Trasa 103. Giro d’Italia

Czasówki spinają klamrą trasę przyszłorocznej, 103. edycji Giro d’Italia. Corsa Rosa rozpocznie się od jazdy indywidualnej na czas w Budapeszcie i zakończy w Mediolanie, także próbą na czas, jednak to potężne góry w ostatnim tygodniu rozstrzygną losy wyścigu.

Przyszłoroczna edycja Giro d’italia rozpocznie się 9 maja w Budapeszcie. Będzie to czternasty raz, kiedy włoski wyścig wystartuje spoza granic swojego kraju. Począwszy od niespełna 10-kilometrowej czasówki peleton spędzi trzy dni na Węgrzech, gdzie szanse dostaną także sprinterzy. Drugi i trzeci etap to płaskie odcinki, gdzie najszybsi kolarze z peletonu walczyć będą o zwycięstwa etapowe, a być może także i maglia rosa, jeśli różnice na pierwszej czasówce będą niewielkie. 

Trzeciego dnia, po płaskim, 204-kiometrowymm etapie z metą w Nagykanizsa, kolarze wieczorem polecą do Włoch, na Sycylię, gdzie rozegrane zostaną kolejne trzy odcinki. Pagórkowaty etap do Agrigento będzie przedsmakiem nadchodzących emocji, bo już kolejny, piąty etap wyścigu, zakończy się wspinaczką – kolarze ścigać się będą na zboczach Etny, a finisz poprzedzi 18–kilometrowy podjazd o średnim nachyleniu 6,8%, który pokaże, który z faworytów jest w formie.

Z Sycylii karawana wyścigu, przez Kalabrię będzie się kierować na północ. Po dwóch raczej płaskich, ale długich etapach do Brindisi i Vieste, kolarzy czeka dzień przerwy. Zdaniem dyrektora wyścigu, Mauro Vegniego, już pierwszy tydzień pokaże, który z faworytów będzie się liczyć w walce o maglia rosa.

Od 10. etapu, który rozpocznie się w San Salvo, kolarze praktycznie cały czas będą ścigać się na wybrzeżu Adriatyku. I choć będą to etapy głównie płaskie, to jednak wiatr może sporo namieszać, porwać peleton i wprowadzić niespodziewane różnice w klasyfikacji generalnej. Jest też etap wokół Cesenatico, upamiętniający Marco Pantaniego – to właśnie tam znakomity włoski góral rozpoczynał swoją kolarską karierę. Tuż przed końcem drugiego tygodnia ścigania kolarze staną u podnóża gór, gdzie rozegra się ostateczna walka o maglia rosa.

 

 

Swój udział w wyścigu, o ile nie zdarzy się nic niezaplanowanego, zapowiedział też Peter Sagan (Bora-hansgrohe), który był obecny na prezentacji trasy w Mediolanie. Dla trzykrotnego Mistrza Świata będzie to debiut we włoskim wyścigu, ale pierwsze dwa tygodnie mogą stworzyć wiele okazji Słowakowi, by ten pokazał swoje umiejętności.

Choć Mauro Vegni przyznał, że jego zdaniem przyszłoroczne Giro jest łatwiejsze, ze względu na Igrzyska Olimpijskie, to jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że długie, górskie etapy w trzecim tygodniu są wręcz mordercze i jak zawsze Giro dostarczy pięknych emocji za sprawą walki o każdą górską premię i każdą sekundę na finałowych podjazdach. 

Decydujący tydzień otworzy czasówka o długości 33,7-kilometra, lekko pofałdowana, z kilkoma sztywnymi odcinkami. Typowi górale będą starali się zminimalizować straty, bo potem czeka ich jeszcze jedna czasówka. Wcześniej jednak cztery etapy, które już teraz mogą budzić strach – 15. etap, liczący 183 kilometry, będzie najkrótszym górskim etapem w tegorocznym wyścigu. Kończyć się będzie bardzo trudną, 14-kilometrową wspinaczką na Piancavallo, a ta, z kolei, poprzedzona będzie podjazdami pod Sella Chianzutan, Forcella di Monte Rest oraz Forcella di Pala Barzana. Bardzo długi i pofałdowany etap z rundami w San Daniele Del Friuli dodatkowo zmęczy kolarzy, choć nie powinien przynieść znaczących zmian w klasyfikacji generalnej, ale przed następnymi dniami będzie miał spore znaczenie – każdy z kolejnych górskich etapów można uznać za królewski. 

Na 220-kilometrowym odcinku z Bassano del Grappa do Madonna di Campiglio peleton pokona łącznie 65 kilometrów podjazdu i ponad 5000 metrów w pionie. Kolejnego dnia, na 18. etapie peleton będzie się wspinać na Stelvio, od najtrudniejszej strony, a ściganie zakończy walką na prawie 9-kilometrowym Laghi di Cancano – tutaj przewyższenie wyniesie prawie 5,500 metrów.

Nieco wytchnienia przyniesie płaski etap z Morbegno do Asti, choć liczy sobie aż 251 kilometrów i jest najdłuższym w przyszłorocznym wyścigu. To będzie szansa dla sprinterów, którzy przetrwali wcześniejsze góry.  Ostatni górski etap i przedostatni etap wyścigu to kolejny kolos – ponad 5000 metrów wspinaczki w pionie i podjazdy pod Colle dell’Agnello, potem Izoard i Monginevro aż w końcu finałowy podjazd Giro – Sestriere to kombinacja wręcz wycieńczająca i przerażająca perspektywa nie tylko dla grupetto, ale i dla wymęczonych faworytów.

To nie będzie jednak koniec walki o maglia rosa – jakby tego było mało i góry by nie wystarczyły, Giro po raz kolejny zakończy się etapem jazdy indywidualnej na czas do Mediolanu, z metą na Piazza Duomo. 16,5-kilometrowa, płaska jak stół czasówka, będzie ostatnią szansą na jakąkolwiek zmianę na podium 103. Giro d’Italia i zagwarantuje emocje do samego końca.

comments powered by Disqus

Podobne artykuły