się widoki Sudetów wraz ze Śnieżką. Tego dnia bardzo utkwił mi obraz kajakarzy ćwiczących swoje umiejętności w rzeczce Kamieńczyk tuż przy „Kruczych skałach”. Po powrocie wieczór upłynął nam na dalszych rozmowach oraz na konsumpcji produktów spożywczych ze sklepu ”Groszek”. Niedziela rano. Za oknem deszcz i mgła. Stwierdziliśmy jednomyślnie – czekamy na poprawę pogody. Dowiadujemy się od Huberta ze pod schroniskiem czekają już koleżanki Huberta – Agnieszka i Małgosia z trójmiasta, z którymi Hubert tez się umówił na majówkę w górach. Po zapoznaniu się, zjedzeniu wspólnego śniadania, krótkich poprawkach przy rowerach ruszyliśmy w 5 osób w góry Izerskie. W trakcie jazdy nasze plany podróży się zmieniały. Przez centrum Szklarskiej, droga czeską do wodospadu Kamieńczyka, gdzie zrobiliśmy odpoczynek oraz dokonaliśmy konsumpcji kiełbasek z ogniska. Kolejnym punktem na naszej trasie było dodarcie do schroniska na Hali Szrenickiej. Dość strome podejście oraz zalegający śnieg spowodował, iż jazda rowerkiem stała się niemożliwa. Im wyżej byliśmy, tym coraz ładniejsze widoki wokół nas. Rozległe panoramy mogliśmy podziwiać dopiero pod schroniskiem, gdyż w dolnej części szlaku zalegała gęsta mgła. Trudy naszego maszerowania z rowerami zostały nagrodzone wspaniałymi widokami i ciepłą herbatką w schronisku. Tu postanawiamy przenocować. Warto w tym momencie nadmienić, iż z Hali Szrenickiej prowadzi szlak pieszy na Szrenicę a następnie dalej można udać się na „Śnieżne Kotły”. My ze względu na brak odpowiedniego ubioru i dość dużą pokrywę śniegu na szlaku nie ryzykowaliśmy pójść pieszo. Może innym razem.



Poniedziałek rano. Pogoda coraz lepsza. Po szybkiej toalecie porannej, spakowaniu się i śniadanku wyruszamy dalej. Już pod schroniskiem wszyscy okazują oznaki zadowolenia - przed nami zjazd i to bardzo ciekawy zjazd. Opuszczając Hale Szrenicką kierowaliśmy się do przejścia granicznego z Czechami, by udać się do Harrachowa słynącego z huty szkła i skoczni narciarskiej. Po przekroczeniu granicy - miła niespodzianka - zjazd do samego centrum miasta. W Harrachowie robimy postój pod skocznia by wdrapać się po schodkach na szczyt nieczynnej już skoczni, a następnie jedziemy na zwiedzanie muzeum szkła. Po dotarciu do muzeum okazało się, iż obiekt był zamknięty tego dnia. Postanowiliśmy wracać do Polski, a dokładnie do schroniska Orle szlakami rowerowymi, które były niestety w niektórych miejscach kompletnie zasypane śniegiem, co widać na fotkach. Po wielkich trudach przeprowadzania przez śnieg docieramy do schroniska w Górach Izerskich. Tu po odpoczynku niektórzy z nas mieli możliwość spróbowania „Walonki izerskiej” w knajpce przy schronisku. Następny dzionek i stwierdzenie „musimy wraz z Ania wracać do Wrocławia”. Powróciliśmy do Szklarskiej Poręby ścieżkami rowerowymi, z których rozciągały się fantastyczne widoki Sudetów. Wieczorkiem byliśmy już we Wrocławiu. Hubert zaś z dziewczynami kontynuowali podróż udając się m.in. do Świeradowa-Zdroju.



Wyjazd ten zaliczam to bardzo udanych. Była to dla mnie okazja poznania bardzo interesujących osób oraz zobaczenia gór, które tak lubię bardzo, a których nie ma w miejscu mojego zamieszkania. Mogę mieć zastrzeżenia a raczej pytanie czy na tak bardzo reklamowanych trasach w „rowerowej stolicy Polski” powinien w maju zalegać 30 cm śnieg z marca? Bo przecież nie spadł w jedną noc? Po za tym chciałbym zwrócić uwagę by wyjeżdżając w góry na rowerek zabrać ze sobą ciepłe ubranie. No i termos oczywiści. Ten ostatni niezmiernie nam się przydał. Pozdrawiam