Test: Jobobike Henry – elegancki miejski e-bike

Sprawdzamy miejski rower elektryczny od świeżego na polskim rynku producenta - zobacz naszą opinię na temat roweru elektrycznego Jobobike Henry

Spis treści:

  1. Podsumowanie

 

 

 

 

Zwykle w naszych testach na drugi plan schodzą takie detale jak gripy czy siodło, natomiast w przypadku Henry’ego te elementy mogą mieć znaczenie dla przyszłego posiadacza – po pierwsze są komfortowe, a po drugie po prostu składają się na dopracowaną estetykę całości roweru. Zarówno chwyty, jak i siodło należą do tych miękkich i po prostu wygodnych. Wykończenie w kolorze brązowym czyni rower bardziej eleganckim.

Punktów do wyglądu roweru dodają także opony – Jobo sięga po miejski, ale całkiem uniwersalny za sprawą słusznej szerokości model jednego z europejskich, oponiarskich potentatów – mowa o modelu Fat Frank (28 cali / szerokość 2”) od Schwalbe. Powyższe opony posiadają estetyczny, brązowy pasek boczny ze wspomnianymi odblaskowymi printami, ale co najważniejsze – szerokość opon dodaje komfortu podczas jazdy, a same opony zauważalnie wygładzają nierówności i pozwalają śmiało poczynać sobie z takimi elementami miejskiej infrastruktury jak nie do końca wygładzone krawężniki czy kostka brukowa. Z tego typu oponą można nawet zjechać na utwardzoną ścieżkę szutrową.

 

 
 

 

 

Jak Henry spisuje się w praktyce?

Henry prowadzi się tak jak na nowoczesny rower miejski przystało – jest przede wszystkim stabilny i łatwy w opanowaniu. Rozumiemy przez to, że szybko czujemy się na tym rowerze po prostu pewnie. Wszystko to przy założeniu, że rozmiar Henry’ego będzie dla nas odpowiedni – Jobo oferuje ten model tylko w jednym, ale za to uniwersalnym rozmiarze 20” – osoby o średnim wzroście znajdą tu swoją komfortową pozycję, natomiast bardzo niskie lub bardzo wysokie osoby mogą się w rozmiarówkę Henry’ego nie wpasować.

 

 

 

 

Na Henrym siedzimy w bardzo wyprostowanej pozycji – o tym wspominaliśmy już powyżej – w tym względzie elektryczny mieszczuch Jobo też jest podręcznikowy. Jeśli natomiast chodzi o komfort w perspektywie wygładzania nierówności – najwięcej zasług na powyższym polu wydają się mieć opony Schwalbe, które są na tyle szerokie, że absorbują drobniejsze nierówności szosy. Widelec – pojedynczy mikroamortyzator z przodu cechuje mniejsze ugięcie niż powszechnie spotykanych, tradycyjnych amortyzatorów, jednak dla nas rachunek zysków i strat jest jasny – Jobo dokonało słusznego wyboru i o wiele bardziej doceniamy widelec zastosowany w Henrym, niż te najtańsze modele amortyzatorów sprężynowych. W rowerze miejskim czy nawet bardziej przygodowo-wyprawowych konstrukcjach, którymi głównie podróżujemy po łatwych i równych nawierzchniach, amortyzator nie jest aż tak potrzebny. Widelec Henry’ego stanowi zatem bardzo dobry kompromis – nieco mniej amortyzuje, natomiast jest zauważalnie bardziej sztywny bocznie, co podczas jazdy na Henrym czuć. Rower ten nie ma tendencji do nadmiernego „pływania” przodu, co też składa się na poczucie pewnego prowadzenia. Duży plus dla Jobo.

Pewnie wielu z Was się zastanawia – jak w praktyce działa ten Bafang?! Kulturę pracy silnika oceniamy pozytywnie – nie jest to może najbardziej zaawansowana pod względem "feelingu" pracy jednostka na rynku, ale nie odczuwamy tu szarpania czy ospałości w reakcji na ruch korbą. Dynamikę i duży moment obrotowy silnika przede wszystkim czujemy podczas ruszania – pierwsze ruchy korby, np. podczas ruszania ze świateł, są solidnie dopełniane przez silnik. Można na Henrym dojechać do biura bardzo szybko i z suchą koszulą, co zasadniczo jest naczelna cecha elektryków – pozwolić bez zmęczenia przemieścić się z punktu A do punktu B. Tak jak samochodem, tylko z odrobiną ruchu (bo jednak pedałować trzeba), a co się z tym wiąże z lepszym samopoczuciem (bo na świeżym powietrzu i bez korków!).

 

 

 

 

Co jeszcze trzeba sobie dopowiedzieć – jednostka Bafang M500 pracuje dość cicho, ale co najważniejsze – jest bezoporowa. Dzięki powyższemu możemy kręcić korbą na wyłączonym wspomaganiu bez dodatkowego oporu, co oczywiście jest ważne w perspektywie jazdy bez wspomagania – kiedy przekroczymy magiczną granicę do której wspomaga nas system (25 km/h) lub kiedy awaryjnie przyjdzie nam wracać do domu z wyładowanym akumulatorem.

Z elektronicznych ciekawostek warto wspomnieć jeszcze o tym, że oświetlenie w naszym miejskim Jobo załącza się automatycznie. Na wyświetlaczu systemu Bafang zlokalizowano czujnik światła, dlatego kiedy robi się ciemno (albo kiedy zasłonimy czujnik palcem) światła w rowerze automatycznie zapalają się. Fajny bajer, chociaż części z osób może przeszkadzać brak samodzielnego włącznika światła.

Jobo Henry zrobił na nas dobre wrażenie jeśli chodzi o ogólne wykonanie i przemyślaną specyfikację. Zdajemy sobie sprawę, że mamy tu do czynienia z rowerem najbardziej zaawansowanym w aktualnej ofercie (na rok 2020), jednak staranne wykonanie ramy Henry’ego jest dowodem na to, że Jobo przywiązuje uwagę do jakości swoich rowerów.

 

 
 

 

 

Jeśli chodzi o wyposażenie – doceniamy, że Jobo poza obowiązkowymi punktami wyposażenia roweru miejskiego (wspomniane elementy poprawiające jego walory użytkowe), dokłada jeszcze coś ekstra – jak np. blokada tylnego koła. Henry w pełnym rynsztunku osiąga masę 26 kg – czyli zasadniczo standardowy wynik dla miejskiego e-bike’a. Podczas jazdy nie będzie ciążył, bo wysoką masę z nawiązką rekompensuje wspomaganie. Taka masa nie przekłada się też negatywnie na prowadzenie roweru – a to za sprawą centralnie zlokalizowanego silnika i baterii, co jest domeną tylko najbardziej zaawansowanych modeli na rynku. Zasadniczo masa Henry’ego (i każdego innego elektryka) odczuwalna będzie przede wszystkim w dwóch momentach – kiedy rozładujemy akumulator na trasie oraz kiedy przyjdzie nam wnosić rower po schodach.

 

(czytaj dalej)
comments powered by Disqus

Podobne artykuły