Park WPKiW

Drukuj

Gdy 50 lat temu w 1952 roku, na terenie zdegradowanym do granic możliwości, hałdach z odpadkami przemysłowymi z hut i kopalń, postanowiono utworzyć park, nikt nie przypuszczał, że stanie on się stolicą rowerową śląska... Witamy w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku, czyli olbrzymim terenie sześciuset hektarów powierzchni (wyłączając Zoo i Wesołe miasteczko), gdzie każdy rowerzysta znajdzie coś dla siebie. Moja przygoda z parkiem zaczęła się gdy dostałem pierwszy trójkołowy rower, jako, że mieszkam naprzeciw tego wspaniałego miejsca często wychodziłem tam z rodzicami na spacery

Gdy 50 lat temu w 1952 roku, na terenie zdegradowanym do granic możliwości, hałdach z odpadkami przemysłowymi z hut i kopalń, postanowiono utworzyć park, nikt nie przypuszczał, że stanie on się stolicą rowerową śląska... Witamy w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku, czyli olbrzymim terenie sześciuset hektarów powierzchni (wyłączając Zoo i Wesołe miasteczko), gdzie każdy rowerzysta znajdzie coś dla siebie.

Moja przygoda z parkiem zaczęła się gdy dostałem pierwszy trójkołowy rower, jako, że mieszkam naprzeciw tego wspaniałego miejsca często wychodziłem tam z rodzicami na spacery. Potem wiadomo rowerek z kijem z tyłu i uczymy się równowagi (mogłem się wtedy do tego bardziej przyłożyć), potem przyszedł czas na rometa. Powoli zacząłem poznawać dalsze ostępy, ścieżki... To były początki, takie jak innych okolicznych "wyjadaczy", tak więc chyba nikogo nie zdziwi, że dla wielu park ten jest miejscem kultowym.

Powoli zacząłem poznawać podobnych mi zapaleńców, to były już czasy kiedy jeździłem na trekkingu Authora. Okazało się, iż zapaleńców jest naprawdę dużo, od osób które mają tylko jedną szarą komórkę i tych naprawdę wporządku ludzi. To właśnie to, nie umawiając się z nikim można tu codziennie spotkać znajomych kolarzy w liczbie przekraczającej pięć osób - wspaniałe. Tu się handluje, odpoczywa, trenuje, rozmawia i po prostu jeździ. Wiele osób narzeka, że w mniejszych miastach, muszą jeździć sami. U nas tego nie ma i to jest właśnie czynnik który napędza formę, można jeździć z kimś lepszym od siebie, a to zawsze pomaga.

Ale nie tylko ludzie budują tą magię, bo bez parku nie znalibyśmy się... Dzięki temu, że WPKIW został zbudowany na hałdach jest to miejsce dość pagórkowate i na bardzo małym terenie mamy, co prawda krótkie, ale 9% podjazdy no i nie gorsze zjazdy. Dla XC i FR jest tu wiele leśnych ścieżek zjazdów jak i podjazdów, jest i wąwóz na kształt pipe'u na którym uprawia się dirt i wykonuje no hand'y i table. Ale po kolei: Więc jest pipe, zjazd z hopkami (oznaczony jako czarna trasa rowerowa), las od planetarium w dół to ogrom ścieżek, gdzie można sobie 50 km\h zjechać jak i podjeżdżać. To samo z drugiej strony "planety", ale tam już nieco mniej opcji. No i wreszcie samo obserwatorium Astronomiczne, a ściślej mówiąc schody przed nim. Można wskakiwać zjeżdżać na fullach skakać i podjeżdżać po murkach obok. Wreszcie najostrzejszy w parku zjazd - Ławka. Są różne warianty "z drzewkiem" lub "dwoma drzewkami". Te opcje wymagają bardzo dobrych hamulców i dużej wprawy, bo wygląda to tak jak slalom specjalny, gdzie ustawiono dwie tyczki tyle, że większe. Teraz wszystko wygląda inaczej niż jeszcze kilka lat temu, zjazd jest szeroki i łatwiejszy, niedawno jeszcze o wiele łatwiej było znaleźć się w krzakach. Również i szosy nie brakuje, najpopularniejsze jest "kółeczko" trasa za zoo naokoło prawie całego parku, długości 6,5 km (w tym 1,8 km podjazdu, 1,9 km zjazdu i 2,8 km po płaskim). Tak mały a zarazem duży jak na park odcinek pozwala na to, iż można wiele osób dogonić lub po prostu szybko spotkać, gdy jeżdżą w przeciwną stronę. W lato tworzą się kilku do kilkunastu osobowe peletony - po przejechaniu dwóch kółek już się kogoś łapie lub jest się łapanym. Zwykle jak taki peleton przewala się przez park, zmienia się pierwszeństwo przejazdu, ludzie wolą się zatrzymać popatrzeć, niż wrzeszczeć, że straszymy ludzi, niestety i tacy się zdarzają. Jeśli chodzi o trial to tu właśnie testuje swe ramy Rafał Klisiński i kilku jego kumpli z BT, często ich widzimy jak skaczą na licznych kamieniach, amfiteatrze i murkach w parku. Dla naśladowców Dave'a Mirry zbudowano niedawno małą rampę. Tak więc każdy znajdzie coś dla siebie. Po treningu robimy zajazd do knajpki przy zoo, gdzie wypijamy resztki isostara z bidonów i nie tylko... Jest to przyjemny bar pod parasolami (w ciepłe dni jak znalazł).

Niedaleko parku znajduje się największy na Śląsku sklep rowerowy Twomark, który od pewnego czasu posiada swój Racing Team, w którym jeżdżą najlepsi z okolicy. Zarówno WPKiW jak i ten sklep pełnią rolę bazy wypadowej, umawiamy się w kilka osób i jedziemy na dalsze wycieczki. Dzieje się tak między innymi dlatego, iż w soboty i niedziele, między pieszymi nie da się jeździć, a oni uważają, że park jest TYLKO dla nich. Niektórzy się przekonali dość boleśnie, że tak nie jest, ale zawsze tam gdzie są piesi będą konflikty między nimi i rowerzystami... Drugą wadą tego miejsca jest bliskość osiedla gdzie rządzą "dresy", zwinęli oni trochę sprzętu i układają gałęzie na ścieżkach więc trzeba uważać.

Niedawno rozegrano tu zawody XC o "Puchar Twomark Giant". Ktoś złapał trzy gumy pod rząd. Kto inny zaliczył efektowne OTB, jeszcze inny przyjechał pochwalić się nowym nabytkiem, inny wyrwaną obręczą. Zbudowaliśmy hopkę... Park żyje i żyć będzie, póki jeździmy, póki starcza pieniążków na utrzymanie naszych rowerków w dobrym stanie i póki mamy siłę pedałować, bez końca.

Obserwuj nas w Google News

Subskrybuj