Targi Sport Life Brno. Czego nam brakuje?

To z pewnością nie są najważniejsze, największe i najbardziej prestiżowe targi w Europie. Pokazują jednak, że o wiele mniejszy kraj niż Polska może być w wielu dziedzinach o wiele bardziej zaawansowany.

Made in China czy Made in Czech Republic?
Czesi od dłuższego czasu słyną z kilku swoich marek. Pell's, Superior, Duratec, MRX, Favorit... bogactwo oferty, design i wykonanie robią wrażenie. Duratec, o czym pisaliśmy już przy okazji poprzednich relacji z Brna stawia na customowe rozwiązania. Indywidualne dobieranie geometrii, niebanalne wykorzystanie nowoczesnych materiałów, ręczne wykonanie to elementy, które wyróżniają tę markę nie tylko na czeskim, ale i na europejskim rynku. Pell's czy Superior są bardziej komercyjne, za to docierają do szerszego klienta. Pell's proponuje nie tylko rowery, ale i niemal kompletną kolekcję komponentów: wsporników, widelców, akcesoriów i ubrań. Fakt, że część z nich jest żywcem wyjęta z dalekowschodnich katalogów nie zmienia faktu, że można w kolekcji znaleźć prawdziwe perełki, zamawiane z większą uwagą. Rzecz nie w tym, by nie zamawiać w Chinach czy na Tajwanie. Rzecz w tym, by wiedzieć, u kogo zamawiać, wybierać odpowiednich wykonawców, którzy zagwarantują dobre wykonanie i zaoferują ciekawe rozwiązania. Czesi ze swoimi markami dość szybko to zrozumieli. Dzięki temu stoiska tamtejszych firm nie ustępują niczym firmom „zachodnim” a w niektórych elementach nawet je przewyższają. Poza kilkoma modelami Favorita np. Demy nie ma uczucia obcowania z dalekowschodnią tandetą, jest za to wrażenie profesjonalizu i wysokiej jakości. Jaka w tym zasługa plastyków i designerów, którzy np. poprzez odpowiednie malowanie tworzą właściwe wrażenie? Nie ważne. Ważne, że czeskie firmy owo wrażenie robią naprawdę znakomite. Rowery i komponenty są ładne, efektowne i wzbudzają zaufanie. Zrobić odpowiednie wrażenie również jest cenną umiejętnością!
 



Komercja i elita
O tym, jak wygląda czeski rynek świadczą nie tylko lokalni producenci, ale także obecność światowych gigantów. W Brnie prezentowały się największe światowe marki, co więcej, prezentowały się godnie. Oczywiście wszystkie najważniejsze nowości zostały już pokazane na Eurobike, w Brnie nie robiły już takiego wrażenia. Niemniej jednak czołowi producenci pokazali, że czeski rynek jest dla nich ważny i odpowiednio podeszli do sprawy. Stoiska Specializeda, Scotta, KTMa, Gianta, SRAMa, Garego Fishera i Treka, Ghosta, Felta... niemal wszystkich liczących się marek były na wysokim poziomie. Duże, z profesjonalną obsługą, miłymi hostessami. Można nawet powiedzieć, że na drugi plan zszedł sam sprzęt. W obecnych czasach, gdy Internet dostarcza niemal na bieżąco najświeższych informacji, na targi nie jeździ się po to, by dać się zaskoczyć. Tak buduje się swój wizerunek, dlatego też, szanując lokalny rynek czescy przedstawiciele niemal wszystkich najważniejszych producentów stanęli na wysokości zadania. O tym, jak bardzo czeski rynek różni się od polskiego pokazuje jednak nie tylko obecność gigantów. Tych zazwyczaj stać na pokazanie się na dużych imprezach. Tymczasem oko można było zawiesić nie tylko na stoiskach potentatów. Na równi z nimi prezentowały się firmy, u nas uznawane za niszowe. Cinelli, Ridley, Sinttesi, Full Dynamix, Xentis, Spinergy, Intense, Rotor, Tufo, Reynolds, Litespeed, A.Dugast czy nawet... producent namiotów tlenowych. To wszystko w należytym opakowaniu, często prezentowano dopracowane w szczegółach, leciutkie „showbike” na nietypowych komponentach. Sporo było rowerów czasowych, triathlonowych, przełajowych. Mimo że są to dyscypliny mniej popularne, nie zapomina się o nich, dając możliwości wyboru i rozwoju.

(czytaj dalej)

Podobne artykuły