Wywiad z Mają Włoszczowską!

Drukuj

Drugie miejsce na Pucharze Świata MTB w Schladming (Austria); drugie miejsce na Mistrzostwach Europy w kolarstwie górskim (Książ); szósta pozycja na IGRZYSKACH OLIMPISJKICH W ATENACH; druga na MŚ MTB w Les Gets; trzecia w klasyfikacji końcowej Pucharu Świata w Livignio - to tylko niektóre z jej sukcesów.

Specjalnie dla Was przeprowadziliśmy wywiad z jedną z największych polskich zawodniczek, zawodniczek dzięki której polskie kolarstwo górskie zostało dostrzeżone na arenie międzynarodowej. Prezentujemy Wam wywiad z MAJĄ WŁOSZCZOWSKĄ, zawodniczką jednej z najlepszych na świecie zawodowych grup kolarstwa górskiego: Lotto PZU S.A.

bikeWorld.pl: Gratuluję świetnego sezonu!

Maja Włoszczowska: Dzięki! :)

bW: Na początek mniej rowerowo: Studiujesz matematykę na Politechnice, powiedz nam jak sesja? Wszystko do przodu, czy może były jakieś „wrześnie”? ;)

MW: To trochę skomplikowane... Przed Igrzyskami wzięłam urlop dziekański na jeden semestr (Ateny najważniejsze). Na tym urlopie zrobiłam 2 przedmioty (zdałam w czerwcu :), żeby móc teraz studiować ze swoim rokiem. Więc formalnie jestem na drugim roku, czwartym semestrze, a uczę się tego co jest na piątym:).

bW: Jak traktują Ciebie koledzy, koleżanki z roku, a jak wykładowcy?

MW: Koledzy i koleżanki super! Byli w tym roku na moich trzech wyścigach, prawie wszyscy oglądali mój start w Atenach. To strasznie miłe! Gdy na uczelni mam jakieś problemy, zawsze są chętni do pomocy. Mam naprawdę super ekipę na matmie.

A wykładowcy? Nie mam jakichś szczególnych względów. Żeby zaliczyć muszę umieć to co wszyscy. Przymykają natomiast oko na moje nieobecności (o których zawsze staram się informować). To dla mnie bardzo ważne.

Mam super lektora z języka angielskiego. Robi mi świetną akcję promocyjną w związku z plebiscytem Przeglądu Sportowego na najpopularniejszego sportowca Polski. Powiedział, że zaliczenie będzie uzależnione od ilości wysłanych na mnie kuponów (lub smsów) ;).

bW: Czy mając w perspektywie długą i owocną profesjonalną karierę sportową znajdujesz motywację, aby kontynuować studia? Wielu sportowcom tej motywacji zabrakło…

MW: Przyznam szczerze, że ostatnio miałam kryzys. Strasznie ciężko było mi się przestawić na naukę po kilkumiesięcznej przerwie, tym bardziej, że po Atenach nie miałam czasu na prawdziwe wakacje i jestem po prostu tym wszystkim zmęczona. Ale pomału motywacja mi wraca ;). Sport to mimo wszystko loteria. W każdej chwili może się coś stać – jak np. kontuzja, więc trzeba jakoś zabezpieczyć swoją przyszłość. Poza tym nie wyobrażam sobie siebie bez tytułu mgr ;).

bW: W tej chwili jazda na rowerze to praktycznie Twój zawód, prawda? Czy będąc dzieckiem, jak ktoś się Ciebie pytał „kim chcesz zostać”, czy odpowiadałaś, że chcesz być profesjonalnym sportowcem?

MW: Coś Ty! Zawsze lubiłam sport (wf i matematyka to moje ulubione przedmioty z podstawówki), ale nie myślałam nigdy o profesjonalizmie. Moja kariera sportowa zaczęła się właściwie przypadkiem.

bW: Właśnie, powróćmy do czasów kiedy byłaś małą dziewczynką... Zawsze miałaś „ciągoty” do jazdy na rowerze? Jaki jest przepis na sukces? Ciężka praca, samozaparcie? Kto Ciebie zauważył?

MW: „Ciągoty” to miała zawsze moja mama. Co weekend jeździliśmy całą rodziną na całodniowe wycieczki w góry mimo iż nie zawsze miałam na to ochotę. Z biegiem czasu coraz bardziej mi się to podobało. Dla zabawy wystartowaliśmy w Amatorskich Mistrzostwach Polski „Family Cup”. Wygrałyśmy z mamą klasyfikację rodzinną. Ja byłam pierwsza w swojej kategorii, mama druga. Jak stałam na podium podszedł do mnie trener Śnieżki Karpacz – Zdzisław Szmit i kazał przyjechać na trening...

Początki to była oczywiście zabawa, teraz bywa tak, że trening to przykry obowiązek. Ale to normalne, że chwile słabości są. To tak jak w małżeństwie – ludzie się kłócą, ale tak naprawdę się kochają i nie wyobrażają sobie życia bez siebie. Ja właśnie tak kocham kolarstwo.

bW: Ateny od wewnątrz... Czy zrobiły na Tobie wielkie wrażenie? Opowiedz nam o tym!

MW: Mój wyjazd do Aten dzielę na dwie części – „przed” i „po”. Przed startem był jeden wielki stres. Przylecieliśmy 4 dni przed startem, więc już nie było czasu na zwiedzanie czy jakieś rozrywki. Trening i odpoczynek, nic więcej. Po wyścigu zupełnie co innego. Ulga, spokój i rozluźnienie. Tak naprawdę dopiero wtedy mogłam się bliżej „przyjrzeć” Atenom. Miasta niestety znów nie udało mi się zwiedzić, ale za to miałam okazję poznać wielu sportowców, z którymi poza Igrzyskami właściwie nie mam kontaktu. Wioska olimpijska wyglądała jak małe miasto. Było tam wszystko – wielka stołówka, internet, pralnia... Jednak sprawiała wrażenie pustej – może była za duża...

Bardzo podobało mi się na ceremonii zamknięcia. Tłum ludzi na stadionie, mnóstwo zawodników... Czuło się taką wspólnotę z wszystkimi sportowcami. To mi się chyba najbardziej w Atenach podobało.

bW: Nie uważasz, że kolarstwo górskie, to mało „dziewczęcy sport”?

MW: To jakaś sugestia? ;). Absolutnie nie. Wyglądam tak jak wszystkie dziewczyny w moim wieku – mimo iż wszystkim się wydaje, że powinnam mieć nogę jak kulturysta ;). Niektórzy mówią, że kolarstwo górskie jest za ciężkie dla kobiet, ale kto powiedział, że kobiety nie lubią wysiłku? A to, że czasami jeździmy w błocie... taki urok tego sportu. Ja go kocham i namawiam wszystkie kobiety do spróbowania, bo naprawdę warto!

bW: Wielu rowerzystów (i nie tylko) uważa, że jesteś najładniejszą sportsmenką w kraju ;) Potrafisz trzymać styl nie tylko na rowerze ale i poza nim. Masz chyba najwięcej kibiców ze wszystkich zawodników i zawodniczek MTB. Jak Ty to robisz?

MW: Szczerze mówiąc nie widzę w sobie nic nadzwyczajnego i strasznie mnie dziwi jak wygrywam jakieś plebiscyty związane z urodą. Nie mam kompleksów, ale myślę, że jestem zupełnie „przeciętna” i gdyby nie moje wyniki sportowe, nikt by nie zwrócił uwagi na moją urodę. Oczywiście to wszystko jest bardzo miłe, ale wolałabym, żeby większą uwagę przywiązywano do moich wyników sportowych, na które naprawdę ciężko pracuję, a z urodą nie robię nic...

bW: Pomimo Twojej popularności w kolarskim światku, sama dyscyplina, a także Twoje i twoich koleżanek z grupy sukcesy są praktycznie pomijane w mediach. Krótkie i nieciekawe relacje, mało informacji, słaby komentarz... A przecież to taki ciężki sport. Medale Twoje i Ani przeszły prawie bez echa, a o marnych występach piłkarzy trąbią na prawo i lewo wszystkie gazety... nie żal Ci trochę tego?

MW: Trochę... Strasznie mi tego żal. Ale co ja mogę na to poradzić. Nie mam wpływu na to co media pokażą, a przecież kolarstwo górskie to sport masowy, więc powinno się o nim mówić jak najwięcej!

bW: Polskie damskie kolarstwo jest na najwyższym światowym poziomie… Mężczyźni niestety nie mają zbyt wiele by się pochwalić… Czym jest to spowodowane?

MW: Jak to nie mają się czym pochwalić? Przecież Marek Galiński był w tym roku piąty na Mistrzostwach Świata i niewiele mu zabrakło do medalu. Może nie mają tak spektakularnych sukcesów jak my, ale wydaje mi się, że prezentują naprawdę dobry poziom.

bW: Czy pomimo tego, że większą część roku poświęcasz na przygotowania i starty znajdujesz też czas na jakieś drobne przyjemności tylko dla siebie?

MW: Brak czasu to mój największy problem. Sezon się skończył miesiąc temu, a ja jeszcze nie znalazłam czasu na choć jedną imprezę! Raz byłam w kinie...

bW: A co z przyjemnościami związanymi z kuchnią? Dieta kolarza jest dość monotonna i restrykcyjna. Pozwalasz sobie czasem na odrobinę szaleństwa?

MW: Kolarska dieta bardzo mi odpowiada i nie czuję specjalnej potrzeby jej zmieniać. Jasne, że po sezonie pozwalam sobie na przyjemności, o których nie byłoby mowy między startami, ale wszystko z umiarem. Na zimę możemy trochę przytyć, więc w końcu mogę sięgać po słodycze, które uwielbiam, jednak cały czas muszę kontrolować wagę...

bW: Jak wyglądają Twoje przygotowania do sezonu? Czy w zimie dużo jeździsz na rowerze, czy też uskuteczniasz jakieś inne formy aktywności? Bieganie, narty biegowe, siłownia, pływanie?

MW: Właściwie to już za mnie odpowiedziałeś... ;). Zimą podstawą są narty biegowe. Ćwiczymy też na siłowni, sali gimnastycznej, basenie, roweru jest stosunkowo mało. Przede wszystkim zimą jest na niego za zimno, a poza tym trzeba od niego trochę odpocząć, żeby nabrać prawdziwej ochoty do kilku miesięcy pracy tylko z rowerem.

bW: Ile wynosi całka z x kwadrat? ;)

MW: (x*x*x)/3 + c; c=const. Mógłbyś pokusić się o coś trudniejszego ;).

bW: Co sądzisz o maratonach MTB. Myślisz, że amator rozpoczynający swoją przygodę ze sportem właśnie w ten sposób jest w stanie w polskich realiach poważniej związać się z kolarstwem? Może jest na to inny sekret? Jak jest zdradź go nam proszę!

MW: Maratony to super sprawa. Są dostępne dla każdego, niezależnie od wieku, poziomu sportowego itd.. Może ciężko jest się wybić przez maratony, ale warto od nich zacząć (na początek krótkie dystanse!), żeby sprawdzić swoje siły. Jeśli wszystko jest ok., to wtedy startujemy na XC. Z drugiej strony maratony stają się coraz bardziej popularne. W 2005 roku będzie seria Pucharów Świata, więc kto wie czy wkrótce maratony nie zajmą miejsca olimpijskiego wyścigu XC...?

bW: W jakim stopniu wg. Ciebie sprzęt ma wpływ na zwycięstwo? Czy wystarczy świetna kondycja, motywacja? Czy osoby bez sponsorów mają szansę wygrywać?

MW: Na najwyższym poziomie sprzęt na pewno odgrywa istotną rolę. Ale mam tu na myśli poziom międzynarodowy. Dla osób, które zaczynają nie ma sensu kupować rowerów z najwyższej półki. Ja też zaczynałam jeździć na rowerze, na którym teraz nie odważyłabym się pojechać na trasę wyścigu XC, a wtedy na takim startowałam. Okazało się, że jestem niezła i wtedy o wiele łatwiej było znaleźć sponsora. Najważniejszy w sporcie jest talent, trening, konsekwencja, a potem dopiero sprzęt. Oczywiście gdy chcemy wygrywać na świecie to bez sponsorów będzie to nam bardzo ciężkie. Trzeba już bowiem jeździć na zgrupowania, wyścigi zagraniczne itp., a to wszystko kosztuje. Zawsze staram się podkreślać rolę Totalizatora Sportowego, Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń i naszych pozostałych sponsorów, bez których nie mielibyśmy możliwości zajść tak wysoko jak to się nam udało. I jeśli jestem przy podziękowaniach to chciałabym również zaznaczyć, że mój sukces to nie tylko moja praca, pieniądze sponsorów, ale także w bardzo dużym stopniu praca mojego trenera Andrzeja Piątka, masażysty Mariusza Rajzera, mechanika Grzesia Dziadowca i wielu innych osób. O nich się rzadko mówi, a tak naprawdę moje wyniki to duża ich zasługa.

bW: Marzenia to jedna z wspanialszych rzeczy… Jakie jest Twoje najskrytsze marzenie? Jeśli mogę spytać…

MW: Nie będę oryginalna – złoto olimpijskie ;). A kiedy mi się już uda je zdobyć, moim marzeniem na resztę życia będzie satysfakcjonująca praca (najlepiej związana z promowaniem sportu) u boku ukochanego mężczyzny... Idylla, co? ;)

bW: Jakie są Twoje plany na najbliższe lata? Co chcesz robić po studiach?

MW: Pojechać na długie wakacje ;). Na razie moim celem nr1 jest Pekin, nr2 skończyć studia. Mam już jakieś plany co będę robić potem, ale myślę, że to jeszcze za dużo czasu, żeby o tym mówić. Przez cztery lata bardzo dużo może się zmienić...

bW: Już przedostatnie pytanie… Czy słyszałaś o vortalu internetowym bikeWorld.pl?

MW: Jasne. Ściągam od was często zdjęcia z wyścigów :).

bW: Chyba powinniśmy pozwolić Ci podelektować się tymi krótkimi chwilami odpoczynku, jakie masz w roku, dziękujemy bardzo za udzielenie wywiadu i życzę powodzenia w przyszłym sezonie, w życiu prywatnym jak i w zimowej sesji ;)

MW: Dzięki ;).


WAŻNE: Zagłosuj na Maję Włoszczowską w konkursie na najlepszego sportowca Polski w roku 2004. Jeżeli chcesz aby Maja znalazła się w finałowej "20-stce" to wysyłaj kupony z Przeglądu sportowego lub sms-y o treści PL27 na numer 73007. My juz zagłosowaliśmy! Wy również to zróbcie! (koszt sms-a 3.66 + VAT)

Dossier:
Urodziny: 09.11.1983
Ulubiony kolor: żółty i niebieski ;) (dla niewtajemniczonych: to kolory naszych sponsorów). Tak naprawdę nie mam jednego konkretnego. Ciuchy lubię brązowe, zeszyty niebieskie, samochody srebrne...
Ulubione danie: czekolada z orzechami ;)
Typ muzyki: słucham praktycznie wszystkiego – w zależności od nastroju i okazji. Nie lubię skrajności. Na co dzień słucham raczej spokojnych rytmów - ostatnio Ani Dąbrowskiej i Basi Trzetrzelewskiej.
Ulubiona partia polityczna ;) Nie lubie polityki...
Wzór do naśladowania: Robert Korzeniowski
Ulubiona książka: Paolo Coehlo „Alchemik”
Ulubiony film: Shrek, prawie wszystkie z Tom’em Hanks’em

Wywiad: Łuczycki Maciej
Zdjęcia: www.lotto-pzu.pl

Obserwuj nas w Google News

Subskrybuj