Kryzysu w kolarstwie ciąg dalszy. Po niekończących się sporach UCI z ASO, wpadkach dopingowych gwiazd zawodowego peletonu przyszedł czas na wycofywanie się sponsorów i rozwiązywanie grup zawodowych.
Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść
Decyzja Billa Stapletona, Barta Knaggsa i Johana Bruynella o zakończeniu działalności firmy Tailwind Sports, właściciela grupy Discovery Channel mogła być dla wielu szokiem. Ekipa, która w ciągu ostatnich dziewięciu lat ośmiokrotnie wygrała Tour de France, mająca w składzie wielu perspektywicznych zawodników zwija żagle w momencie największego triumfu. Alberto Contador, choć teoretycznie zamieszany w aferę Fuentesa, został okrzyknięty przyszłością kolarstwa. Ze wsparciem Bruynella być może miał szansę na seryjne zwycięstwa jak Armstrong czy Indurain. Tymczasem po zakończeniu sezonu, podobnie jak trzeci kolarz Wielkiej Pętli 2007, Levi Leipheimer, będzie musiał po zakończeniu sezonu znaleźć nowego pracodawcę. Choć już wiosną ogłoszono, że telewizja Discovery zakończy sponsorowanie grupy po tym sezonie, jednak nikt nawet nie przypuszczał, że jedna z najbardziej utytułowanych drużyn ostatniej dekady będzie miała jakiekolwiek problemy ze znalezieniem nowego mecenasa. Co więcej, powiększone logo AMD podczas Tou de France sugerowało, że to właśnie producent procesorów będzie nowym sponsorem tytularnym. Tymczasem zamiast wzmóc poszukiwania, szefostwo ekipy postanowiło zakończyć działalność. Sam Bruynell tłumaczy decyzję tym, że najlepiej zejść ze sceny u szczytu chwały i możliwości. Pośrednio kierownictwo ekipy jako powód zakończenia działalności podaje problemy ze znalezieniem sponsora związane z kolejnymi aferami dopingowymi w kolarstwie. Dodatkowym argumentem ma być niepewność w związku z planowaną obecnością na przyszłych wyścigach Tour de France ekip narodowych zamiast przynajmniej części drużyn zawodowych. Tak naprawdę jednak trudno zrozumieć powody kierujące kierownictwem Tailwind Sports. Tak czy inaczej koniec działalności „Disco boys” jest faktem, w związku z tym wielu znakomitych kolarzy już szuka pracodawcy. Nieznane są plany Alberto Contadora, który zanim podpisze kontrakt będzie musiał prawdopodobnie uporać się z oskarżeniami o kontakty z Eufemiano Fuentesem. Trzeci kolarz Tour de France i teoretyczny lider Discovery, Levi Leipheimer ma już podobno ofertę z Predictor Lotto. Wraz z drugim anglojęzycznym kolarzem – Cadelem Evansem mógłby stworzyć bardzo mocny duet. Pytanie, czy obaj kolarze, pozbawieni nadzoru tak charyzmatycznego dyrektora, jakim był Bruynell dojdą do porozumienia? Bardzo prawdopodobne wydaje się być również przejście Egoi Martineza do baskijskiej grupy Euskaltel Euskadi, której barwy reprezentował, zanim przeszedł do Discovery. Problemów z zatrudnieniem nie powinien mieć również Stijn Devolder, który prawdopodobnie trafi do którejś z grup belgijskich. Gdzie swoje kariery będą kontynuowali tacy kolarze jak George Hincapie, Jaroslav Popoych czy Tom Danielson? Być może trafią do nowego amerykańskiego „dream teamu”, powstającego pod skrzydłami Jonatana Vaughtersa Team Slipstream.
Żegnaj licencjo
Szwajcarska grupa Astana, wspierana przez kazaskie spółki skarbu państwa ze swoją licencją Pro Tour kłopoty miała od samego początku swego istnienia. Zespół kierowany przez Marca Bivera przy wydatnym udziale Waltera Godefrota, Alexndre Vinokouorwa i Tony Rommingera został bezpośrednim spadkobiercą drużyny prowadzone przez Manolo Saiza. Libertyn Seguros, które zastąpiło na miejscu sponsora tytularnego hiszpańskie ONCE wycofało się ze sponsoringu po aresztowaniu Saiza i Fuentesa w połowie ubiegłego roku. Będący liderem zespołu Vinokourow, któremu niezmiernie zależało na tym, by wystartować w Tour de France czym prędzej zmontował nową drużynę, w barwach której wygrał Vuelta Espana. Po drobnych, głównie natury formalnej, perturbacjach, Astana otrzymała w sezonie 2007 licencję Pro Team i choć nie była ona respektowana przez organizatorów wyścigów, zespół startował w najważniejszych imprezach z dziką kartą, na równi z pozostałymi członkami cyklu Pro Tour. Początek sezonu był dla Astany niezmiernie udany, dobra postawa w Tirreno Adriatico była tylko wstępem do rewelacyjnej postawy w Giro d’Italia. W wyścigu dookoła Włoch coprawda zawiódł Paolo Savoldelli, jednak znakomicie pojechał Eddy Mazzoleni. Miejsce na podium dla włoskiego „super gregario” było ukoronowaniem kariery. Sukces został nieco zmącony podejrzeniami o doping, po wypłynięciu których zawodnik ten ogłosił zakończenie kariery. Problemy Mazzoleniego właściwie nie wpłynęły na wizerunek grupy. Vinokourow, Kloden i Kaschechkin byli nie tylko faworytami Tour de France, ale i ulubieńcami kibiców, szczególnie po problemach pierwszego tygodnia. Powrót Vinokourowa do gry po wygranej czasówce jeszcze przysporzył Kazachowi sympatii. Dwa dni później wybuchła bomba – „Vino” nielegalnie przetaczał sobie krew. Na przełomie lipca i sierpnia to samo udowodniono Kaschechkinowi. Drużyna, która sama wycofała się z Wielkiej Pętli i zawiesiła działalność, po czwartej w tym sezonie wpadce (Vinokourow, Kaschechkin a wcześniej Mazzoleni oraz przyłapany na podwyższonym poziomie testosteronu Kessler) straciła zaproszenie na Vuelta Espana. Choć w Kazachstanie popularność Vinokourowa nie słabnie i jest on twarzą kampanii wyborczej rządzącego ugrupowania, drużyna prawdopodobnie straci licencję Pro Tour. Powód jest prosty i oczywisty – ekipa przekroczyła wszystkie granice przyzwoitości i trudno uwierzyć, mimo zapewnień Marca Bivera, że kierownictwo zespołu nie wiedziało o niedozwolonych praktykach swoich zawodników. Na całej sprawie najbardziej ucierpiał Andreas Kloden, który chcąc powetować sobie straty, chce wystartować w mistrzostwach świata, jednak jak do nich się przygotuje nie biorąc udziału w wyścigach przez trzy miesiące? Prawdopodobnie „Klodi” powróci do niemieckiego T-Mobile, choć kierownictwo niemieckiej drużyny temu zaprzecza.
Zniesmaczeni sponsorzy
Koniec szwedzko – belgijskiego Unibet.com był do przewidzenia. Firma bukmacherska, która w prowadzenie drużyny kolarskiej, uzyskanie licencji oraz procesy sądowe wpompowała sporo pieniędzy została w zasadzie oszukana przez UCI. Licencja, za którą sponsor zapłacił, nie była bowiem respektowana przez organizatorów wyścigów. Dodatkowo na terenie Francji Unibet nie mógł występować pod własną nazwą, a co za tym idzie reklamować swojego sponsora. Właściciele Unibetu poszli więc po rozum do głowy i postanowili zainwestować w zdecydowanie pewniejszy interes. W sport, w którym mało kto przejmuje się dopingiem, zawody rozgrywane są przez cały rok i ma rzesze fanów na całym świecie. W sezonie 2008 logo Unibet.com będą na swoich koszulkach nosili piłkarze Liverpoolu. Czy grupa kolarska będzie nadal istnieć? Jeśli znajdzie sponsora, może nawet znaleźć się w Pro Tourze, zwłaszcza, że na rynku będzie kilkunastu dobrych, ale bezrobotnych kolarzy. Jeśli drużyna będzie nadal istniała, prawdopodobnie jednak będzie zarejestrowana jako Pro Continental i tym samym zakończy się epizod Michała Gołasia w grupie z najwyższej półki.
Kolejnym sponsorem, który ma dość wydawania pieniędzy bez gwarancji zwrotu a nawet z uszczerbkiem na swoim wizerunku jest niemiecki koncern drobiowy Wiesenhof. Ta wiadomość była jednak znana już wcześniej, jednak u kresu drużyny kierowanej przez Jensa Heppnera była „dopingowa” atmosfera wokół kolarstwa.
Wierni do końca
O całkowitym kryzysie kolarstwa można by mówić, gdyby upadły dwie kolejne grupy. Blisko było do wycofania się ze sponsorowania włoskiej ekipy Milram, niemieckiego koncernu mleczarskiego Nordmilch. Na szczęście wyznanie o dopingowej przeszłości Erika Zabela nie wpłynęło ostatecznie na decyzję i w przyszłym sezonie nadal będziemy oglądali ekipę sprinterów w niebieskich strojach. Zakończenie współpracy z kolarzami zawodowymi deklarował również Adidas, jednak, tak jak Nordmilch postanowił ostatecznie przy kolarstwie pozostać, podobnie jak sponsor tytularny drużyny zarejestrowanej w Bonn, czyli niemiecki Telekom pod postacią T-Mobile.
Komentarza brak
I co tu można komentować? Czy oczyszczanie kolarstwa z dopingu ma polegać na tym, że kolejni kolarze będą bez pracy? Czy sam sport może się rozwijać, jeśli nie ma jasnej i jednoznacznej polityki działania przeciwko niedozwolonemu wspomaganiu? Póki UCI nie dojdzie do porozumienia z ASO, prawdopodobnie do tego nie dojdzie. Czy kolarze, którzy nie są pewni swojego bytu będą zastanawiali się, czy sięgnąć po doping, czy nie, jeśli od ich wyników będzie zależała wypłata pensji w kolejnym sezonie? Bez względu na wszystko pewne jest jedno: w sezonie 2008 najwytrwalsi kibice kolarstwa będą musieli nauczyć się kilku nowych nazw i kilku nowych wzorów koszulek.