Szosowe hydrauliczne hamulce SRAM - test

SRAM HRR & HRD


Inne pytania pojawiły się w przypadku modelu współpracującego z obręczami, gdzie największym problemem okazała się odległość pomiędzy klockami a obręczą. W związku z tym, że trudno jest przewidzieć, z jakimi kołami hamulce będą stosowane, na wszelki wypadek założono, że ta odległość musi być większa niż standardowa, by uniknąć tarcia, np. podczas jazdy na stojąco na podjazdach. I stworzono odpowiedni system, cofający klocki (podobnie jak w hamulcach Brake Force One, tyle, że tam postarano się o odsunięcie od tarcz). Przyznać trzeba przy tym, że SRAM miał odrobinę łatwiej o tyle w obydwu przypadkach, że nie wszystko trzeba było wymyślać od samego początku. Stąd przejęcie standardów mocowań z tarczówek MTB - post mount w przypadku zacisków i IS lub Centerlock dla tarcz. Warto przy tym wspomnieć, że pomyślano też o praktycznej stronie - w HRD użyto czegoś, co nazwano „Connectamajig". To rozwiązanie, które pozwala rozłączyć przewód hydrauliczny i połączyć go ponownie, bez konieczności odpowietrzania (znamy to choćby z Formuli).

 



Co do teorii Sram mówi, że użyteczna siła, jaką przewidziano do naciskania na dźwignie, wynosi od 40 do 120 N, górna granica określona jest po prostu przez to, co poszczególne komponenty są w stanie przenosić. W przypadku obręczy jest to ich wytrzymałość, przy tarczówkach zrywanie przyczepności przez koło (konkretnie rzecz biorąc blokowanie go, ale efekt końcowy jest identyczny). Aby lepiej kontrolować moc hamulców, zdecydowano się na użycie różnej wielkości tłoczków z przodu i z tyłu w HRD. Z przodu mają one wielkość 19 mm, z tyłu 18 mm - po to, by podczas ostrego hamowania na siedząco tył zbyt łatwo nie ulegał blokadzie. Chyba najfajniejsza cecha obydwu hamulców to fakt, że pracują z dokładnie z tymi samymi dźwigniami, co sprawia, że nie tylko łatwo przejść z jednych na drugie, ale też porównywać jakość działania.

 

(czytaj dalej)

Podobne artykuły