Rollują raka – sztafeta jedzie na Zwrotnik

Fundacja Rak’n’Roll

Przeszliśmy przez raka, a teraz jedziemy na jego Zwrotnik – tak można zacząć opowieść o wyjątkowym projekcie Rolling2Zwrotnik, realizowanym przez Fundację Rak`n`Roll. W czteromiesięcznej sztafecie rowerowej z Warszawy na geograficzny Zwrotnik Raka w Saharze Zachodniej wezmą udział m.in. podopieczni Fundacji, którzy przeszli przez chorobę nowotworową.

Sztafeta została podzielona na 12 etapów, podczas których uczestnicy przejadą przez 8 krajów, pokonując łączny dystans ok 7 tys km! Długa droga do celu zostanie oznaczona na mapie jako rowerowy Rak’n’Roll Track. Ma się on stać symbolem siły, energii i radości życia. Uczestnicy pokonają blisko 7000 km, by pokazać moc i przekazać ją tym, którzy dziś chorują, dając im motywację do zdrowienia. Po przejeździe, pozostanie na mapach dowód na to, że wszystko jest możliwe. Być może pojadą nim kolejne wyprawy.

 

 
 

 

 

Rolling2zwrotnik interaktywnie

Dzięki dostępnej na stronie www.rolling2zwrotnik.pl interaktywnej mapce, można na bieżąco śledzić położenie ekipy, a o ich przeżyciach można poczytać na specjalnie utworzonej do tego celu otwartej grupie Rolling2Zwrotnik na Facebooku. Emocjonujące opowieści są zilustrowane licznymi zdjęciami, stąd każdy zainteresowany może zobaczyć jakie krajobrazy mijają po drodze uczestnicy, gdzie spożywają posiłki, jaką mają pogodę, czy jaki widok z okna bądź namiotu obudził ich o poranku.

 

 
 

 

 

Wspólny cel motywuje pomimo trudności

Uczestnicy pierwszego etapu ruszyli 5 września z Warszawy. Już po kilku dniach zameldowali się w Zakopanem, skąd skierowali się dalej na południe do Słowacji. Malownicze krajobrazy i piękna pogoda wynagradzały choć w niewielkim stopniu trudy podróży po urozmaiconym terenie, obfitującym w liczne podjazdy i zjazdy. Lekko nie było, ale uczestników motywował wspólny cel, a sił dodawały słowa wsparcia od bliskich, znajomych i nawet nieznajomych, komentujących poczynania ekipy na facebookowej grupie Rolling2Zwrotnik. W pobliżu granicy z Austrią stuknął pierwszy 1000 km! Od tego momentu ilość pokonanych kilometrów wskazywały już 4 cyfry. Ekipa nie zwalniała tempa. Trasa wzdłuż Dunaju, może mniej wymagająca, ale też dawała się we znaki uczestnikom. Pokonywali kilkadziesiąt kilometrów każdego dnia. Wieczorami na kempingu wszyscy szybko zasypiali, czując wysiłek w nogach i chcąc się dobrze zregenerować się przed kolejnym dniem.

Gdy któregoś dnia licznik pokazał dzienny kilometraż 90 km, osoba z ekipy wspierającej zapytała uczestniczkę: „Bogusia, kiedy ostatni raz tyle przejechałaś?” „Nigdy” - usłyszał w odpowiedzi.

 

 
 

 

 
 

 

 

Śniadanie na łonie natury

Posiłki zwykle przygotowują sami. W zespole jest zawsze jedna osoba odpowiedzialna za zakupy. Stołują się na kempingach, robią pikniki nad rzeką lub innych urokliwych miejscach, choć zdarzało się też przygotowywać ryż z warzywami…w krzakach. Czasem zaglądają do knajp, zwykle w niepogodę. Warunki atmosferyczne nie zawsze są jednak problemem. Kuba Wolski ze strefaprzygód.pl, który przygotował trasę wyprawy i był jej suportem przez kilka etapów wspomina: „pewnego dnia podczas przygotowywania śniadania jajecznica i kanapki, poza solą, pieprzem, pomidorami i rukolą, zostały jeszcze okraszone orzeźwiającą mżawką. Coś się jednak w nas zmieniło – na padający podczas śniadania deszcz nikt za bardzo nie zwracał uwagi. Dopóki talerze nie zostały opróżnione nikt nie ruszył się od stołu”.

 

 
 

 

 

Deszcz. Jaki deszcz? To SPA – czyli atrakcje pogodowe w trasie

Kapryśna pogoda najbardziej daje się we znaki podczas jazdy. Uczestnicy pokornie jednak znoszą padający deszcz czy wiatr, który raz wieje w plecy, raz w twarz, a innym razem próbuje zepchnąć rower z drogi. W takich momentach poprawiają sobie humory żartami, porównując na przykład ulewny deszcz do zabiegów SPA i naturalnych biczy wodnych przelewających się do czubka głowy po koniuszki palców. Nie brakuje jednak dni z piękną pogodą i słońcem, przyjemnie ogrzewającym zmęczone ciała. W takich momentach wszyscy „ładują baterie” i gromadzą energie na kolejne trudniejsze momenty.

 

 
 

 

 

Szlak jedyny w swoim rodzaju

Trasa sztafety przebiega przez miejsca fantastyczne z punktu widzenia krajobrazowego i krajoznawczego. Uczestnicy zachwycają się malowniczymi widokami, które na zawsze zostaną w ich wspomnieniach.  W pamięci pozostaną też odcinki, wymagające szczególnego wysiłku. Największym wyzwaniem do tej pory była trasa prowadząca przez Szwajcarię. To kraj pełen gór, gdzie na trasie zdarzały przewyższenia po +1000 m dziennie. „Znad dwutysięcznych wzniesień wystają tam szpiczaste alpejskie ośnieżone i majestatyczne szczyty trzy- i czterotysięczników. Robią niesamowite wrażenie – szczególnie oświetlane porannymi promieniami słońca. Tylko, żeby zobaczyć taki widok, trzeba wysunąć ze śpiwora coś więcej niż rękę wyłączającą budzik. I to jest nie lada wyzwanie dnia codziennego” – opowiada Kuba Wolski.

Warto tu zwrócić uwagę na fakt, że w wyprawie biorą udział osoby nie związane na co dzień ze sportem, bądź uprawiający sporty rekreacyjnie. Małgorzata Dąbrowska, uczestniczka etapu szwajcarskiego wspomina: „Ostatnie dwa dni były dla mnie trudne. Miałam chwilowe kryzysy, ale wspierała mnie cała grupa, czekali na mnie i udało mi się pokonać wszystkie wzniesienia. Bardzo się cieszę, że dałam radę, bo bardzo bałam się tych górskich etapów. Nigdy nie jeździłam po takich górach, a dałam radę, więc jestem bardzo szczęśliwa”

 

 
 

 

 

„Kula energii” pomaga w trasie i nie tylko w niej

Kolejne ekipy wymieniają się co kilka-kilkanaście dni, w zależności od etapu. Każdej zmianie towarzyszy uroczyste przekazanie „kuli energii”, czyli symbolu mocy i sił, która ma pomóc zmierzyć się z wyzwaniem. Ekipa, która kończy swoją część dzieli się też własnymi spostrzeżeniami, poradami. „Działa to trochę jak samo udoskonalający się, w sumie nie taki głuchy, telefon. Każda kolejna ekipa sprawdza patenty poprzedniej i je poprawia. Jeśli na początku w deszczu nikt nie grzał stóp, w Niemczech wjechały streczowe onuce, to kto wie – może we Francji pojawią się już wodoodporne skarpetki?” – zastanawia się Kuba Wolski.

 

 
 

 

 

Co jeszcze na trasie?

Na etapie francuskim licznik przejechanych kilometrów wskazał trzy tysiące. Gdzie uczestnicy będą świętować czwarty tysiąc? To się niebawem okaże. Aktualnie przemieszczają się przez Francję w kierunku Hiszpanii, by stamtąd przedostać się do Maroko i osiągnąć upragniony cel – Zwrotnik Raka w Saharze Zachodniej, do którego dojadą w drugiej połowie grudnia.

Jak o przygotowaniach do wyprawy i o swoich wrażeniach z niej mówią uczestnicy, którzy powrócili ze swoich odcinków?

Ania Zołocińska, uczestniczka 2 etapu (Zakopane – Wiedeń):

Bardzo lubię jeździć na rowerze i kiedy usłyszałam po raz pierwszy o tym projekcie od razu wiedziałam, że to jest właśnie coś dla mnie. Po chorobie i długotrwałym leczeniu czułam, że jestem słaba i że mój organizm został zniszczony przez chemioterapię. Czułam się stara i bez sił. Pomyślałam, że wyprawa Rolling2zwrotnik będzie idealną okazją, żeby sprawdzić czy faktycznie tak jest i żeby pokazać sobie i innym, że przebyta choroba wcale nie musi ograniczać nas w jakichkolwiek przedsięwzięciach. Szczególnie, jeśli dają nam radość i kondycję fizyczną, która jest tak bardzo ważna zarówno w profilaktyce, jak i wychodzeniu z choroby.

To było wspaniale przeżycie! Codzienna jazda przez cały dzień pozwalała się odstresować, podziwiać piękne widoki po drodze. Na szczęście pogoda dopisała! Nie przygotowywałam się jakoś specjalnie do wyprawy. Po prostu w sezonie zdarza mi się weekendowo pojechać z rodziną na wycieczkę, ale w tym roku jakoś nie było zbyt wielu okazji. Starałam się ćwiczyć ogólnorozwojowo 2 razy w tygodniu. Przed samą wyprawą miałam jednak miesięczną przerwę od ćwiczeń. Szczęśliwie obyło się bez zakwasów i kontuzji.

 

 

Paweł Ługowski, uczestnik 3 etapu (Wiedeń – Salzburg):

Razem z moją małżonką Bogusią przemierzaliśmy malowniczą Austrię. Jako że mam ponad 60 lat na karku i jestem najstarszym uczestnikiem wyprawy postanowiłem porządnie przygotować się do takiego wyzwania. Przemierzałem ścieżki rowerowe Warszawy robiąc coraz dłuższe i szybsze dystanse i podnosząc coraz wyżej poprzeczkę. Przyniosło to znakomite efekty. Brak słów, aby opisać wrażenia, które towarzyszyły nam podczas wyprawy. Było bajecznie, przepięknie i klimatycznie. Austria jest krajem bardzo przyjaznym dla turystów poruszających się na rowerach i świetnie dbającym o środowisko. Jechaliśmy wzdłuż Dunaju, przecinając malownicze miasteczka, winnice oraz wioski tak uporządkowane i czyste, że tylko pozazdrościć.

Udział w tej wyprawie był dla mnie jako osoby, która przeszła przez raka, sposobem, aby pokazać innym, że mimo choroby, wieku można być sprawnym, biegać, jeździć na rowerze, czuć wiatr we włosach, kochać życie i uśmiechać się każdego dnia do wszystkich, bo życie jest piękne.

 

 

Bogusia Ługowska, uczestniczka 3 etapu:

Dla mnie była to ogromna frajda, gdy wspólnie z mężem przemierzaliśmy trasę wiodąca wzdłuż Dunaju. Zwiedzanie na rowerze ma tę zaletę, że prowadzi przez małe miejscowości i wioski, które w trakcie jazdy samochodem umknęłyby naszej uwadze Wyprawa pokazała mi inne formy podróżowania i zwiedzania bez potrzeby korzystania z samochodu, a co za tym idzie bardziej ekologicznie. Rolling2Zwrotnik to szczególna wyprawa, gdyż daje możliwość wejrzenia w samego siebie, a z drugiej strony to poczucie odpowiedzialności i potrzeba współpracy oraz wzajemnego zrozumienia. Piosenka, która pchała mnie do przodu to "Zakochani są wśród nas

 

 

Rolling2Zwrotnik: w liczbach

  • 27 zawodników sztafety, osób, które przeszły przez raka 
  • 19-osobowa ekipa wspierająca 
  • Blisko 4 miesiące rowerowego rajdu
  • 12 etapów
  • Prawie 7000 km, 8 krajów
  • Pierwszy na świecie Rak’n’Roll Track
  • Drugi rajd rowerowy Fundacji Rak’n’Roll na Zwrotnik Raka

 

 

Rolling2Zwrotnik: śledź nas na stronie www.rolling2zwrotnik.pl i w SM #Rolling2Zwrotnik.

Podobne artykuły