T-A: Evans umacnia prowadzenie

46. Tirreno - Adriatico (09-15.03.2011, HIS, Włochy), etap 6.: Ussita - Macerata, 178km

Cadel Evans (BMC Racing Team) po finiszu z grupki faworytów wygrał szósty etap Tirreno Adriatico i umocnił się na pozycji lidera. 

Cadel Evans (BMC Racing Team) po finiszu z grupki faworytów wygrał szósty etap Tirreno – Adriatico i umocnił się na pozycji lidera. W końcówce wyścigu niemal wszyscy faworyci próbowali atakować, jednak żadnemu nie udało się zyskać bezpiecznej przewagi i dowieźć ją do mety. O zwycięstwie decydował finisz z niewielkiej grupki, która pozostała na ostatnich metrach wspinaczki.

Evans zaatakował na ostatnich metrach podjazdu prowadzącego na metę i w bezpośrednim pojedynku wyprzedził Giovanni Viscontiego (Farnese Vini) i Michele Scarponiego (Lampre ISD). Australijczyk w klasyfikacji generalnej umocnił się na prowadzeniu i przed jutrzejszą czasówką wyprzedza o 9 sekund Scarponiego i o 12 Ivana Basso (Liquigas-Cannondale), który dziś finiszował na czwartym miejscu.

***

Przed szóstym, przedostatnim etapem wyścigu, sytuacja na czele klasyfikacji generalnej była bardzo wyrównana, w pierwszą szóstkę dzieliło ledwie pięć sekund. Cadel Evans (BMC Racing) wyprzedzał o 2 sekundy Ivana Basso (Liquigas-Cannondale), o 3 Damiano Cunego i o 5 Michele Scarponiego (obaj Lampre ISD).

  Szósty etap z Ussity do Maceraty był znacznie krótszy od wczorajszego i liczył jedynie 178 kilometrów, ale najeżony był krótkimi, ale sztywnymi podjazdami. Zwłaszcza końcówka była ciężka, a podjazd dwukilometrowy podjazd na metę miał miejscami po 18%. Była to znakomita okazja dla wybuchowych kolarzy typu Stefano Garzelli (Acqua E Sapone) czy Michele Scarponi (Lampre ISD). Zwłaszcza ten drugi miał spory apetyt na zwycięstwo, jako że etap przebiegał przez jego rodzinną miejscowość Filottrano, a Włoch miał ogromne szanse na objęcie prowadzenia w klasyfikacji generalnej.

Tempo od samego startu było bardzo mocne i choć atak gonił atak, to peleton nie dawał zbytniej swobody harcownikom. Przez pierwszą godzinę peleton przejechał 46,8km i dopiero chwilę wcześniej, na 44 kilometrze, Borut Bozic (Vacansoleil.DCM) zdołał oderwać się od zasadniczej grupy.

Trzy kilometry dalej, w Tolentino, Holender miał 1.20 przewagi nad pogonią, ale szybko ją powiększył i po przejechaniu 60 kilometrów miał już prawie pięć minut w zapasie. Wkrótce Kolarz Vacansoleil DCM rozpoczął kilkunastokilometrową wspinaczkę pod Pietra Rossa, sięgającej 690 m.n.p.m. Bozic minął szczyt z przewagą 2.15 nad liderem klasyfikacji górskiej, Davide Malacarne (Quick Step), który wyskoczył z peletonu po punkty na premii górskiej, Driesem Devenynsem (Quck Step) i Gorazdem Stangeljem (Astana).

Po minięciu szczytu z peletonu zaatakował Bert Grabsch (HTC-Highroad), który na 94 kilometrze dołączył do Bozica. Wtedy dwójka jechała z przewagą 4.15 nad zasadniczą grupą, ale po minięciu lotnej premii w Filottrano na 104,5km, różnica pomiędzy dwiema grupami wzrosła do 6 minut.

Prze kolejnych kilkanaście kilometrów sytuacja na trasie nie zmieniła się. Peleton prowadzili kolarze BMC Racing, mający w składzie lidera wyścigu, Cadela Evansa. Także kolarze Lampre ISD, Team Sky i Liquigas-Cannondale pracowali na czele zasadniczej grupy.

Niedługo potem peleton wjeżdżał do Maceraty, gdzie na każdej z trzech rund czekały na nich bardzo sztywne podjazdy, z nachyleniem dochodzącym do 18% w kilku miejscach, m.in. przy Osadzie San Giuliano. W miarę zbliżania się do podjazdów na czoło wyszła ekipa Lampre ISD, z niezmordowanym Przemysławem Niemcem na czele. Polak po raz kolejny nadawał tempo w grupie zasadniczej, znakomicie pracując na dwójkę swoich liderów – Cunego i Scarponiego.

Praca kolarzy włoskiej grupy sprawiła, że przewaga Bozica i Grabscha spadała bardzo szybko. Na drugiej rundzie, tuż przed szczytem wzniesienia, gdzie była usytuowana lotna premia, ich akcja została zakończona. Wtedy do walki ruszyli faworyci, którzy chcieli sprawdzić rywali. Scarponi podkręcił tempo, zgarniając bonifikatę czasową, za nim pojechał Vincenzo Nibali (Liquigas-Cannondale), jednak jeszcze wtedy było za wcześnie na decydujące ataki.

Te nastąpiły na ostatniej rundzie, gdy grupa zasadnicza była już mocno rozciągnięta i przetrzebiona, za sprawą tempa kolarzy BMC Racing, m.in. Alessandro Ballana i Georga Hincapie. Tempo wzrastało w miarę zbliżania się do ostatniego, decydującego podjazdu. A ten był naprawdę morderczy - 1,8km ze średnim nachyleniem 10% i maksymalnym 18%, a następnie końcowy odcinek 500 metrów ze średnim nachyleniem ponad 11,3& i maksymalnym także 18%.

Już na początku wspinaczki zaatakował Cunego, a za Włochem ruszyli Evans, Basso, Scarponi, Nibali, Danilo Di Luca (Katiusza) i Philippe Gilbert (Omega Pharma – Lotto). Potem skoczył Scarponi, ale on także nie mógł zaskoczyć rywali. Na nieco ponad 1km przed metą Angel Madrazo (Movistar) odjechał, następnie zaatakował Tiago Machado (Radioshack) i doścignął Hiszpana. Po chwili jednak obaj zostali prześcignięci przez szarżującego Scarponiego z rywalami na plecach.

Włoch zyskał kilkunastometrową przewagę nad rywalami i wydawało się, że może zdobyć przewagę, pozwalającą myśleć o zwycięstwie. Nibali jednak zdołał dołączyć do rodaka, jednak potem nie kwapił się do pracy, przez co dwójka została doścignięta. Kolejnym atakującym był Visconti, zabrał ze sobą Scarponiego, Nibalego i Evansa. Na ostatnich stu metrach Evans wyszedł na prowadzenie i utrzymał kilkumetrową przewagę nad rywalami. Australijczyk mocnym finiszem zapewnił sobie zwycięstwo i umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej. Na drugim miejscu finiszował Visconti, a trzeci był Scarponi.

Dzięki bonifikacie czasowej na mecie lider BMC Racing powiększył swoją przewagę nad Scarponim do 9 sekund i do 12 sekund nad Basso, który był piąty. Bardzo dobrze pojechał także Wout Poels (Vacansoleil DCM), który wczoraj finiszował na drugim miejscu, a dziś był szósty.

Wyniki i fotogaleria wkrótce. 

Podobne artykuły