Test: Miejsko-trekkingowy e-bike Overfly Muse Plus

Sprawdzamy nowego, miejsko-trekkingowego elektryka od polskiego producenta - Overfly Muse Plus. Jaka jest nasza opinia na jego temat?

Układ wspomagania – serce Muse’a

Jeśli sercem „klasycznych” rowerów jest rama, tak w przypadku elektryków ten tytuł zdecydowanie należy się jednostce napędowej. Podobnie jak w Boltach, również tutaj zastosowano silnik Ananda. Jednostka ma bardzo wysoki moment obrotowy wynoszący 90Nm i generuje moc nominalną 250W (zgodnie z normą UE EN 15194, czyli średnia moc z 30min) oraz maksymalną 800W. Maksymalna prędkość, do której działa wspomaganie to 25km/h – ograniczone już wcześniej wspomnianą normą.

 

 

Bateria, o czym dumnie informuje nas naklejka na wsporniku nad węzłem suportowym, jest produkowana w Polsce i otrzymujemy na nią aż 3 lata gwarancji. Pracuje w nominalnym napięciu 36V i zbudowana jest na bazie markowych, litowo-jonowych ogniwacg Panasonic, które według producenta są znacznie trwalsze i stabilniejsze niż ogniwa "no-name". Standardowa bateria wbudowana w ramę ma pojemność 14,5Ah (520Wh), ale na etapie zamawiania roweru możemy wybrać za dopłatą 440zł baterię o pojemności 17,5Ah (630Wh). Według producenta zwiększa ona zasięg roweru z 70-100 km do 80-120 km, oczywiście w zależności od używanego przez nas poziomu wspomagania.

 
 

 

Nam podczas testu bateria wystarczyła na niecałe 60 kilometrów, ale musimy przyznać, że wykorzystywaliśmy raczej mocniejsze tryby i nasza jazda była co najmniej "nieekonomiczna" (w końcu to test!), także dystanse pomiędzy ładowaniami deklarowane przez producenta są jak najbardziej możliwe do osiągnięcia. Moduł baterii możemy łatwo wyciągnąć po przekręceniu kluczyka blokady, a ładowanie  możliwe jest zarówno z baterią w rowerze (gniazdko jest ukryte na ramie) jak i po jej wyjęciu. Pełne naładowanie baterii z wykorzystaniem dołączonej ładowarki zajmuje niecałe 9 godzin.

Bateria jest dobrze spasowana z ramą – nic nie odstaje, a co najważniejsze nie hałasuje nawet na sporych wertepach, co jest częstą bolączką elektryków, jednakże umieszczenie jej od dołu ramy może powodować, że grawitacja zrobi swoje i z biegiem czasu zatrzaski się wyrobią i moduł baterii zacznie się mocniej ruszać - czas pokaże, ale rozwiązanie z dostępem do baterii od góry wydaje się bezpieczniejsze.

Overfly oferuje do Muse’a dodatkowe battery packi, które przykręcamy do górnej rury -  takie umieszczenie zasobnika sprawia, że środek ciężkości nadal pozostaje stosunkowo nisko i nie przesuwa się do tyłu jak w przypadku montażu . Dostępne są opcje o pojemności 17.5Ah, 24.5 Ah i 31.5 Ah, w cenach odpowiednio 2.200, 2.800 i 3.400zł). Montując największą z nich otrzymujemy ogromną łączną pojemność 49Ah (1764Wh), wydłużając tym samym zasięg do nawet 250km, co powinno pozwolić na przejechanie kilkudniowej wyprawy lub nawet najbardziej ambitnej jednodniowej eskapady bez dostępu do gniazdka.

 

 

 

Z „podwórka” motoryzacyjnego wiemy, że baterie są najsłabszym ogniwem całego systemu hybrydowego, gdyż ich wydajność wyraźnie spada wraz z upływem czasu i są pierwszym elementem nadającym się do wymiany. W tym miejscu ujawnia się kolejna mocna strona polskiego producenta. Overfly oferuje usługę regeneracji wszystkich budowanych przez siebie modułów, także nawet po kilku latach użytkowania roweru nie staniemy przed dylematem czy i gdzie będzie możliwa wymiana ogniw w naszym rowerze.

"Mózgiem" całego systemu jest niewielki, umieszczony centralnie przed wspornikiem kierownicy komputer z kolorowym wyświetlaczem  sygnowany logo Overfly. Posiada on jedynie dwa przyciski – jeden służący do uruchomienia licznika (i całego wspomagania) i drugi, którym możemy włączyć przednią lampkę. Sterujemy nim wyłącznie poprzez jeden guzik umieszczony na przełączniku trybów wspomagania, znajdujący się przy lewej klamkomanetce. Ekran ma pięć pól – dolna połowa podzielona jest na cztery pola, na których mamy informacje o dystansie całkowitym, dystansie wycieczki, chwilowej mocy wspomagania oraz jego stopniu. Górna połowa to do wyboru prędkość chwilowa, średnia i maksymalna (przełączane krótkim naciśnięciem wspomnianego guzika. Jego dłuższe przytrzymanie powoduje przełączenie na drugi ekran – oferuje on dokładnie te same dane, ale w innym układzie graficznym. Górna belka (analogiczna jak w telefonach) wskazuje czy mamy włączone przednie światło oraz poziom baterii. Sposób sterowania naprawdę przypadł nam do gustu -  jest banalnie prosty i intuicyjny. W kwestii prezentowanych danych chętnie dodalibyśmy jeszcze informację o pozostałym, szacowanym zasięgu w zależności od trybu wspomagania, na którym jedziemy.

 

 
 

 

Wspomnimy jednak o dwóch mankamentach komputera – pierwszym jest niezbyt dobry kontrast w świetle słonecznym – wartości są w miarę dobrze widoczne, ale „opisy” pól już zupełnie nie. Drugi minus to mocowanie. Ze względu na zastosowanie kierownicy o średnicy 25.4mm, pod obejmami trzymającymi licznik znajdują się grube gumowe podkładki i nawet skręcając śruby mocujące „do oporu”, komputer potrafi się obrócić po wjechaniu w większą dziurę. Rozwiązaniem tego problemu mogłoby być zastosowanie kierownicy oversize, co niewątpliwie pozytywnie wpłynęłoby też na sztywność kokpitu, a co za tym idzie pewność prowadzania roweru.

System oferuje 5 poziomów wspomagania oraz dodatkowo tryb „walk”, pomagający nam pchać rower. Pomimo dużego momentu obrotowego wspomaganie działa dosyć spokojnie. Rower nie wyrywa spod świateł lub przy gwałtownym, mocnym depnięciu w korby nawet na najmocniejszym trybie. Według nas wcale nie jest to jednak wada, gdyż takie „ugładzenie” jego pracy bardzo dobrze spisuje się w mieście jak również na spokojnych wycieczkach, czyli w warunkach, do których rower ten został stworzony. Przyspieszenie możemy „poprawić” dbając o wysoką kadencję, przy której silnik reaguje zdecydowanie bardziej żwawo.

 

 

 

 

Poziomy wspomagania zmieniamy wygodnym przełącznikiem umieszczonym obok obejmy klamki przedniego hamulca. Różnice pomiędzy poziomami  są zdecydowanie wyczuwalne – ten najsłabszy jest świetną opcją podczas poruszania się z niewielkimi prędkościami np. w centrum miasta lub gdy jedzie obok nas ktoś bez wspomagania - tryb ten pozwoli nam się też zmęczyć. Najmocniejszy z kolei sprawia, że praktycznie cały czas „żeglujemy” z prędkością oscylującą w granicach 25km/h przy minimalnym wysiłku. Z naszych obserwacji w ruchu miejskim w pełni wystarczający jest już środkowy, trzeci tryb wspomagania, bo nawet na nim szybko (i łatwo!) osiągamy limit prędkości, a baterii starczy na zdecydowanie dłużej.

Opóźnienie przy ruszaniu z miejsca wynosi około 1-2 sekundy, także rower nie "wyrywa" jak pocisk spod świateł. Opóźnienie jest podobne, gdy zaczniemy ponownie pedałować w trakcie jazdy. Układ za to niemalże natychmiast reaguje na zmiany w generowanej przez nas mocy w trakcie pedałowania, przez co jazda jest bardzo płynna. Bardzo podobało nam się też odłączanie wspomagania – nie ma tu gwałtownego odcięcia, które potrafi występować w "sportowych" e-bike'ach, a raczej płynne odebranie mocy -  gdy przestajemy pedałować, Muse utrzymuje prędkość tak, jak lekkie rowery pozbawione prądu. Taka charakterystyka pracy jest według nas odpowiednia do tego typu roweru.

Dźwięk silnika jest słyszalny, ale nie jest drażniący - poza cichym "bzyczeniem" z jednostki napędowej nie docierają do nas żadne inne dźwięki.

(czytaj dalej)

Podobne artykuły